28 listopada 2016

"Żydowski kawior".

Dziś podam Wam przepis na "Żydowski kawior", nie mający nic wspólnego z kawiorem i dobrze, bo takiego kawioru rybnego nie lubię. Ten żydowski jest całkiem inny.Pochodzi z kuchni Żydów Aszkenazyjskich. Pierwszy raz spróbowaliśmy go w restauracji na Próżnej. Bardzo nam zasmakował, choć mi wtedy bardziej smakowała pasta z jajek o wdzięcznej nazwie " ajercwibele ". Później w Kazimierzu nad Wisłą w restauracji " Fryzjer " jeszcze raz zjedliśmy. Za każdym razem smakuje inaczej. Mój mąż bardzo lubi wszelakie podroby i potrawy z nich, dlatego zrobiłam  to danie w domu. Nie od razu jednak, bo nie miałam bardzo ważnego składnika, bez którego kawior żydowski nie byłby tym czym jest. Mówię o gęsim smalcu. Owszem można zrobić to z masłem czy innym tłuszczem, ale wtedy czegoś brakuje w tym daniu. Jak znacie smak gęsiego smalcu, to wiecie o czym mówię.


Składniki
0,5 kg wątróbki kurzej
2-3  jaja ugotowane na twardo
2 cebule 
3 łyżki gęsiego smalcu
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz

Cebulę usmażyć na patelni, tak by była szklista i dodać wątróbkę pozbawioną żyłek i błonek. Smaży tak długo, by wątróbka nie była krwista. Przestudzone wątróbki bardzo drobno siekamy lub mielimy. Dodajemy drobno pokrojone jaja, lekko podgrzany gęsi tłuszcz, sól do smaku oraz świeżo zmielony czarny pieprz. Masę powinno się dobrze utrzeć, by smaki się połączyły, a składniki rozłożyły równomiernie. Tak przygotowaną masę należy schłodzić co najmniej 2 godziny w lodówce. Można wokół ułożyć pietruszkę i jaja na twardo do ozdoby.


19 listopada 2016

Parkin z Yorkshire. Angielski sposób na listopad.

U mnie tak czasem bywa (a może i często ), że kupię jakiś produkt, warzywo czy owoc, a potem szukam zastosowań i przepisów. Nie inaczej było tym razem. W znanym sklepie angielskim kupiłam czarną melasę i złoty syrop. Dwie buteleczki z płynami w pięknych kolorach późnej jesieni. Czarnym i herbacianym. Chociaż na naszych trawnikach i chodnikach te kolory się raczej wymieszały i tworzą zupełnie inne odcienie brązowo-bure. Bo złota polska jesień już odeszła. Jest mroczny listopad. Pora zwinąć się w kłębek pod ciepłym kocem, zrobić duży kubek gorącej herbaty i pogryzając jakieś dobre ciasto ( no powiedzmy jeden kawałek ) czytać mroczny szwedzki kryminał czy " Dolinę Muminków w listopadzie". Ta pora roku kojarzy mi się nie wiem czy słusznie ze Skandynawią. Przepis jednak nie będzie skandynawski, ale angielski. To placek. który był robiony początkowo w Yorkshire, obecnie na terenie północnej Anglii. Ma ciekawą, trochę lepką konsystencję. Na początku myślałam, że mi nie wyszedł, bo kleił się do rąk. Ale potem doczytałam, że to jego cecha. Jest robiony na bazie płatków owsianych z dodatkiem czarnej melasy.  Może być przechowywany nawet do 2 tygodni w szczelnym pojemniku, ale tego nie wiem, bo u nas szybko się ulotnił. Jest nieco podobny w doborze przypraw do piernika, ale nim nie jest. Podobno najlepiej go jeść dzień po upieczeniu lub nawet po tygodniu leżakowania bo z czasem robi się lepszy w smaku. Jednak w domu z dziećmi trudno byłoby trzymać się tych reguł, co widać na zdjęciu poniżej. Nie mogłam zrobić zdjęcia, bo młodszy syn co chwila sięgał rączką po ciasto. W końcu odpuściłam i wyszła sesja z ręką :)
Co ciekawe, dzisiaj znalazłam artykuł w theguardian, że to ciasto na LISTOPAD. Wtedy w niektórych krajach anglosaskich i nie tylko odbywa się Bonfire Night, czyli noc fajerwerków. Gdy placka zje się za dużo to wtedy trzeba się udać na oficjalne obchody, by spalić kalorie, pooglądać fajerwerki i ogrzać się przy ogniu. 


