Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

14 kwietnia 2019

Racuchy

Racuchy. Jak je robiłam po raz pierwszy, to myślałam że to taka nieznana potrawa w mojej rodzinie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że racuchy robiła moja babcia Marianna Pudzianowska na Wigilię. Nie jadłam niestety babcinych racuchów, ale myślę że były dobre. Ona sama robiła makaron do rosołu, czego będąc dzieckiem nie doceniałam. Jak przyjeżdżaliśmy suszył się na drewnianej stolnicy. Czekał na swoją kolej. Racuchy. Warto je zrobić jeszcze tej dziwnej, zimnej wiosny.



1 i 1/2 szklanki mąki pszennej 
3 dag drożdży, 
3 jaja, 
2 łyżki cukru, 
1/2 szklanki mleka, 
1 łyżka masła, 
cukier puder do obsypania

Drożdże rozetrzeć z cukrem, rozprowadzić ciepłym mlekiem. Wymieszać z kilkoma łyżkami mąki, pozostawić do wyrośnięcia. Z białek ubić pianę. Wsypać cukier i ubijając dalej dodawać kolejno żółtka. Gdy rozczyn urośnie dodać resztę mąki, masło roztopione oraz ubite jajka. Wyrobić drewnianą łyżką. Pozostawić do wyrośnięcia. Na rozgrzany tłuszcz kłaść łyżką porcje ciasta. Smażyć z obu stron do zrumieniania. Można posypać cukrem pudrem. Polecam jeść gorące. 


20 lutego 2019

Pikkujoulu w Warszawie


Od jakiegoś czasu jestem zafascynowana północą. Zimnem i niedostępnością natury. Jej surowością i pięknem. Chciałabym odwiedzić kraje skandynawskie lub północną Rosję. Na razie to tylko takie przymiarki. Jak usłyszałam o spotkaniu przedświątecznym PIKKUJOULU, jakie jest typowe dla Finlandii to od razu wiedziałam, że muszę się tam udać. Miejsce to lubię i od czasu do czasu wybieram się tam na jakieś imprezy. Już wiecie ? Domy fińskie na Jazdowie. Część z Was pamięta zapewne akcję, gdy chcieli je zlikwidować i zapewne pobudować tam jakieś koszmarne osiedle, czy coś równie banalnego. Na szczęście udało się je uratować. Są już częścią historii Warszawy. A tu taka gratka się nadarzyła imprezka fińska w fińskich domkach. To nie mogło się nie udać.  


Na początku członkowie Towarzystwa Polska-Finlandia ćwiczyli kolędy, jakie mieli wykonywać na spotkaniu. Zupełnie inne kolędy niż nasze. Dostałam szklaneczka glögi, by ocenić czy jest w sam raz słodki. To napój z grzanego wina z miodem, przyprawami, czasem wzmocniony mocnym alkoholem.




Przyznam, że najbardziej na spotkanie zwabiła mnie możliwość spróbowania karelskich pierogów. KARJALANPIIRAKKA. To pieczone pierogi otwarte, z mąki pszenno- żytniej z nadzieniem z gotowanego ryżu lub puree ziemniaczanego.Najlepsze wg. przygotowujących je na ciepło. Smak intrygujący.Smakowały mi na ciepło i na zimno. 

Widziałam je już w jednym programie kulinarnym, a potem o nich czytałam w książce mojej koleżanki Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek " Tradycje kulinarne Finlandii ". 
Na zdjęciu powyżej jest dodatek do pierogów, czyli jajka ugotowane, siekane i wymieszane z jajkiem ( munavoi ). Co ciekawe, u mnie w domu rodzinnym moja mama kiedyś robiła taką pastę do chleba. Czasem dodawała natkę pietruszki, a czasem szczypiorek, zależy co było dostępne. 





Za to sałatkę ROSOLLI ( na zdjęciu poniżej ) znam, robiłam i nawet opisałam kiedyś na blogu. Jest nieco podobna do naszej sałatki jarzynowej. Są jednak pewne różnice. Jeśli chcecie przepis  na tą smakowitą sałatkę to zapraszam tutaj.



Oddzielnie był serwowany sos bazie jogurtu i soku z buraków. 



PORKKANALAATIKKO, to zapiekanka z ugotowanego ryżu, jajek, masła i marchewki. 





Bardzo smaczna była tradycyjnie przygotowywana szynka JOULUKINKKU, doprawiona goździkami i musztardą i pieczona w niskiej temperaturze przez kilka godzin. 


