19 sierpnia 2019

Medaliony z selera


Na szkoleniach z pracy można czasem czegoś ciekawego nauczyć się od strony kulinarnej. Na jednym ze nich w Dębe zgłosiłam, że obiad chcę dostać w wersji wege, bo koleżanki wegetarianki dostały pyszny medalion z selera. Jednak do mnie dotarł medalion, ale z żółtego sera. Selera zabrakło. Hmmm. Jednak pomysł z selerem postanowiłam zaadoptować. Choć mój tak naprawdę nie był w wersji wegetariańskiej, bo był gotowany w rosole z koguta i wołowiny. Ale zawsze można ugotować seler w wywarze bez mięsa. Ważne by seler był wyjęty jeszcze nie rozgotowany. Można powiedzieć al dente. Panierkę zrobiłam klasyczną. 

1 ugotowany w rosole duży seler
świeżo zmielony czarny pieprz
1 jajko
bułka tarta
olej rzepakowy do smażenia

Ugotowany al dente, cały seler wyławiamy z rosołu. Kroimy niezbyt cienko, by krążki się nie rozerwały podczas dalszej obróbki. Pieprzymy z  obu stron. Panierujemy w jajku i bułce tartej. Smażymy na lekko złoto. Serwujemy gorące.



16 sierpnia 2019

Kurpiowskie specjały. Racuchy z kaszy gryczanej



Kurpie są w moim sercu od dawna. W Nowogrodzie byłam po raz pierwszy w skansenie. I zakochałam się od razu w tego typu miejscach i w Kurpiach. Potem pojawiałam się skansenie przy każdym dłuższym pobycie w Łomży lub jak przejeżdżaliśmy w pobliżu. Pierwszą potrawą kurpiowską jaką spróbowałam był rejbak - babka ziemniaczana oraz psiwo kozicowe. Bardzo mi smakowały. Raz w domu piekłam babkę ziemniaczaną i zrobiłam fafernuchy. Należy rozróżnić Kurpi Puszczy Zielonej oraz Kurpi Puszczy Białej.  Koło Łomży spotykamy tych pierwszych. Jakiś czas już nie byłam w tym przepięknie położonym na skarpie Narwi skansenie. Kiedyś tam była gospoda z przysmakami kurpiowskimi. 

W tym roku  w ramach Radomskiego Kalejdoskopu Kulturowego zorganizowano spotkanie z kulturą Kurpi w restauracji  " Gospoda Jaskółeczka ". Na początku był pokaz robienia racuchów z kaszy gryczanej. Dla mnie to raczej kotleciki. To świetny sposób na wykorzystanie kaszy gryczanej, która nam została w nadmiarze. Udostępniam przepis ze strony jaskoleczka.pl. 


 2 szklanki kaszy gryczanej
– 150 dag twarogu, najlepiej półtłustego
2 cebule, pokrojone w drobną kostkę
– 2 średniej wielkości jajka
– 3 łyżeczki soli
– 2-3 łyżki bułki tartej
– 1 łyżka koperku, drobno posiekanego
– 2 ząbki czosnku
– 1 łyżka majeranku
– sól, pieprz , olej do smażenia i bułka tarta do obtoczenia
Do garnka wlewamy 5 szklanek wody, solimy, zagotowujemy. Do wrzącej wody dodajemy kaszę, gotujemy na sypko (ok. 12 minut), studzimy. Cebulę smażymy, aż się zeszkli. Studzimy. Połowę ilości kaszy mielemy razem z twarogiem. Do zmielonej kaszy z twarogiem dodajemy kaszę nie zmieloną, ostudzoną cebulę, czosnek przeciśnięty przez praskę, jajka, bułkę tartą, posiekany koperek i przyprawy. Wyrabiamy na gładką masę. Jeśli masa będzie za mało gęsta, możemy dodać jeszcze bułki tartej lub łyżkę mąki ziemniaczanej. Z masy formujemy kotleciki, obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju, aż będą rumiane. Podajemy gorące, najlepiej z surówką z kiszonej kapusty lub z sosem z pieczarek

A potem mogliśmy spróbować pysznego rejbaku, słodkiej zupy fasolowej z suszonymi, wędzonymi śliwkami oraz fafernuchów. Fafernuchy to słodkie ciasteczka na bazie marchewki. Ja uwielbiam wypieki na bazie marchewki. 





