26 lipca 2018

Alpaki na Podlasiu



Do tych cudownych zwierząt trafiliśmy przypadkiem, jadąc drogą po kocich łbach z Ziołowego Zakątka. Mój mąż zauważył baner przy drodze do Ciechanowca. Skręciliśmy i jechaliśmy kawałek od głównej drogi do Bujenki. Przywitał nas tam właściciel i zaprowadził do alpak. Miałam jakieś opory po opowieściach o pluciu. Okazuje się jednak, że alpaki nie plują, to lamy plują. A alpaki to cudowne zwierzęta. Zakochałam się od pierwszego dotyku. Synowie karmili je siankiem. Właściciel opowiadał o początkach hodowli w Polsce. Pierwsze alpaki zostały sprowadzone z Chile i na początku zajmowali się nimi właśnie osoby stamtąd. Oddzielnie są samice z małymi, oddzielnie samce. Najsłodsze oczywiście maluszki. 










25 lipca 2018

Sos pomidorowy z ricottą i cukinią



Czasem wszystko układa się jak trzeba, nawet obiad prawie sam się gotuje. Bo wbrew pozorom najlepsze dania to te które przygotowuje się dość szybko ( wszak głodna rodzina czeka ) i prosto. Do kategorii tej należą często włoskie sosy do makaronu. Makaron już się gotuje, a sos dochodzi obok. Tym razem postanowiłam wykorzystać pomysł z gotowego sosu do makaronu. Uwaga !!! Nie sos, ale pomysł. Kupując makaron w sklepie, o dość nietypowym kształcie, jednak charakterystycznym dla kuchni włoskiej zauważyłam obok sos pomidorowy z ricottą. Razem. Jakoś wcześniej nie wpadłam na to, że można to razem połączyć. Owszem robiłam już sosy z ricottą, ale nie wpadłam na to by dodać do tego sos pomidorowy. Obawiałam się chyba okropnie wyglądającej brei na talerzu. Spróbowałam jednak to połączyć. I jak myślicie ? Efekt może nie wygląda zbyt pięknie, ale smak pyszny. Sos od razu zdobył serca, a raczej żołądki rodziny. Dodałam jeszcze to niego 2 cukinie. Cukinia, wiadomo pasuje prawie do każdego dania, sama pozbawiona konkretnego, wyrazistego smaku. Latem warto użyć świeżych pomidorów, a nie gotowego sosu pomidorowego. 

ok 400 gr pomidorów lub  300 gr passaty  pomidorowej 
250 gr ricotty 
1 cebula
2 średnie cukinie
spora szczypta peperoncini 
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa do smażenia  
400 -500 gr makaronu durum

Makaron gotujemy al dente. Cebulę kroimy w kostkę  i przesmażamy na oliwie. Jak cebula zacznie lekko mięknąć dodajemy cukinie pokrojone w pół krążki. Krótko smażymy i dodajemy pokrojone drobno obrane pomidory lub passatę pomidorową. Chwilę gotujemy i dodajemy ricottę. Mieszamy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i w razie potrzeby ostrą papryką. 
Gdy dodajemy świeże pomidory, sos należy dłużej gotować przed dodaniem ricotty, by sos się zagęścił.  


21 lipca 2018

Restauracja ukraińska Craft Ukrainian Kitchen



Czasem ma się ochotę na spróbowanie czegoś nowego. U mnie to częste odczucie. To był czwartek. Po pracy miałam trochę czasu po załatwieniu kilku spraw w centrum. Mijałam różne miejsca serwujące jedzenie już dość głodna, ale nie na tyle by zjeść cokolwiek w pierwszym napotkanym miejscu. Pierwszy bar gruziński, potem wietnamski, potem jakaś kebabownia, druga, bar z sałatkami, restauracja hinduska i potem fusion z różnymi daniami. Odkryłam koreański ramen, ale pani za barem poinformowała mnie że zaraz zamykają, więc i tak mi nie poda. Już miałam się poddać pod kolejną gruzińską, ale coś mnie tknęło i poszłam dalej. A tam przed moją kawiarnią udającą lokal w Nowym Jorku otworzono nową restaurację. I to ukraińską. 

 CRAFT UKRAINIAN KITCHEN. 






Skusił mnie dość ciekawy wystrój lokalu - napisy na ciemnych ścianach lokalu. A szczególnie jeden. BANOSZ. Już wiedziałam, że kiedyś o tym gdzieś słyszałam. Opis potrawy zamieszczony na ścianie zupełnie mnie przekonał. Musiałam tego spróbować. To zupełna nowość. Z ciekawością zaczęłam przeglądać kartę. Znalazłam jeszcze dość ciekawą zupę, która skojarzyła mi się z moim dzieciństwem, kiedy ugotowałam moją pierwszą zupę. A była to zupa solferino, z fasolką szparagową. Ta zupa również była z fasolką szparagową. Musiałam jej spróbować. 