Oczywiście nie obyło się bez pierniczków. 



Synowi najbardziej smakowały mięsne kuleczki, czyli lihapullat.




Joulutorttu, to ciasteczka świąteczna tarta w kształcie wiatraka, Wypełnione dżemem śliwkowym, posypane cukrem pudrem. 


Było bardzo przyjemnie i smacznie. Przymierzam się do zrobienia karelskich pierogów. Muszę koniecznie zrobić klopsiki, bo bardzo smakowały mojemu małemu synkowi. Ja za to jestem fanką Muminków, a one zamieszkują jak wiecie Finlandię ;) 








29 grudnia 2018

Boczniaki a'la śledzie

O boczniakach robiących za śledzie słyszałam już kilka razy, ale jakoś nie zabrałam się za sprawdzenie tego zbyt szybko. I nadszedł czas przygotowań do Bożego Narodzenia. Pomyślałam że zrobię dodatkową potrawę na Wigilię. Może przekonam do tego dania osoby z rodziny, które za nic nie chcą spróbować śledzia ? I zobaczyłam boczniaki w sklepie, szybko wrzuciłam opakowanie do koszyka i poszybowałam do kasy. Postanowiłam zrobić kontrolną partię boczniaków a'la śledzie z magazynu KUKUBUK Zima, który przyznam kupiłam pod wpływem impulsu, widząc tam fajne przepisy na święta. Danie pojawiło się na Wigilii, ale tak naprawdę było lepsze parę dni później jak się bardziej przegryzło. Trochę zmieniłam pierwotny przepis, bo boczniaki przesmażyłam na oleju rzepakowym, ale potem dodałam świetnej jakości olej konopny z pierwszego tłoczenia. Jeżeli nie macie konopnego, można dodać inny olej, najlepiej z pierwszego tłoczenia. Dla zdrowia i urody. Albo tak jak w przepisie pierwotnym przesmażyć boczniaki w oliwie i zalać też oliwą. Mam cudowną oliwę, którą przywiozłam z Toskanii, ale jej smak jest dla mnie dość intensywny, a chciałam poznać smak boczniaków. Żurawiną dysponowałam jedynie tylko słodzoną, taką też dodałam do dania. To danie z boczniaków stanowi chyba czubek góry lodowej dań z boczniaków. Już mam ochotę na inne dania z ich udziałem. 



1/4 kg boczniaków 
garść żurawin
1 średnia cebula
olej rzepakowy do smażenia
olej konopny
świeżo zmielony czarny pieprz
sól 

Boczniaki porwałam rękoma na podłużne kawałki. Usmażyłam na oleju rzepakowym, posoliłam do smaku i popieprzyłam obficie. Cebulę bardzo drobno pokroiłam. W wyparzonym słoiku ułożyłam usmażone boczniaki, przesypane cebulką i żurawiną. Zalałam wszystko olejem  konopnym. Najlepiej spożyć dopiero po kilku dniach. 


02 stycznia 2018

Niby pierogi z płatków buraka z " ruskim" nadzieniem

Witam Nowy 2018 rok przepisem na smaczną i kolorową wegańską przekąskę z buraków. Danie może nawet pretendować na danie wigilijne. Uczestniczyłam w warsztacie kuchni wegańskiej, który był poświęcony zastosowaniu tofu do dań świątecznych i bardzo spodobały mi się bardzo malownicze, a zarazem smaczne niby pierogi z płatków buraka z wegańskim "ruskim" nadzieniem. To bardzo ciekawa przekąska. Jeśli nie jesteście weganami możecie tofu zastąpić białym serem półtłustym albo kozim serem. Warto wypróbować. 


Składniki
2 duże czerwone buraki
1-2 ząbki czosnku
kilka łyżek oleju rzepakowego z tłoczenia na zimno
sok z 1/2 cytryny lub 2 łyżki octu jabłkowego

Farsz 
1 kostka naturalnego tofu lub 3/4 kostki białego sera
2 średnie ugotowane ziemniaki
kilka listków świeżej bazylii
1/2 czerwonej cebuli
świeżo zmielony czarny pieprz
sól do smaku

pestki dyni do dekoracji

Buraki obieramy i kroimy na mandolinie na bardzo cienkie plasterki, tak by płatki były jak największe. Marynujemy płatki buraka w mieszaninie oleju, soku z cytryny lub octu jabłkowego i czosnku drobno pokrojonego lub przeciśniętego przez praskę. