30 maja 2017

Fasolnik chiński faszerowany. Inspirowane Azją.

Fasolnik chiński, warzywo coraz bardziej znane i już pojawiające się w polskich sklepach. A w azjatyckich można kupić już od dawna. W Wólce Kosowskiej, w halach na Marywilskiej i na  targu na Bakalarskiej. Parę razy już robiłam dania z jego użyciem, np. boczek w glazurze - ale to był raczej dodatek, a nie składnik główny. Tym razem fasolnik wskoczył oczko wyżej i stał się głównym, dość ciekawie podanym składnikiem. Inspirowałam się kuchnią koreańską w doborze przypraw i dodatków. 




15 fasolników chińskich
200 gr mięsa wieprzowego ( szynka i karkówka )
2 łyżki oleju sezamowego
2 łyżki sosu sojowego
2 ząbki czosnku
1 dymka
2 cm imbiru
czarny sezam
olej do smażenia
kolendra zielona

Fasolnik chiński dokładnie umyć i zalać wrzątkiem na około 5 minut. Przepłukać zimną wodą. Z fasolnika, który przez tą czynność stał się bardziej plastyczny formujemy gniazdka. Mięso wieprzowe mielimy i doprawiamy sosem sojowym, 1 łyżką oleju sezamowego, czosnkiem drobno pokrojonym, częścią białą dymki drobno pokrojonej, czarnym sezamem i drobno pokrojonym imbirem. Marynujemy kilka minut. We wnętrze gniazdka wkładamy kulkę z mięsa i wpasowujemy dokładnie. Smażymy na mieszance oleju roślinnego i oleju sezamowego. Z obu stron na lekko złoto. Mięso nie powinno być surowe. Posypujemy sezamem, zieloną kolendrą i zieloną częścią dymki.




28 maja 2017

Mango kulfi. Lody indyjskie.

Mango to mój ulubiony tropikalny owoc. Robiłam już lody mango lassi, inspirowane popularnym napojem indyjskim. Teraz chciałam zrobić lody, jakie często podają w restauracjach indyjskich.  Jednak tamte lody często są robione z pulpy mango z puszki. Raz kupiłam z ciekawości taką pulpę. Otwiera się puszkę i mamy gotowy produkt. Cóż, skoro ja czułam posmak metalowej puszki. Dlatego odradzam stosowanie gotowej pulpy, zarówno do lodów jak i do mango lassi. Tym bardziej że nie ma obecnie problemu z kupnem dobrych owoców mango. Do tych lodów można też kupić foremki na lody, chociaż Hindusi mrożą je często w małych kubkach po jogurtach. 


2 dojrzałe i soczyste mango
1 puszka mleka skondensowanego słodzonego
400 ml śmietany 30 %
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu zielonego
wiórki kokosowe do posypania

Dobrze miksujemy mango.  Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie miksujemy. Wlewamy powstały płyn do gotowych form na lody, albo do pojemnika do mrożenia. Tych lodów nie miesza się w trakcie mrożenia, zgodnie z indyjską recepturą. Na drugi dzień lody są gotowe. Można je podać posypane np. wiórkami kokosowymi. 


25 maja 2017

Jemy chwasty. Ziemniaki z podagrycznikiem i czosnaczkiem.

Po kilku warsztatach dzikiego zbierania, gotowania i podobnych w tym guście w jakich uczestniczyłam w ciągu ostatnich kilku lat, nabrałam nawyku rozglądania się wokół w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Nauka nie idzie w las. Robię to już mimowolnie. Podczas rodzinnego spaceru, gdy rozmawiam, pilnuję syna na rowerku i tak co jakiś czas znajduję to i owo. Tym razem jednak liście podagrycznika dostałam z dobrego, sprawdzonego źródła, czyli od Justyny z Dziczejemy. Dodałam jeszcze czosnaczek i młody czosnek, przypominający wyglądem młody, krótki por. Przepis na to danie pochodzi z warsztatu jesiennego Dziczejemy. Uważam, że i tak nadal mam dużo wiedzy do nabycia, więc bywam na takich warsztatach od czasu do czasu. Danie jest proste do zrobienia, bardzo dobre i pożywne. Jak dla mnie jest to danie samodzielne. Ale może też służyć jako dodatek do mięsa. 




1 kg ziemniaków
spora kiść  gałązek podagrycznika z liśćmi 
kilkanaście liści czosnaczka
1 młody czosnek
olej rzepakowy do smażenia
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz

Obrane cienko ziemniaki kroimy w dość duże kawałki. Na gorący olej wrzucamy je i lekko obsmażamy. Następnie dodajemy pokrojoną zieleninę. Parę minut razem smażymy. Potem całość zalewamy 2 szklankami wody i dusimy aż do momentu aż ziemniaki będą miękkie, na średnim ogniu. Dosalamy do smaku. Podczas duszenia potrawę trzeba pilnować i mieszać. W razie czego trzeba dodać trochę wody. Podajemy gorące, posypując świeżo zmielonym pieprzem do smaku. 


Bujnie wyrosły czosnaczek


23 maja 2017

Huculski barszcz z białych buraków ćwikłowych.

Czasem oglądając jakiś program rozrywkowy można dowiedzieć się czegoś ciekawego. Może to Was zdziwi, ale od czasu do czasu oglądam program " Damy i wieśniaczki ". Wersja polska jest średnio ciekawa, ale za to jej ukraiński odpowiednik jest interesujący. Występują tam osoby zarówno z Ukrainy, jak i z terenów Rosji. Nie bardzo rozumiem to założenie, ale można się dowiedzieć ciekawych rzeczy o zwyczajach ludzi z tamtych terenów. W tym o zwyczajach kulinarnych. Podczas ostatniego programu jedna z uczestniczek mieszkała u Hucułów. Bo wbrew temu co można było usłyszeć w filmie CK Dezerterzy Huculi to nie lud na wymarciu, na szczęście. Jedną z konkurencji było gotowanie barszczu z buraków. Ukrainka gotowała barszcz ukraiński, a Hucułka robiła barszcz z białych buraków ćwikłowych. Białe buraki  ćwikłowe ??? Od razu zaczęłam szukać w internecie. Znalazłam biały burak ćwikłowy " śnieżna kula". Rozpuściłam wici wśród znajomych, gdzie można takie kupić i już niebawem cieszyłam się białymi burakami. Mąż zakupił je w Forcie Kręglickich, dokupił jeszcze białą marchew ( uznał, że będzie pasować do barszczu ), cukinie rzymskie, mini-cukinie oraz młody czosnek, wyglądający jak mały por. 


składniki
4 białe buraki
2 białe marchewki
kawałek wędzonki
70 dag ziemniaków
1 cebula
listek laurowy
parę ziaren angielskich
parę ziarenek pieprzu czarnego
parę listków lubczyku
tłuszcz do smażenia
kwaśna śmietana


Gotujemy wywar na wędzonce, dodając listek laurowy, ziarenka ziela angielskiego, lubczyk oraz ziarenka pieprzu czarnego. Do wywaru dodajemy pokrojone w krążki marchewki, ziemniaki. Buraki obieramy i ścieramy na tarce na grubych oczkach. Cebulę kroimy w kostkę i przesmażamy na oleju rzepakowym lub ghee. Gdy ziemniaki są już miękkie dodajemy starte buraki oraz przesmażoną cebulę. Gotujemy kilka minut. Podajemy z kwaśną śmietaną. Gdy nie mamy takiej dobrze zwykłą śmietanę zakwasić np sokiem z cytryny jakiś czas wcześniej. Bo barszcz z białych buraków wychodzi dość słodki. 


21 maja 2017

Włoskie ciasto z ricottą, rabarbarem i borówką amerykańską.



Przepis na to ciasto znalazłam na stronie włoskiej z ciastami. Wcześniej jedna ze znajomych zrobiła wilgotne ciasto z truskawkami z włoskiego przepisu. Z ciekawości zaczęłam szukać na włoskich stronach i znalazłam akurat ten przepis. W przepisie co prawda występują jako składnik główny  truskawki, ale na razie nie ma polskich truskawek. Już kilka razy pytałam u pana w warzywniaku. Na razie są truskawki, ale z Grecji. Wybór padł zatem na borówki amerykańskie i rabarbar. Przepis mi przypadł do gustu, bo miałam kilka serków ricotta, na które nie miałam pomysłu. Dostałam też 4 jaja gęsie. Pamiętam, ze jaja te najlepiej sprawdzają się w ciastach. W przepisie są 3 jaja kurze, ja zastosowałam jedno, ale gęsie. Zredukowałam ilość cukru, którego w przepisie było 200 gram. Zastąpiłam część cukru białego domowym cukrem waniliowym. Ciasto wychodzi dość wilgotne i na drugi dzień nadal jest bardzo dobre. 



Składniki
3 jaja kurze lub 1 gęsie jajo
250 gr sera ricotta
200 gr mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 gr cukru 
50 gr cukru waniliowego
100 gr masła
szczypta soli
1 garść borówek amerykańskich
1 gruby kawałek rabarbaru

Jajka ucieramy z ricottą, potem dodajemy  przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, cukier i cukier waniliowy oraz szczyptę soli. Na końcu dodajemy rozpuszczone masło, przestudzone. 1/3 owoców dodajemy do ciasta. Wylewamy go do formy, a następnie na wierzch układamy pozostałe owoce. Pieczemy około 30 minut w temperaturze 180 stopni C. Gorące można posypać cukrem pudrem, ale to wskazane jest raczej wtedy, gdy większość owoców stanowi rabarbar. 

19 maja 2017

Kimchi z kapusty chińskiej ( pak choi )

Kimchi na stale zagościło w moim domu. Kimchi z różnych warzyw, bo większość z nas ( ja kiedyś też ) myśli, że robi się je tylko z kapusty pekińskiej. A można je robić z różnych warzyw. Tym razem padło na pak choi, ostatnio bardzo popularną w Polsce za sprawą jednego z dyskontów. PAK CHOI to kapusta chińska. Ja znam to warzywko od czasu mojej pierwszej wizyty w sklepie z azjatycką żywnością, jeszcze na Stadionie Narodowym. Kupiłam wtedy kilka sztuk, kompletnie nie wiedząc co z tym robić. Potem już za każdym razem kupowałam pak choi. Już robiłam z jej udziałem kilka dań. Teraz zrobiłam na ich bazie kimchi z dodatkiem dużej ilości marchewki. Jednak kimchi zrobiłam inaczej niż zwykle, bo bez dodatku mąki ryżowej oraz sosu rybnego. Można powiedzieć, że wersja wegańska kimchi. Bardzo smaczna, choć inna. 



Składniki
2 -3 pak choi
2 marchewki
pęczek dymki
5 cm kawałek imbiru
5 ząbków czosnku, 
1 łyżeczka cukru
pół garści soli
parę łyżek koreańskich płatków chili ( gochugaru )
1/2 szklanki wody

Pak choi myjemy dokładnie, solimy i upychamy przekrojone na pół wzdłuż w  słoiku. Można dodać trochę wody. Odstawiamy najlepiej na kilka godzin. Marchew kroimy julienne, szczypior z dymki w ukośne 4 cm paski, imbir i czosnek ścieramy na tarce o małych oczkach lub bardzo drobno siekamy. Do płatków chilli z cukrem dodajemy gorącą wodę i dobrze mieszamy. Powstanie gęsta pasta. Gdy jest za rzadka można dodać jeszcze płatków. Wyjmujemy kapustę pak choi, smarujemy powstałą pastą. Upychamy razem z pozostałymi warzywami w słoiku. Zawartość powinna stanowić najwyżej 2/3 wysokości słoika. Zakręcamy go. Ustawiamy go w miejscu, gdzie jest przewiew. Zaglądamy raz dziennie, by odgazować zawartość i sprawdzić jak kiszonka pracuje. Jest gotowa po 2-3 dni. Potem lepiej ją włożyć do lodówki. Jak coś się ostanie oczywiście. Tam może stać do 3 tygodni. Nadal dojrzewa, ale wolniej. Świetny dodatek do placków po koreańsku, zup wszelkiej maści i do szamania ot tak po prostu.




16 maja 2017

Makaron z sosem brokułowym i czosnkiem niedźwiedzim.

Makaron z sosem  brokułowo- śmietanowym to szybie, proste danie. Często robię je w piątek, jako danie bezmięsne. Moja rodzina bardzo je lubi.  Zazwyczaj robię ten sos z dodatkiem zwykłego, polskiego czosnku w ząbkach, ale można zamiast niego dodać sezonowo czosnek niedźwiedzi. Czosnek niedźwiedzi ma podobne właściwości jak znany nam czosnek pospolity. Posiada jednak więcej związków siarki. Czyli korzystnie działa na układ odpornościowy i wspomaga układ krwionośny i jest dobry dla chorujących na nadciśnienie. Pomaga w walce z pasożytami układu pokarmowego i dobrze go podawać niejadkom.  Trzeba go  wykorzystać dopóki jest, bo niedługo sezon się skończy. U mnie w ogródku czosnek już kwitnie. Robiłam z jego udziałem pesto, sałatki oraz gołąbki. Czosnek niedźwiedzi pozwoli uzyskać delikatny posmak czosnkowy, charakterystyczny dla tego warzywa. Zawsze można dodać jeszcze ząbek czosnku dla zaostrzenia smaku. 


Składniki
1 brokuł
1 cebula
kilka listków czosnku niedźwiedziego
200 ml śmietany 18 %
olej do smażenia
sól do smaku
400 gr makaronu
kawałek sera korycińskiego o smaku trawy żubrowej
świeżo zmielony czarny pieprz

Myjemy brokuła, osuszamy, dzielimy na różyczki. Większe lub mniejsze jak kto woli. Można też drobno posiekać. Cebulę kroimy w kostkę i przesmażamy na oleju. Dodajemy brokuł, gdy cebula się zeszkli. Krótko smażymy. Brokuł nie powinien być zbyt miękki. Dodajemy śmietanę, czosnek niedźwiedzi ( połowę ) i dosmaczamy solą. Gotujemy chwilę, by smaki się połączyły. W tym czasie gotujemy makaron al dente. Podajemy gorące. Makaron można wymieszać z sosem lub podać oddzielnie. Można podać z serem korycińskim startym lub skrojonym. Posypujemy listkami czosnku niedźwiedziego, pokrojonymi w drobne paseczki. Dobrze pasuje świeżo zmielony czarny pieprz.

Podaję linki do innych przepisów z czosnkiem niedźwiedzim
pesto 
gołąbki w liściach czosnku niedźwiedziego
sałatka ze złotym burakiem
caprese z buraka tęczowego


13 maja 2017

Wiosennie. Zielone placuszki z "głuchą pokrzywą "

Niech ta wiosna już przyjdzie na dobre ! Bo na razie bawi się z nami w kotka i myszkę. Choć dzisiaj już może zagościła na stałe? Świat dzikich roślin stoi przed nami otworem. Trzeba korzystać ile się da. Wyrywając chwasty mój mąż pokazał mi kilka roślinek i chciał je wyrzucić, a mnie coś tknęło. Już spotkałam się z tą roślinką na jednym z warsztatów zbierania dzikich roślin. Podobna do pokrzywy z białymi kwiatuszkami. I tym sposobem zrobiłam placuszki na śniadanie z głuchą pokrzywą lub jak kto woli z jasnotą białą. W przeciwieństwie do pokrzywy zupełnie nie parzy, może dlatego nazywana jest głuchą pokrzywą ? Zajrzałam do książki, którą przywiozłam z Krakowa ze spotkania autorskiego " Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych. Słownik Adama Fishera " pod redakcją Moniki Kujawskiej, Łukasza Łuczaja, Joanny Sosnkowskiej i Piotra Klepackiego, by sprawdzić co tam ciekawego jest na temat tej uroczej roślinki. Głucha pokrzywa, głucha pokrzywa biała to nazwy ludowe. Niektórzy nazywają ją po prostu pokrzywą. Była wykorzystywana podobnie jak szpinak. 


składniki
3/4 szklanki mąki pszennej
1 łyżka sproszkowanego jarmużu
6 łodyg z liśćmi jasnoty białej ( głuchej pokrzywy)
1 łyżka płatków owsianych
2 jabłka
1/2 szklanki zsiadłego mleka
1 jajko
szczypta soli
olej rzepakowy do smażenia

dodatki
miód z mniszka lekarskiego
borówki amerykańskie
kiełki brokułów

Do mąki dodajemy jarmuż oraz jajko. Razem miksujemy i dodajemy płatki owsiane, sól, drobno pokrojone liście i łodygi jasnoty białej. Na końcu dodajemy  pokrojone w krążki jabłka i delikatnie mieszamy. Smażymy małe placuszki na oleju. Serwujemy gorące z dodatkiem owoców, kiełków i miodu. Zimne też są dobre np z jogurtem. 

12 maja 2017

Street food nadal na topie ? Warsztaty.

Street food nadal jest na topie. Co ciekawe ten trend nadal rośnie. Skąd ja to wiem ? Można to było stwierdzić wybierając się w pewną sobotę na błonia Stadionu Narodowego w Warszawie. Odbywała się tam pierwsza, wiosenna impreza food truckowa w tym roku. Miał być duży wybór dań. Pogoda była piękna, sprzyjająca imprezom pod chmurką. Nie to co teraz ;).  Poszliśmy pieszo by złapać trochę powietrza po drodze. Zaniepokoiły już tłumy idące alejkami Parku Skaryszewskiego w kierunku Stadionu. Ale w Parku Skaryszewskim w taką pogodę dużo ludzi lubi spacerować. Gdy już wynurzyliśmy się z parku, trzeba było się przeciskać przez tłum, by przejść przez jezdnię. Potem już było tylko gorzej. Trucki kusiły cudownym zapachem. Aż nas skręcało. Syn poprosił o frytki. Ale gdyby to było takie proste... Podchodzę do samochodu i parę minut później j delektuję się soczystym hamburgerem, pyszną kanapką z szarpaną wieprzowiną czy frytkami. Do prawie każdego trucka była kolejka na kilkanaście osób, reszta podpierała wozy w oczekiwaniu na wydanie dania. Po lody tajskie stało chyba ponad 40 osób, kolejka wiła się i dochodziły ciągle nowe osoby. Doszliśmy prawie do końca alejki z wozami. Tam gdzie mieliśmy ochotę zjeść były okropne kolejki. Trudno się było przecisnąć, by wrócić do Ronda Waszyngtona. Ludzie, ludzie i ich rowery. Dziecko dopominało się jedzenia coraz bardziej. Nie było szans by w ciągu godziny coś zjeść. Jakiej godziny ? Małe dziecko tyle czasu nie będzie czekać. A i nam się od tych zapachów bardzo już chciało jeść. Na szczęście obok jest ulica Francuska i tamtejsze restauracje. I to wcale nie wyludnione. Podejrzewam, że duża część ich klientów, to niedoszli klienci food trucków, jak my. Zatem jak widzicie zainteresowanie ulicznym jedzeniem wcale nie maleje. Warto zrobić sobie coś pysznego w domu. Bo street food to nie znaczy fast food. Choć czasami można się pomylić.


W warszawskiej szkole kulinarnej dla dzieci i młodzieży Little Chef jedne z zajęć były poświęcone właśnie  kuchni STREET FOOD. Mój starszy syn w konkursie na małego szefa kuchni zdobył 2 miejsce i  wygrał m.in voucher na trzy zajęcia w tej szkole. Dzięki temu mógł uczestniczyć w świetnym warsztacie kulinarnym i poznał tajniki przygotowywania kilku dań street food. 


Zajęcia odbywają się na Mokotowie. Tematyka zróżnicowana i bardzo ciekawa. Zajęcia są dla różnych grup wiekowych dzieciaków, a niektóre warsztaty są rodzinne i mogą w nich uczestniczyć rodzice. Potem odbywa się wspólne smakowanie dań.


Smażone w głębokim tłuszczu kawałki ryby do dania " FISH & CHIPS", typowego angielskiego street food. Frytki za to pieczone w piekarniku, by danie nie było zbyt kaloryczne. Dzieci robiły również same domowy majonez. 


Smażone tofu do banh mi oraz sposób na robienie churros to wyciskanie ciasta przez rękaw cukierniczy na gorący olej. 



A oto pâté  do dania wietnamskiego, które bardzo lubię czyli do BANH MI. Pâté to rodzaj pasztetu, który w kuchni wietnamskiej znalazł się dzięki obecności francuskiej. Jest jednym z dodatków do Banh mi. Choć można tam dodać również duszony boczek, wołowinę czy tofu.


Banh mi to wietnamska bułka podłużna,  z mąki pszennej i ryżowej, wypełniona różną zawartością. Tutaj z pate lub smażonym tofu oraz innymi głównie warzywnymi dodatkami. Kolendra i sriracha na końcu. 


Bardzo mi się podobał sposób podania angielskiej przekąski w gazecie, tak jak to podawane to było i nadal jest często podawane w Wielkiej Brytanii. Z domowej roboty majonezem smakowały wybornie. Bo na warsztatach dla dzieci jest zasada, że dania przygotowane przez nich są później serwowane również swoim rodzicom. 


Churros, danie z kuchni hiszpańskiej  z ciasta parzonego, smażone w głębokim tłuszczu. Podawane zazwyczaj gorące z sosem czekoladowym. Wcześniej obsypane cukrem pudrem. 


Uczenie dzieci, zarówno tych najmłodszych jak i całkiem dużych gotowania to nie tylko zdobywanie wiedzy praktycznej ale też przyzwyczajanie ich do obowiązków domowych i świetna zabawa. 

11 maja 2017

Na szybko. Wstążki z sosem śmietanowym z tuńczykiem.


Czasem jest potrzeba, by obiad powstał w kilka minut. Z niewielu składników. Ponieważ lubię tuńczyka w oleju, mam zawsze kilka słoiczków z dobrej jakości tuńczykiem. Ma on kształt kawałków mięsa, a nie wiórków pływających smętnie w wątpliwej jakości oleju roślinnym. Nie wiem czy wiecie, że pod nazwą olej roślinny występuje często olej palmowy z dodatkami innych rożnych olejów rafinowanych. Jeśli lubicie tuńczyka, to kupujcie taki w słoiczkach, w których widać co Was czeka. Nie należy oczywiście za często jeść takiego tuńczyka, bo gromadzi w sobie metale ciężkie, w tym rtęć. Jeżeli dwa razy w miesiącu spożyjemy małą ilość, nie zaszkodzi ale pomoże. Bo dostarcza organizmowi  kwasów omega 3  oraz witaminy D. Najlepszy jest oczywiście tuńczyk świeży. 


Składniki
1 słoiczek tuńczyka w oliwie 
spora garść czarnych oliwek
1 średnia cebula
400 gr śmietany 18 % lub bardziej tłustej
sól do smaku 
świeżo zmielony czarny pieprz
szczypta peperoncino
szczypta tymianku cytrynowego ( opcja )
400 gr makaronu jajecznego wstążki
ser pecorino do posypania lub podania w płatkach ( opcja )

Cebulę kroimy drobno. Tuńczyka rozdrabniamy. Oliwki kroimy w krążki, chyba że lubimy je w okrągłej postaci. W garnku średniej wielkości gotujemy około 3/4 szklanki wody. Wrzucamy do wrzącej już cebulę, kawałki tuńczyka, oliwki oraz około łyżeczkę oliwy z oliwek ze słoiczka z tuńczykiem. Gotujemy, aż cebula zmięknie. Wtedy gotujemy makaron al dente, a do sosu dodajemy śmietanę. Dosmaczamy. Sos powinien się zagęścić. Makaron można sposobem włoskim pomieszać z sosem i tak podawać. Można porcje posypać serem, choć sos jest wystarczająco kremowy.

07 maja 2017

Kalyan Dhaba restauracja indyjska

Trafiliśmy tam przypadkiem, bo miejsce w którym kiedyś wypiliśmy herbatę i zjedliśmy fajne ciasto w Parku Skaryszewskim zniknęło. Kolejny znany lokal był zamknięty, bo było tego dnia Święto 1 maja.  Za to niedaleko ich powstała niedawno restauracja indyjska. Weszliśmy na kawkę i herbatę po indyjsku, ale już na miejscu kuszące zapachy skłoniły do zamówienia konkretnych dań i dodatków. 


W oko wpadło danie z pannerem, który bardzo lubię. Paneer to domowy ser indyjski, który gdy mam dobre mleko wiejskie robię w domu. Okazało się że wybrałam najostrzejsze danie z karty PANEER VINADALOO, czyli ser paneer w sosie z papryczkami piri-piri. To danie jest naprawdę bardzo ostre. Jestem przyzwyczajona do dań ostrych różnych kuchni i to było palące bardzo. 




O tym daniu słyszałam już dawno. DAAL TADKA, czyli żółta soczewica tadka. Nawet chciałam je zrobić w ciemno w domu. Ale jak zobaczyłam że mogę je spróbować nie wahałam się ani chwili. To danie było bardzo smakowite, świetnie doprawione. Łagodne, ale bardzo aromatyczne. 


Wybór padł na słodki chleb, jako dodatek. Może to dobrze, bo tym sposobem można było złagodzić super ostre danie z paneerem. PESHR ARI NAAN to słodki placek nadziewany serem, rodzynkami i migdałami. Może stanowić samodzielne danie na deser na przykład. 


Zaciekawiła mnie nazwa dania i składnik główny składnik, a mianowicie OKRA. Jedliście ją kiedyś ? Ja kilka razy w wydaniu rożnych kuchni narodowych, ale zdecydowanie w kuchni indyjskiej smakuje najlepiej. A nazwa tego dania to LADY FINGERS MASALA, czyli okra w sosie pomidorowo- cebulowym. Kobiece paluszki w masali ? 



To miejsce dobre na obiad rodzinny, ale też spotkanie w większym gronie znajomych 


Kawa po indyjsku, podawana jak masala chai, czyli herbata indyjska z masalą.



Moja ulubiona masala chai, czyli herbata indyjska z przyprawami. Choć zazwyczaj już nie dodaję mleka, ta herbata musi być z mlekiem. 


Bardzo dobre lody mango, czyli Mango kulfi. Te lody mają smak mango lassi, dość słodkie, ale takie mają być. Chyba robione na bazie słodkiego mleka skondensowanego. 


To miejsce, gdzie ma ochotę się wracać. Fajny klimat, smakowite potrawy, miła obsługa.  My już byliśmy dwa razy, ale jeszcze wrócimy. Tym bardziej, że po spacerze po Parku Skaryszewskim można tam wstąpić na małe lub większe co nieco i z powrotem wrócić na Grochów. Kalyan Dhaba to restauracja indyjska na Zamojskiego. Tu można spróbować smaków indyjskich i trochę poczuć się jak w Indiach. Sprzyja temu  wystrój restauracji oraz muzyka. 

05 maja 2017

Ślimaczki z pomidorowo- ziemniaczanym farszem i czarnuszką

Potrzeba matką wynalazków. Wiadomo. Ale zacznę od początku. Chciałam bardzo zrobić taki burek, jaki czasem kupuję do pracy na śniadanie. Z nadzieniem z ziemniaków, ale z pomidorowym dodatkiem, jak mniemam, bo nadzienie jest czerwone. Przepisu nie znałam, ale udało mi się ostatecznie uzyskać taki smak. 
Gdy robiłam zaczęłam robić nadzienie do nich odkryłam, że syn kupił ziemniaki, ale specjalne do sałatek. Czyli będą bardziej oporne, by zmienić się w ciapę bez problemu. Potem odkryłam, że nie mam koncentratu pomidorowego, syn poszedł do sklepu. Potem nie mogłam znaleźć czarnuszki, ale bez niej nie widziałam tego dania. Ale pomyślałam, że zanim wyślę syna na kolejne zakupy to może coś jeszcze trzeba będzie kupić... Poza tym czy uda mu się kupić czarnuszkę ? Dobrze że nie poszedł. Miałam w lodówce kupione w sklepie tureckim opakowanie ciasta filo. Czekało na odpowiedni moment. Gdy je otworzyłam poczułam specyficzny zapaszek pleśni, mimo że jej nie widziałam. Ale zapach wystarczy. Wyczulona jestem. Byłam pewna, że czarnuszkę może uda mu się kupić w jednym z trzech sklepów, ale ciasta filo to na pewno nie. Postawiłam na ciasto francuskie, bałam się co prawda jego składu. Ale nie miałam wyjścia. Na zagniatanie ciasta nie było czasu. Rodzina była tak głodna, że ukradkiem podkradała niegotowe jeszcze nadzienie z wielkiej patelni. Bo narobiłam go z 1,5 kg ziemniaków ! Serio. Wiedziałam, że część zniknie podczas próbowania. Czarnuszka była na całe szczęście dostępna. Ciasto francuskie nie miało nawet grama masła, cały tłuszcz był palmowy ! No, ale trudno. Zazwyczaj unikam tego dodatku jak ognia, więc jakoś to przyjęłam do wiadomości. Nie wiem czy na rynku są jakieś gotowe ciasta francuskie bez tego dodatku. W końcu to nadzienie do ciasta typu burek i takie jest najlepsze. Polecam przepis na bosanską kompirusę
Powstały ślimaczki. 12 sztuk z 1 ciasta pseudofrancuskiego i połowy farszu.  Posypałam je obficie czarnuszką. Sporo jej poszło, bo ją lubię. Czarnuszka, zwana czarnym kminem ma mnóstwo dobroczynnych właściwości. Warto ją włączyć do codziennej diety. 




1 opakowanie ciasta francuskiego
1 kg ziemniaków 
2 cebule
2 ząbki czosnku
1/2 pęczka naci pietruszki
bułgarska czerwona papryka
małe opakowanie koncentratu pomidorowego
czarnuszka 
sól do smaku
czarny pieprz
ghee lub olej rzepakowy do smażenia

W patelni rozgrzewamy ghee lub olej rzepakowy i wrzucamy drobno pokrojoną cebulę oraz czosnek i jak się zrumienią lekko dodajemy ziemniaki pokrojone w dość drobną kostkę i smażymy, aż do uzyskania konsystencji ciapy. Koncentrat pomidorowy dodajemy, gdy ziemniaki są zupełnie miękkie.  Doprawiamy czerwoną bułgarską papryką słodką oraz posiekaną drobno natką pietruszki. Ma piękny czerwony kolor. Dosalamy i dodajemy czarny pieprz. Można dodać część czarnuszki do farszu. Na płat ciasta francuskiego nakładamy połowę farszu. Trzeba zwinąć je w rulon i pokroić na plastry. Układamy na papierze do pieczenia, lekko posmarowanym olejem lub ghee. Posypujemy czarnuszką. Pieczemy około 20 minut w 180 stopniach. Można jeść na gorąco, choć lepiej smakują lekko ostudzone lub zimne. Świetne z sałatką koreańską według mojej koleżanki Inessy ze szczypioru czosnkowego. 