Zupa mi przypominała tą moją, co mnie wprawiło w stan lekkiej błogości. A potem dostałam danie na które czekałam. Banosz, czyli danie przygotowane z mąki kukurydzianej ze śmietaną i boczkiem , serwowane z kwaśnym twarogiem i duszonymi pieczarkami. Gęste, kremowe i pożywne danie. Szczególnego smaku dodaje mu pokruszony kwaśny ser. Pieczarki też. Oprócz tych dań można zamówić wareniki, deruny, naleśniki, barszcz ukraiński i kilka innych dań. 




Dziś chciałam podzielić się moim odkryciem kulinarnym z mężem i poszliśmy do tej restauracji na późne śniadanie. Oprócz banosza, który okazał się wspaniałym daniem na śniadanie zamówiliśmy też pierożki z wiśniami i z borówkami amerykańskimi, które polecała kelnerka.  Dwa różne rodzaje. Bardzo dobre. Jeszcze tam wrócimy. 





Craft Ukrainian KItchen
ul. Krucza 41/43
Warszawa

Ziemniaki z podagrycznikiem





Jak promować jedzenie dzikich roślin ( chwastów ) ?

Jak zainteresować dzikimi roślinami kogoś kto na co dzień nie jada dzikich roślin ? Czasem słyszę takie pytanie. Czasem słyszę też podobne  pytania, np. o przemycanie warzyw i ogólnie pojętej zdrowej żywności. Ale to trochę inny temat. 



Można  zrobić danie wystrzałowe z danym składnikiem, zupełnie nieznane, zaskakujące swym wyglądem, zapachem i smakiem. Ale ktoś może tego po prostu nie chcieć nawet spróbować takiego dania. Nie każdy uwielbia nowości i odkrycia kulinarne. 




Można też zrobić danie które ktoś bardzo lubi luba jada zazwyczaj. I można dodać składnik, którego się nie spodziewa. Czyli danie codzienne z niespodzianką. 


Tą drugą technikę zastosowałam do przemycenia podagrycznika moim rodzicom. Szczególnie tata sceptycznie patrzył się jak zbieram młode listki rośliny, które on uważa za ewidentny i to trudny do wyplenienia chwast. Nigdy wcześniej nie słyszał, że taka roślina nadaje się do jedzenia. A na pewno już nie może być smaczna, to niemożliwe. A jednak.

Podagrycznik pospolity 

Niesamowicie plenny chwast to roślina z rodziny selerowatych. Ma jak dla mnie cudowny zapach pietruszkowo- selerowy. Odkryłam go dzięki Justynie z Dziczejemy. Odkąd go spróbowałam jest moją ulubioną dziką rośliną. Pierwsze rośliny dostałam od Justyny. Obecnie mam swoje ich stanowisko na wsi. 

podagrycznik pospolity

podagrycznik posolity

Jak zrobić ziemniaki z podagrycznikiem ?

To jest prostsze niż myślicie. Gotujemy obrane ziemniaki w lekko osolonej wodzie. Następnie po około 10 minutach gotowania dodajemy lekko posiekane listki podagrycznika. Można dodać je z ogonkami, ale powinny być bardziej posiekane. Ile ? Na początek można niewiele. Myślę że na 2 kg ziemniaków około 2-3 garście posiekanych roślin. Ja dałam więcej. Gotujemy do miękkości i tłuczemy razem. Powstaje kremowo- zielona masa. Można dodać do niej mleko i masło jak do puree. Ale nie jest to konieczne. Jest pyszne samo w sobie. Stanowi dodatek do posiłku mięsnego, ale może być samodzielnym daniem.
Jak myślicie, czy eksperyment się udał ? 
Zdecydowanie tak. Tata był zdziwiony, że to tak smaczne danie.  





17 lipca 2018

Festiwal Szwedzki w Warszawie


Festiwal szwedzki w Warszawie

W Warszawie zwykle sporo się dzieje. Niedawno wybraliśmy się z synem na Festiwal Szwedzki na Placu Unii. 
Było rysowanie konturów konika szwedzkiego Dala Horse oraz nauka kilku słówek szwedzkich dla dzieci. Mi udało się wygrać fajną książkę kucharską. A potem razem z synem uczestniczyliśmy w warsztacie robienia wianków. Na stoisku można było kupić słodkości szwedzkie i wypić kawę. Czyli fika. 
A wszystko to z okazji Midsommar, czyli Nocy świętego Jana. To w Szwecji czas puszczania wianków i dekorowania czego się da świeżymi kwiatami i gałązkami.  Święto Środka Lata, czas białych nocy w Szwecji. Chociaż tak naprawdę lato dopiero się zaczyna. 

Festiwal szwedzki w Warszawie

Dala Horse


Wygrałam fajną książkę w konkursie


Festiwal szwedzki. Warsztat plecenia wianków


06 lipca 2018

Warsztat robienia chinkali



Chinkali nigdy dość. Kiedyś już byłam na warsztacie robienia chinkali i lobio, ale po nim nie zdecydowałam się na samodzielne zrobienie tych gruzińskich pierożków w domu. Dlatego jak przeczytałam, że jest warsztat robienia chinkali w restauracji Chinkali na Kruczej w Warszawie postanowiłam się na nie zapisać. Ale okazało się, że tego dnia muszę akurat być w pracy, mimo że to była sobota. Jednak na drugi dzień ta sama restauracja organizowała taki warsztat dla dzieci. Pomyślałam, że jest w tym sens. Niech młodsze pokolenie liźnie wiedzy o robieniu chinkali. I miałam na myśli mojego młodszego syna, a nie starszego. Miałby to być jego pierwszy warsztat kulinarny. 


Tego dnia upał był niemiłosierny. I to od samego rana. Warszawa była dziwnie wyludniona. Miałam wrażenie, że większość osób siedzi w domowych pieleszach, nie ryzykując wyjścia na ten żar. Przyznam, że mnie przez chwilę to przemknęło przez głowę. A może by tak nie iść. Ale obiecałam synowi, że będzie robił specjalne gruzińskie pierożki. To było najważniejsze. Przybyliśmy na miejsce i okazało się, że jesteśmy tylko my jako uczestnicy. Czekaliśmy jeszcze kilka minut, ale nikt inny się nie zjawił. A od prowadzącego dowiedziałam się, że poprzedniego dnia na warsztacie dla dorosłych było tyle osób, że jeden stół to było za mało. Tłum kłębił się tam okrutnie. A u nas pustki. Prowadzący zaproponował bym ja także spróbowała. To był świetny, ekskluzywny warsztat tylko dla nas. Pan dokładnie pokazał i wytłumaczył jak się robi chinkali, tak że mój mały synek już potrafi robić te skomplikowane pierożki. Robiliście kiedyś chinkali ? To wcale nie jest proste. 







Pieczone kwiaty cukinii





Za każdym razem jak kupię kwiaty cukinii to  mam ochotę je zrobić na nowy sposób. A tym razem miałam ochotę je zrobić w wersji bez smażenia w tłuszczu. Nie wiem jak Wy, ale ja średnio lubię smażyć potrawy. Wolę gotować, dusić czy piec. Po takiej obróbce nad patelnią, cała przesiąkam zapachem smażonej potrawy, poza tym takie dania są bardziej kaloryczne. Tym razem zatem zrobiłam kwiaty cukinii w zupełnie inny sposób, a mianowicie nadziewając je, a potem zapiekając w piekarniku. To zdecydowanie mniej pracochłonny sposób jak również mniej kaloryczny. A skorupka ze zmieszanej bułki tartej z serem pecorino jest przepyszna. Smakowite wnętrze i pyszna skorupka. To jest to. 






około 20 kwiatów męskich cukinii
500 gr ricotty
1 kulka mozzarelli
5-6 plastrów włoskiej mortadeli
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
szczypta oregano
oliwa z oliwek
3 -4 łyżki startego pecorino
1/2 suchej bułki 
dzikie szparagi do dekoracji ( opcja )


Przygotowujemy mieszankę z ricotty, drobno pokrojonej mortadeli oraz mozzarelli. Solimy do smaku i pieprzymy. Dodajemy szczyptę oregano oraz połowę startego pecorino. Dokładnie mieszamy. Nadziewamy kwiaty cukinii, po wcześniejszym usunięciu z nich pręcików. Układamy je na natłuszczonym pergaminie do pieczenia na blasze. Każdy kwiat smarujemy cieniutką warstewką oliwy z oliwek. Z bułki tartej oraz połowy pecorino robimy mieszankę. Tym posypujemy każdy kwiat i jeszcze skrapiamy oliwą z oliwek. Pieczemy w temperaturze 240 stopni C. około 10 minut. Podajemy lekko przestudzone. 




Ciasto z ricotty z regionu Garfagnana

Na warsztacie w Toskanii nie mogliśmy niestety  zrobić tego niby serniczka z ricotty z regionu Garfagnana, gdyż piekarnik uległ awarii,...

Wasze ulubione