A potem czas na ucztę duchową i  folklor kurpiowski. 


05 sierpnia 2019

Kago Praga by Alon na Pradze


Kabayaki set
Pewnego dnia mąż powiedział, że zaprasza mnie na sushi na Pradze, do nowego miejsca na Jagielońskiej. Przyznam, w takim miejscu nie spodziewałam się takiej restauracji. Gdy weszliśmy okazało się, że w środku siedzi moja koleżanka Innesa ze swoim mężem i córką. Co za niespodzianka ! Niestety byli już po deserze, a my mieliśmy dopiero zaczynać. Ucięliśmy miłą pogawędkę. Zazwyczaj spotkamy się tylko we dwie. O Inessie Kim już Wam pisałam i to nie raz. Poznałyśmy się na warsztacie kuchni Koreańczyków z Azji Centralnej.  Od tamtej pory utrzymujemy kontakt i spotykamy się na rożnych eventach i prywatnie. Chwilę przed nami był tam sam właściciel i rozmawiał z kim. Alon Than to mistrz Świata Sushi z Tokio z 2015 roku. Właściciel mojej ulubionej ostatnio miejscówki Matcha Bistro & Bar. I jest mężem Alicji Than z którą poznałam się kilka lat temu na warsztacie kuchni tajskiej.

Wtedy byłam tam pierwszy raz, potem pojechaliśmy drugi raz z okazji moich imienin. To dobre miejsce do świętowania i celebracji różnych rocznic. Wnętrze postindustrialne w starej kamienicy świetnie się wpasowało do klimatu tej części Warszawy. Trzecia wizyta łączyła się ze spotkaniem towarzyskim. Zaproponowałam to miejsce na spotkanie koleżankom z pracy.



 

Zacznę od potrawy, która wydawało się że będzie oczywista i mało odkrywcza. Bardziej interesował mnie sposób jej podania.  A to właśnie to danie sprawiło mi największą przyjemność.  To sałatka z krewetkami na ryżu, zawinięta w plaster ogórka ( gunkan) Powiem coś czego nigdy nie mówię, bo wydaje mi się szalenie pretensjonalne. Petarda ! Delikatna sałatka z tobiko - ikrą z ryby latającej. W zasadzie zamówiłam tą przystawkę zamiast czegoś słodkiego. Miałam ochotę na coś małego i smakowitego. I właśnie to dostałam.

Gunkan -sałatka z krewetek

Teraz wspomnę o słodyczach. Niech będzie nieco pokrętnie. Można zamówić ciasto dnia, to niespodzianka. Lody są serwowane w różnych postaciach, w tempurze, moschi. Są też podawane lody matcha. Tych ostatnich nie jadłam, za to poprosiłam o latte matcha i je dostałam, choć nie było ich w karcie, co bardzo cenię. 


Lody moschi


Lody w tempurze


Bardziej niż sushi lubię ramen. Warto spróbować tam  ramenu miso lub ramenu koreańskiego, jak się lub konkretne smaki. Ramen miso smakował nawet mojemu mężowi, który za tym daniem nie przepada. Shoyu ramen  jest podawany z surowym łososiem i olejem truflowym. Całkiem niezły, choć oleju jakoś nie wyczuwałam. Wolę jednak miso ramen, który jadłam poprzednim razem.