Składniki
100 gr mąki pszennej
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej 
100 gr masła
220 gr płatków owsianych
200 gr złotego syropu
70 gr ciemnego cukru
50 gr czarnej melasy
50 ml mleka ( może być roślinne )
2 jaja
2 łyżeczki imbiru w proszku
szczypta gałki muszkatołowej 
trochę czarnego pieprzu zmielonego
szczypta soli

W garnku należy na małym ogniu stopić masło, dodać do niego cukier, czarną melasę i złoty syrop. Nie doprowadzić do zagotowania się masy. Odstawić do wystygnięcia. W dużej misce wymieszać przesianą mąkę, sodę oczyszczoną, przyprawy oraz płatki owsiane. Do tego stopniowo należy dodawać mieszaninę z masła z cukrem, syropem i melasą. Aż składniki połączą się. Do tej mieszaniny dodajemy jajka lekko utrzepane z mlekiem. Wkładamy najlepiej do kwadratowej formy 20 x 20 cm wyłożonej pergaminem do pieczenia  i pieczemy około 1 godzinę 20 minut. U było gotowe wcześniej, bo miałam większą prostokątną formę. Po upieczeniu odstawiamy na 30 minut. Podawać najlepiej kolejnego dnia po upieczeniu. 



17 listopada 2016

Etiopska yndżera ( injera ) z doro łot i kyk alycza


Jakiś czas temu byłam na warsztacie kuchni etiopskiej. Uczyłam się tam przyrządzać typową potrawę etiopską - placek yndżera, który jest tym dla Etiopczyka czym chleb dla nas. Co prawda na warsztacie nie pokazano nam  jak od podstaw robi się ten chleb, ale zapamiętałam iż wystarczy trzydniowa fermentacja w ciepłym miejscu i można próbować. Udało mi się kupić w sklepie z superfoods, ogromnie teraz modnymi mąkę TEFF. Teff to endemiczne zboże etiopskie o polskiej nazwie miłka abisyńska. Byłam ciekawa efektu, bo na warsztacie nie były to placki z tej mąki, bo jak powiedział prowadzący kwaśny smak yndżery z miłki abisyńskiej nie odpowiada polskim gustom i receptura została zmieniona, podejrzewam że na mąkę z pszenicy. Jednak ja zdobyłam oryginalną mąkę teff, która na dodatek jest bezglutenowa. Placek powinno się serwować z różnymi sosami i dodatkami. Ja wybrałam dwa sosy. Jeden bardzo łagodny z grochu, a drugi z mięsem kurczaka. 


Składniki yndżery ( injera )
400 gr mąki teff
4 szklanki letniej wody 
sól do smaku
olej do smażenia

Mąkę przesiewamy i zalewamy letnią wodą , najlepiej w kamionkowym naczyniu. Naczynie powinno być większe, bo zawartość będzie fermentowała. Wierzch zakrywamy płócienną chustką i obwiązujemy gumką lub sznurkiem. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 3 dni. Po tym czasie ciasto jest gotowe do przygotowywania placków. Dosalamy do smaku. Można smażyć na oleju lub na dobrej patelni bez tłuszczu. Po wylaniu masy na patelnię grubszą warstwą niż na nasze naleśniki czekamy na pierwsze dziurki w cieście i nakrywamy naleśnik, by doszedł. To ciasto smaży się tylko z jednej strony. Po usmażeniu odkładamy placek do wystygnięcia. Nie należy kłaść jednej yndżery na drugą. Placek w smaku wychodzi rzeczywiście dość kwaśny. 


Sos z grochu - kyk alycza
1 szklanka grochu 
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
olej do smażenia
1/2 łyżeczki kurkumy
1 - 1,5 szklanki wody
sól do smaku

Groch namaczamy na noc. Dusimy na oleju cebulę, tak by zbrązowiała i tworzyła jedną masę. Do tej masy dodajemy czosnek, kurkumę, groch i dolewamy wodę. Gotujemy aż groch stanie się miękki, w razie potrzeby trzeba dolać wody. Potrawę dosalamy do smaku. 


Sos do kurczaka - doro łot
4 udka kurczaka 
sok z 1 limonki
olej do smażenia
4 ząbki czosnku
1 kłącze imbiru
2 łyżki przyprawy barberie ( ew. ostra papryka )
sól do smaku

Udka myjemy , układamy na dnie naczynia, wyciskamy sok z 1 limonki i zalewamy wodą, tak by przykryły mięso. Gotujemy do miękkości. W czasie gotowania przygotowujemy mieszankę typową dla kuchni etiopskiej. Dusimy na oleju cebulę, tak by zbrązowiała i tworzyła jedną masę. To podstawa. Do tego dodajemy drobno pokrojony imbir oraz wyciśnięty czosnek oraz berberie (  lub ostrą paprykę ). Udka wyjmujemy, dodajemy do masy z cebuli i przypraw i dodajemy trochę wody z gotowania. Dusimy razem z pół godziny, dosalając do smaku. 


Na placki układamy dodatki w postaci sosów oraz twarożek do złagodzenia smaku. 

16 listopada 2016

Turecka zupa weselna düğün çorbası.

Gdy kupiłam na Saskiej Kępie ładny kawałek młodej baraniny to miałam ochotę zrobić jak zwykle jakąś zupę w stylu arabskim z soczewicą lub cieciorką.  Ale miałam ochotę na nowe smaki i doświadczenia. Jakiś czas temu dostałam książkę " Recipes from the turkish kitchen " autorstwa Ghillie Basan. Znajduje się tam mnóstwo bardzo ciekawych i oryginalnych przepisów na dania. Tam znalazłam przepis na zupę, która jest zwyczajowo jest podawana na weselach tureckich. To düğün çorbası. Trochę ten przepis zmieniłam, gdyż nie miałam ziemniaków oraz nie dodałam jajka. Dodałam za to dużo ostrej papryki. Zupa jest dość delikatna, ma słodki posmak marchewki i zapach cynamonu. Jogurt jest raczej wychładzający, więc dodatek ostrek papryki jest wskazany. Zupa wskazana bardziej w okresie ciepłym, gdyż nie rozgrzewa. 


Składniki
około 1/2 kg żeberek jagnięcych 
2 marchewki
2 ziemniaki ( opcja )
1 laska cynamonu
50 ml jogurtu naturalnego
3 łyżki mąki pszennej
sok z 1/2 cytryny
1 żółtko jaja ( opcja )
2 łyżeczki masła
1  łyżka słodkiej papryki w proszku
1 łyżeczka ostrej papryki w proszku ( opcja )
sól do smaku

Mięso gotujemy z marchewką ( i ziemniakami ) pokrojonymi w kostkę oraz kawałkiem cynamonu i szczyptą soli w 2 litrach wody, do momentu aż mięso będzie odchodzić od kości. W misce mieszamy jogurt, mąkę, sok z cytryny oraz żółtko jajka- przy użyciu trzepaczki. Wyjmujemy mięso z powstałego bulionu i rwiemy na kawałki. Odcedzamy bulion, odkładając marchew ( i ziemniaki ). Do gorącego bulionu dodajemy mieszankę jogurtu i mąki i gotujemy do zgęstnienia zupy. Dosalamy do smaku. Na małej patelni rozpuszczamy masło i dodajemy słodką paprykę w proszku ( i/lub ostrą paprykę w proszku ) aż się połączą. W talerzu układamy stosik z mięsa. Wlewamy zupę dookoła. Skrapiamy mniej lub bardziej aromatyzowanym papryką masłem. 



12 listopada 2016

Jesienne kolory. Zupa z brukselką.

Brukselka. Można ją kochać, albo nienawidzić. Ma raczej gorzkawy smak. Stąd te rozbieżności w ocenie. Ja uwielbiam, od kiedy pierwszy raz spróbowałam. Jeszcze za komuny. Mama ugotowała nam brukselkę jako jarzynkę do dania mięsnego zapewne. Tego akurat nie pamiętam, bo przy królowej wszystko traci blask. Małe, pyszne kapustki. Wtedy trudne do dostania. Dlatego też były wyjątkowe. 
To warzywo późnojesienne. Teraz jest odpowiedni czas, by robić z niej tartę czy zupę. Ja raz na pewien konkurs pokusiłam się by zrobić z brukselki gołąbki ! Robiłam też danie irlandzkie colcannon czy amerykańską zapiekankę z serem. Teraz podam przepis na prostą jesienną zupę z brukselką. Jak kupuję brukselkę od zaprzyjaźnionego sprzedawcy, mającego sklepik tuż obok mojego mieszkania - zawsze proszę o brukselkę mierzoną na garście. Stąd trudno podać dokładne proporcje. 



Składniki
2 garście brukselki
1 kg ziemniaków
2 małe marchewki
1 mała cebula
gałązka lubczyku z liśćmi
liść laurowy
parę ziarenek ziela angielskiego
sól do smaku
1/2 kubka śmietany 18 % ( opcja)
świeżo zmielony czarny pieprz

Ziemniaki, cebulę i marchewki  pokrojone w kostkę oraz obrane z zewnętrznych liści brukselki gotujemy do miękkości z liściem laurowym i gałązką lubczyku. Solimy do smaku. Można dodać śmietanę, ale nie trzeba. Już na talerzu traktujemy obficie świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Prawda, że proste ?

Persymona, czyż to nie pięknie brzmi ? Sałatka pani Ani.


Persymona, jaka piękna nazwa. Kojarzy się ze starożytną Grecją. Inne nazwy tego owocu już nie są takie ładne : kaka, sharon, hurma, co nie umniejsza smaku. Kupiłam kilka razy, ale nie miałam pomysłu na ten owoc oprócz zjedzenia. Raz zrobiłam ciastka. I tyle. W miejscu gdzie obecnie pracuję jest tradycja przygotowywania spotkania przedświątecznego. Każdy coś ciekawego robi. Ja zrobiłam moje ruloniki skandynawskie z łososia. Szef przyniósł pyszne kulki z łososia. A pani Ania zrobiła świetną sałatkę z persymoną w roli głównej. Ta sałatka mnie urzekła.  Dowiedziałam się o szczegóły. Oczywiście dokonałam pewnych zmian. Powstały dwie wersje tej sałatki. Obie bardzo smaczne. Trzeba pamiętać, by dokładnie umyć owoc persymony, a jeszcze dobrze by było obrać ten owoc. 


 2  owoce persymony
2-3 garście rukoli
1 garść orzechów włoskich
1 ser pleśniowy typu camembert
1 łyżka miodu
sok z 1/2 cytryny
parę łyżek oliwy z oliwek lub oleju arganowego
sól do smaku

Owoce persymony obrać przed pokrojeniem w półokręgi. Ser pleśniowy kroimy w ósemki.  Z miodu, oleju, soli i soku z cytryny przyrządzamy sos. Układamy rukolę, persymonę, ser, orzechy włoskie. Polewamy sosem. 


2 owoce persymony
2 garście rukoli
kilka orzechów włoskich
50 gr sera korycińskiego z trawą żubrową
1 łyżka miodu faceliowego
3 łyżki domowego octu jeżynowego
2 łyżki oliwy aromatyzowanej skórkami pomarańczy
szczypta soli

Owoce persymony obieramy i kroimy w kostkę. Ser koryciński również. Z miodu, octu i oliwy przygotowujemy sos. Układamy rukolę, na niej składniki. Polewamy całość sosem. 

10 listopada 2016

Pizza Pho Bo. Dania z filmików z internetu.

Teraz już nie pamiętam, czy ktoś mi ten film pokazał, czy u kogoś go zobaczyłam. Pizza Pho. Znajoma z FB zrobiła pierwsza. Byłam strasznie ciekawa, czy danie to będzie smaczne. Trochę mnie zdziwił jeden składnik, a mianowicie sos hoisin. Nigdy wcześniej go nie używałam, choć o nim słyszałam. Kojarzył mi się z kuchnią chińską, nie wietnamską. A przecież PHO to danie wietnamskie, a sos hoisin chiński. Nie miałam zatem składnika, który wydawał mi się dziwny w tym daniu, ale jednocześnie chciałam sprawdzić jak smakuje to danie w wersji z internetu. Co ciekawe hoisin jest wskazany do doprawiania dań z wieprzowiny i drobiu, a nie wołowiny. Udało mi się kupić  ten sos oraz kiełki, niestety nie było w okolicy bazylii tajskiej.  Jalapeno  z przepisu zastąpiłam chilli, a oliwę z oliwek olejem rzepakowym. Pikantnego sosu czosnkowego nie miałam, więc dodałam czosnek przeciśnięty przez praskę. Danie jest dość smaczne, chociaż starszy syn stwierdził, że lepsze by było gdyby to wszystko wymieszać....