03 maja 2017

Japonia na pałeczkach. Tonkatsu.

Wczoraj odwiedziłam po raz kolejny Muzeum Narodowe w Warszawie. Miałam trochę czasu tylko dla siebie. Od razu moje kroki skierowałam na wystawę " Podróż do Edo. Japońskie drzeworyty ukiyo-e z  kolekcji  Jerzego Leskowicza", bo po to przyszłam. O tej wystawie usłyszałam przed  samym weekendem majowym.  A kończy się 07 maja, więc należało się spieszyć. Wystawa mnie zachwyciła. Na jakiś czas zanurzyłam się w bajecznym świecie, zupełnie mi nieznanym. Kolorystyka i sposób wykonania tych małych dzieł bardzo mi się podobała. Ujęcia malowniczych krajobrazów, widoki zboczy górskich, przełęczy, spiętrzonych lub spokojnych fal rzeki, mostów i stacji drogi z Tokio do Edo. Ciekawe sceny rodzajowe, charakterystyczne elementy japońskiej przyrody. Na jednym z obrazków była scena suszenia kawałków dyni na rozwieszonych nitkach. To był podobno przysmak. To mi przypomniało moje doświadczenia z kuchnią japońską.  Jakiś czas temu robiłam swój ramen i do tego tonkatsu, czyli kawałki schabu po japońsku.


200 gr mięsa schabowego bez kości
2 duże wiejskie jaja
3 szklanki panko*
3 czubate łyżki mąki pszennej
świeżo zmielony czarny pieprz
sól
sezam biały 
sezam czarny 
olej do smażenia



Kawałek mięsa wieprzowego kroimy jak na polskie schabowe i podobnie ubijamy tłuczkiem, ale nie całkiem na płasko. Obsypać solą i świeżo zmielonym pieprzem. Następnie kotlety obtaczamy w mące.  Ubijamy jajka i w nim obtaczamy schabowe. Następnie trzeba obtoczyć w mieszance panko i sezamu. Niestety zabrakło mi czarnego sezamu. Polecam panko zrobić samemu w domu, bo kupne jest pełne niepotrzebnych dodatków. Odstawiamy je na 5 minut i następnie smażymy, aż do lekkiego zbrązowienia. Odsączamy na ręczniku papierowym i kroimy w podłużne paski. 
To danie może stanowić samodzielny posiłek z ryżem podany. U mnie była świetnym dodatkiem do mojego domowego ramenu.
*PANKO to rodzaj panerki japońskiej. Można kupić gotową, albo zetrzeć czerstwą bułkę na grubszych oczkach. Ma ona bowiem większe, bardziej chrupiące kawałki. 


01 maja 2017

Halloumi na ostro i szybko.

To danie które nie może się nie udać. No chyba, że halloumi trafi się oszukane. Mi się do tej pory nie zdarzyło. Halloumi powinno na patelni grillowej się elegancko przypiec, ale nie rozpuścić.  Jedno opakowanie halloumi na mały głód, na większy 2 opakowania. Świetne na przekąskę lub ciepłą kolację. Gdy się nie lubi ostro, można dodać trochę chilli. Kiedyś szukałam szybkiego przepisu na halloumi, z niewielką ilością składników. Znalazłam na stronie Nigelli ten przepis. Szybciej i prościej się nie da. Papryczkę chilli można wrzucić do oliwy z oliwek dzień wcześniej, wtedy cała oliwa nabierze odpowiedniej mocy ostrości, ale to rada dla zwolenników ostrej kuchni. 


składniki
250 gr halloumi
2 papryczki chilli
parę łyżek oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
sok z 1/2 małej cytryny

Chilli posiekać na drobne krążki. Zalać oliwą z oliwek na co najmniej kilka minut. Halloumi pokroić na plastry, około pół cm. Rozgrzać patelnię grillową i kłaść ser na nią. Gdy przypiecze się z jednej strony w postaci ładnych paseczków, obracamy na drugą stronę. Przypiekamy. Zdejmujemy z patelni i polewamy oliwa z oliwek z chilli i skrapiamy sokiem z cytryny. 


Kimchijeon- placki z kimchi.

Pogoda zrobiła się już bardzo późnojesienna, tylko patrzeć jak spadnie śnieg. Placki z kimchi to świetny pomysł na obiad w taka pogodę, alb...

Wasze ulubione