Miso ramen

Tatar z tuńczyka

Tatar z tuńczyka niesamowicie smakowity. Do tej pory najlepszy tatar z ryby jadłam u Rewińskiego w Kołobrzegu. Tatar z łososia. Ten tutaj jednak był przyprawiony subtelnie i zarazem wyraźnie. Rozpływał się w ustach. Jestem ciekawa smaku tatara z łososia.


Zupa wonton
Koleżanki podczas wizyty postanowiły popróbować zup i sushi. Każda z nas zamówiła po innej zupie i po rolce sushi. Zupa wonton tam serwowana po raz pierwszy mi smakowała. Do tej pory jakoś nie miałam szczęścia spróbować jej i być zadowoloną. 

Czas napisać co nieco o samym sushi. Rodzinnie zazwyczaj bierzemy duże zestawy na ciepło, z uwagi na syna, ale też z uwagi na upodobania. Bardzo nam smakuje. Wybór rodzajów sushi jest imponujący. Każdy znajdzie coś dla siebie.



nigiri hotate i nigiri hamachi

Podczas trzeciej wizyty zamówiłam hotate- małża św.Jakuba oraz hamachi- z serioli. Małże mnie nie zachwyciły, ale ryba była dość ciekawa. Zamówiłam te akurat nigiri, bo wcześniej nie jadłam tych gatunków. Jednak najlepiej smakują mi rolki w tempurze i inne na ciepło. Wiedza zdobyta na studiach SGGW zrobiła swoje. 





Miejsce to jest smakowite i mam jeszcze kilka potraw do wypróbowania. W oko wpadła mi jagnięcina z jakimś ciekawym dodatkiem, temaki i inne dania i przekąski które jeszcze wpadną mi w oko. Dobrze, że takie dobre sushi jest po naszej stronie Wisły.


03 sierpnia 2019

Pierogi z jagodami




Zanim poznałam mojego obecnego męża nie jadłam zbyt wielu pierogów z owocami. Czasem moja babcia Ania robiła pierogi z jabłkami i cynamonem, jak się okazało że ciasta na pierogi z wołowiną zostało za dużo. Z dzieciństwa nie pamiętam pierogów z truskawkami czy z jagodami. Teraz gdy jest sezon, obowiązkowo je robimy. W czerwcu pierogi z truskawkami, a w sierpniu te z jagodami. Najlepiej od razu duże ilości, które jednak znikają prawie od razu. Kiedyś zrobiliśmy chyba 125 pierogów z truskawkami i tez prawie wszystkie "poszły" od razu.  Ciasto robi mój mąż, zazwyczaj z dodatkiem jajka. Tym razem po warsztacie z Joasią Jakubiuk namówiłam go do takiego bez jajka. Tylko mąka pszenna i gorąca woda. Wyrabiał robot, więc można było dodać gorącą wodę. Przy wyrabianiu rękoma polecam raczej wodę ciepłą, by nie poparzyć rąk. Warto je zrobić, chociaż raz w sezonie. I lepiej większą ilość, bo po co potem się denerwować, że jest ich jak na lekarstwo.



ok 1/2 kg mąki pszennej (pierogowej najlepiej )
ok 1 szklanka gorącej wody
szczypta soli
6- 7 garści jagód 
2 łyżki cukru
śmietanka ( opcja )

Z mąki pszennej z odrobiną soli i wody wyrabia się elastyczne ciasto. Czasem trzeba dodać trochę więcej mąki lub wody, w zależności od mąki jakiej używamy. Ciasto powinno trochę odpocząć w samotności. W międzyczasie trzeba umyć w gorącej wodzie jagody, osączyć je z wody i zasypać cukrem. Następnie osączyć na sicie z nadmiaru soku, jaki się wytworzy. Można go potem dodać np. do śmietanki, jak kto tak lubi podawać pierogi. W krążkach zamykamy farsz, zalepiamy i wrzucamy do gotującej się wody. Delikatnie. I zmniejszamy gaz. Jak wypłyną, gotujemy jeszcze z 5 minut i wyjmujemy cedzakiem z wody na durszlak. Podajemy gorące ze śmietanką lub bez.