Składniki na 2 pizze
1/2 opakowania makaronu pho
2 jajka
1 łyżeczka czosnku w proszku
1 łyżeczka chilli w proszku
2 limonki
2 łyżki oleju rzepakowego
1 duży stek z rostbefu
2- 3 łyżki sosu hoisin
1-2 ząbki czosnku ( opcja )
1 czerwona cebula
1-2 papryczki chilli
1 duża garść kiełków fasoli mung
garść liści bazylii tajskiej lub bazylii
sriracha 


Przygotowujemy marynatę z soku z 1 limonki, chilli w proszku, czosnku w proszku i oleju rzepakowego. Dobrze gdyby mięso się przegryzło z 2 godziny lub dłużej. Można to zrobić umieszczając mięso w torebce foliowej w której wcześniej umieściliśmy składniki marynaty. Gotujemy makaron pho w lekko osolonej wodzie, odsączamy, przelewamy zimną wodą i studzimy. Następnie mieszamy z 2 roztrzepanymi wcześniej jajkami. Mieszamy dokładnie, dzielimy na 2 części. Smażymy na patelni dwa placki, po kolei.  Placki powinny być  lekko przypieczone i chrupiące. W tym czasie smażymy też stek, tak jak lubimy. Kroimy go po odpoczęciu na cienkie plasterki. Placki smarujemy sosem hoisin lub sosem hoisin z wciśniętymi ząbkami czosnku. Układamy plasterki cebuli pokrojone w cieniutkie krążki, plasterki wołowiny, kiełki fasoli mung, listki bazylii, plasterkami chilli lub skrapiamy srirachą. Można skropić jeszcze sokiem świeżo wyciśniętym z limonki.


Checz u Kaszebe. Restauracja w Chmielnie.



Będąc na Kaszubach szukałam miejsca, gdzie można zjeść smaki tej ziemi.  Ale jakoś nie mogłam trafić na miejsce, gdzie by można było zjeść regionalnie. Pojechaliśmy do Chmielowa, by tam zobaczyć muzeum, gdzie prezentują tradycyjną ceramikę kaszubską. Mieliśmy ochotę na kawę i coś słodkiego i jeszcze zaczął padać deszcz. Wstąpiliśmy na ciacho, a zamówiliśmy dania obiadowe. Jedzenie bardzo dobre i nawiązujące do miejscowej tradycji. Pierożki z mięsem kaczki były po prosu cudowne. Farsz bardzo smaczny i wyrazisty, a ciasto odpowiednie. 


Danie w stylu cepelinów, ale ciasto robione z gotowanych ziemniaków. Podawane na pierzynce z kapustą. Danie warte odtworzenia. 


Dania z podrobów zawsze są w naszych zamówieniach, bo mój mąż je lubi.



Grysik z owocami sezonowymi został zarekomendowany przez nas dziecku jako kaszubskie lody. W menu nie było lodów, a były obiecane dziecku. Stąd taki pomysł. A grysik to taka potrawa z kaszy manny gotowanej na mleku na gęsto polana sosem owocowym i  posypana sezonowymi owocami.  W dzieciństwie jadłam często kaszę mannę na mleku na półpłynnie. Uwielbiałam to. 



Restauracja jest położona uroczo na nabrzeżu jeziora. Tylko trzeba uważać na dzieciaczki, by nie powpadały do wody.



W tym samym miejscu jest sklep z regionalnymi produktami. Urocze kaszubskie babiloty, chusteczki i inne wyroby z motywem haftów kaszubskich. 



08 listopada 2016

Ferment na Muranowie. Pogadajmy o fermentowaniu znów.