01 sierpnia 2019

Warsztat kuchni podlaskiej z Joanną Jakubiuk.



Kisiel owsiany z owocowym dodatkiem


Byłam na świetnych warsztatach kulinarnych i na dodatek w przepięknym miejscu. Już wcześniej miałam iść na warsztaty do Villi Intrata na terenie należącym do pałacu w Wilanowie. Byłam zachwycona tym miejscem. Chyba będę odwiedzać Wilanów częściej.
 



Z Joasią Jakubiuk znamy się od kilku lat, kiedy to w ramach akcji Slow Food oprowadzała nas po Hali Mirowskiej w ramach Sezonowej Akcji Zakupowej. tym razem Joasia była naszą przewodniczką po kuchni podlaskiej, której jest ambasadorką. Na spotkaniu dowiedziałam się, że podobnie jak ja jest dlatego że wrócili. To historia Bieżańców, czyli uchodźców z ziem polskich na tereny rosyjskie. Głównie to byli prawosławni, ale też część katolików. Moi pradziadkowie trafili na tereny Mińszczyzny, do Kojdanowa, obecnie Dzierżyńska. Ale wrócili, podobnie jak przodkowie Joasi.

Zapisując się na ten warsztat jeszcze nie wiedziałam jakie będzie menu. Jednak po cichu liczyłam,że będą to zaguby. Od kiedy zjadłam moje pierwsze pierogi z farszem surowych ziemniaków w Mostach Liwskich, jestem nimi oczarowana. Potem zjadłam odpowiednik podlaski tych pierogów w Drohiczynie. Ale trochę inaczej przygotowane, ugotowane, a potem podane opieczone.  I okazało się, że na warsztacie będziemy je robić od podstaw. I nie tylko. Zaczęliśmy od wstępu na temat ziemniaka, kuchni podlaskiej i kuchni Joasi. A potem zaczęliśmy gotowanie. Zaczęliśmy od zrobienia pasztetu śledziowego. Potem robiliśmy kisiel owsiany. Przyznam, że wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. To bardziej przypomina budyń niż kisiel, ale tylko z wyglądu. W smaku dominuje smak kwaśnawy, drożdżowy. Był kiedyś przygotowywany na Wigilię z cukrem lub gruszewnikiem ( kompotem z suszu, w którym przeważały gruszki )
Zakwas na kisiel owsiany

Potem robiliśmy sałatkę ziemniaczaną, bardzo prostą, z ziemniaków i cebuli z olejem oraz pieprzem ziołowym. Była robiona w domu Joasi na czas postu w Wielki Piątek. Wiernych  prawosławnych tego dnia obowiązuje ścisły post. Poleca się nawet całkowite powstrzymywanie od posiłków aż do wieczora, lub do zakończenia uroczystości z adoracją płaszczenicy ( całun z ikoną Chrystusa w grobie ).
Sałatka ziemniaczana z cebulą.
Brosaniki, czyli kluseczki z ziemniaków. Formowane małą łyżeczką. Nazwa wzięła się od rosyjskiego brosat  (бросать ) znaczy rzucać. Wrzucane po ugotowaniu do gorącej okrasy z cebulą i boczkiem. Przepyszne, choć kaloryczne.


Brosaniki wrzucane do okrasy. Nie odwrotnie.
Na patelni był przygotowywany farsz na najlepsze pierogi świata z ziemniakami tartymi z boczkiem i cebulą. Albo klasycznie są podawane w formie pierogów albo w formie ugotowanej rolady z ciasta pierogowego z farszem. To właśnie zaguby.
 
Podczas gotowania  zagubów pałaszowaliśmy już sałatkę ziemniaczaną i brosaniki. Zajrzałam jeszcze jak gotują się te zaguby. Podobnie jak czeskie knedliki pszenne. 

Brosaniki w okrasie

Pasztet po wyjściu z pieca
 

Warsztat nam  się trochę przedłużył, dzięki barwnym opowieściom Joasi. O ziemniaku, o Podlasiu, o jej historiach rodzinnych. Było przepysznie i bardzo inspirująco.


29 lipca 2019

Sałatka z arbuzem i serem





Arbuzy są różne, okrągłe i podłużne. A nawet czerwone i żółte. Ale do rzeczy. Czasem mam wilczy apetyt na arbuza. Jak zobaczyłam na Ukrainie arbuza u Azera na stoisku przy drodze to chciałam go natychmiast mieć. Oczywiście achy i ochy sprzedawcy jaki on słodki. Kupione. Słodki nie był wcale, ale na pewno świeży. Kilka dni wytrzymał w lodówce. Dlatego nie wierzcie takim czarusiom na słowo. Ciąć arbuza i  próbować, próboooować. Bo potem można się rozczarować. Cóż ten arbuz nie zachwycił nas słodkością, ale za to znakomicie nadał się do sałatki. Nie mieliśmy ochoty jeść go ot tak. I tak wylądował w sałatce z serem kaszubskim cebulowym i szczypiorkiem. Dlaczego z serem kaszubskim z cebulą ? Bo taki wtedy miałam w lodówce. Zawsze można coś pokombinować, to tylko propozycja. U Azera kupiłam też sok z granatu i trochę dodałam do sałatki, bo mój arbuz wcale nie był słodki.

1,5 garści pokrojonego arbuza
1 garść pokrojonego sera
trochę szczypiorku
ziarenka konopi siewnej
siemię lniane
sól i pieprz do smaku
olej słonecznikowy
sok z granatu ( opcja )

Arbuz pokrojony w kostkę mieszamy z pokrojonym w kostkę serem. Dodajemy szczypiorek, ziarenka, sól i pieprz do smaku oraz polewamy to olejem słonecznikowym i sokiem z granatu. Mieszamy. Najlepsza jest zrobiona z lekko schłodzonego arbuza.


28 lipca 2019

Jak nie marnować pieczywa ?


Załapałam się na warsztaty z jedną z dziewczyn Mead Ladies Gosią Ruszkowską (na zdjęciu poniżej ) na temat nie marnowania chleba dosłownie w ostatniej chwili z listy rezerwowej. Jeszcze nigdy nie udało mi się dostać na warsztaty organizowane przez Pokój na lato z zapisu, bo miejsca znikają błyskawicznie. A warsztaty są bardzo ciekawe. 


Ten temat mnie bardzo interesował, bo chleb i bułki marnuję niestety najczęściej. Nie są to duże ilości, ale zawsze coś zostaje. A na tych warsztatach dostałam gotowe recepty na wykorzystanie nie za bardzo świeżego pieczywa. Najbardziej podobał mi się pomysł na domowy kwas chlebowy, ale najbardziej smakował makaron z grzankami smażonymi z ziołami z dużą ilością natki. Będę chciała w najbliższym czasie wykorzystać przepis na ten dodatek do makaronu. Na pewno spodoba się moim chłopakom. 


Robiliśmy też zupę chlebową, ogórki kiszone po węgiersku oraz posypkę do pralin z pieczywa słodkiego jak np. chałka. Mam też sama kilka pomysłów na takie pieczywo. Raz zrobiłam świetną zapiekankę z takim chlebem, muszę tylko poszukać przepisu. Gdzieś go kiedyś zapisałam. To było jeszcze w czasach, gdy nie robiło się zdjęć jedzenia. A jakie Wy macie sposoby na nie marnowanie pieczywa ?





Medaliony z selera

Na szkoleniach z pracy można czasem czegoś ciekawego nauczyć się od strony kulinarnej. Na jednym ze nich w Dębe zgłosiłam, że obiad chcę...

Wasze ulubione