Ostatnio moja aktywność towarzyska często jest związana z fermentowaniem. Serio. Jak nie warsztaty dotyczące fermentowania, to spotkania tego dotyczące. Czy to dlatego, że temat jest na topie ? To też.  Zawsze wydawało mi się, że to sztuka trudna. Pierwsze moje przymiarki to były pomidory kiszone po rosyjsku. Chciałam odkryć smak dzieciństwa. Dopiero po dwóch warsztatach odważyłam się na kiszenie, bo dowiedziałam się że ono może być krótkotrwałe, a możliwość doboru składników niemalże nieskończona. Kariera słoika :)


Tym razem dzięki koleżance znalazłam się na spotkaniu " Ferment na Muranowie", dotyczyło ono oczywiście kiszenia. Nie obeszło się bez fermentu małego, bo pomyliłam sale projekcji filmu. Oglądając obrazy Leonardo da Vinci zastanawiałam się co ma on wspólnego z kiszeniem i kiedy wreszcie zacznie coś fermentować. Kilka osób też się pomyliło. Ale powróćmy do tematu.  


W ciągu ostatniego czasu wyszły dwie książki o fermentowaniu. Jedną mam, choć zamówiłam niedawno. To " Sztuka Fermentacji " Katza, a nad drugą się zastanawiam. To " Kiszonki i Fermentacje " Aleksandra Barona. Na spotkaniu po filmie o Katzu w dyskusji uczestniczył właśnie autor książki Aleksander Baron, znana mi już Magdalena Tomaszewska- Bolałek, autorka książek m.in o kulturze kulinarnej Korei i Japonii. Był też  znany mi  kucharz Maciej Nowicki i dietetyczka Katarzyna Błażejewska. 


Wróciłam z myślą, by zrobić kiszone buraczki na barszcz. A dziś do steku na obiad były podane już 3 moje kiszonki - eksperymenty. Powiem, że jestem zadowolona z efektów. Będą dalsze próby. Bo całe życie jest jest jedną wielką nauką  i  od nas zależy czy mamy ochotę je zgłębiać czy nie. 


06 listopada 2016

Jesienne kolory. Lazania z mięsem strusia i dynią.

Kaszuby, jakie są większość z Nas wie. Chociaż ja poznałam ich smak, dosłownie i w przenośni niedawno. I to całkiem przypadkowo. Wcale nie planowałam tam jechać. Serio. Dopiero jak się okazało, że syn ma obóz harcerski w Olpuchu, koło Wdzydz Kiszewskich, to zapadła decyzja by tam pojechać. I to na kilka dni, bo przecież nie kalkuluje się jechać taki kawał drogi na jeden dzień odwiedzin. Parę dni na Kaszubach i zrozumiałam ten zachwyt innych tym regionem. Piękne lasy, jeziora, balsamiczne powietrze. Aż żal było wyjeżdżać, tym bardziej że pobyt był krótki. Co ciekawe na Kaszubach udało się kupić mięso ze strusia, na fermie w Garczynie. Już wcześniej chciałam je kupić, ale jakoś nie wychodziło. Jeden z hodowców na Podlasiu nie sprzedawał mięsa, a w sklepach się nie trafiało. Raz w restauracji w Kazimierzu nad Wisłą zostałam zaproszona na danie ze stekiem ze strusia. Byłam zdziwiona, że wygląda i smakuje jak indyk. Po tym jak zobaczyłam prawdziwe mięso strusie i go spróbowałam doszłam do wniosku, że tam rzeczywiście ktoś zaserwował nam indycze mięso, wciskając kit że to strusina ! Mięso strusia nie jest jasne, bardziej przypomina wołowinę, nawet trochę wątróbkę jak jest usmażone. Smak też nie przypomina zupełnie indyczego. Ma specyficzny smak. Tego trzeba spróbować. Ja użyłam do lazanii sera zrobionego przeze mnie na warsztacie robienia sera, zamiast niego możecie użyć mozzarelli. Mięso strusia można zastąpić wołowiną. Gdy nie macie świeżych płatów lazanii, należy dwukrotnie zwiększyć ilość sosu pomidorowego i wydłużyć czas pieczenia o około 20 minut. 



Składniki
20 plastrów świeżej lazanii
ok 1 kg mięsa ze strusia
1/2 średniej dyni
1 cebula
1/2 szklanki sosu pomidorowego
ok 100 gr domowej parzenicy ( mozzarelli )
gałązka tymianku cytrynowego
gałązka rozmarynu
olej rzepakowy
sól
czarny pieprz

Na oleju rzepakowym przesmażamy cebulę pokrojoną w kostkę, jak cebula się chwilę przesmaży dodajemy zmielone mięso strusie. Powinno się  podsmażyć. Dodajemy sos pomidorowy oraz  sól do smaku, świeżo zmielony czarny pieprz, tymianek oraz rozmaryn. Dynię pieczemy pokrojoną w prostokątne kostki pieczemy w piekarniku skropioną olejem lub przesmażamy na oleju do średniej miękkości. Kostki powinny być tak pokrojone, by łatwo dało się na nich układać kolejne płaty makaronu. Dynia nie powinna się rozpadać. Formę do zapiekania posmarować olejem lub masłem. Na dno wylać trochę sosu. Układać płaty lazanii, na niej układać masę mięsną i kostki dyni oraz posypywać serem startym w drobne wiórki. Aż do wyczerpania składników. Na wierzchu ostatniej warstwy wylewamy odrobinę sosu, posypujemy serem i układamy kilka wiórków masła. Pierwsze 20 minut pieczemy pod przykryciem w temperaturze około 180 stopni C. Następne 20 minut odkrywamy naczynie . Podajemy gorące z sałatką sezonową.  Nie martwimy się, że danie jest nie fotogeniczne ;)


03 listopada 2016

Ślimak wyszedł ze skorupy. Spotkanie Slow Food.

Nadszedł czas spotkania, podsumowania roku, który upływa i snucia planów na rok przyszły. Spotkał się "stary " i " młody " Slow Food, Szkoła na Widelcu. Było miło, przyjemnie i bardzo smakowicie. Było podsumowanie projektów wspólnych i działalności wielkiej warszawskiej rodziny Slow Food. Dobrze,  że pasjonatów tej idei w Polsce jest sporo. Wrzucam kilka zdjęć z tego spotkania.























01 listopada 2016

Nostalgicznie. Modrzewiowa brama z dwoma dzwonnicami w Krynkach.


To piękne miejsce od kilku lat odwiedzam właśnie w dniu 1 listopada. Przy kościele parafialnym jest cmentarz, gdzie leżą bliscy zmarli mojego męża. W tym roku jednak nie mogłam tam być.  Zazwyczaj odwiedzamy groby w kilku miejscowościach. Jest w tym tradycja, przyzwyczajenie, ale też pamięć o bliskich  którzy odeszli. I moment na modlitwę za Nich i chwilę zastanowienia nad życiem.  




Ta brama to perełka budownictwa drewnianego w obecnym województwie świętokrzyskim. Znajduje się w Krynkach koło Brodów Iłżeckich, niedaleko Starachowic. Brama modrzewiowa została wybudowana w 1770 roku. Nigdzie nie widziałam podobnej. Warto tam pojechać, by ją zobaczyć. Szczególnie urokliwie wygląda właśnie jesienią. Wtedy zobaczyłam ją pierwszy raz. Byłam zachwycona !


Zwyczajowo można kupić przed wejściem na cmentarz w Krynkach przekąski. Obwarzanki znane mi od lat wczesnego dzieciństwa. Jak są świeże, to są miękkie i pachnące. Posypane makiem lub nie. Czasem o smaku waniliowym. Tutaj można też kupić wersję dmuchaną, dla mnie pozbawioną smaku i tekstury. Ale takie obwarzanki też znajdują swych nabywców. 


Listopad potrafi być piękny, szczególnie na początku. Przeważnie złote, ale też i brązowoszare liście na tle niebieskiego nieba, albo na tle brunatnej ziemi. Bywa też szklisty i mroźny. Trzeba się cieszyć tymi liśćmi, które są na drzewach, dopóki wszystkie nie opadną i otulą sobą zmarzniętą ziemię...




Kimchijeon- placki z kimchi.

Pogoda zrobiła się już bardzo późnojesienna, tylko patrzeć jak spadnie śnieg. Placki z kimchi to świetny pomysł na obiad w taka pogodę, alb...

Wasze ulubione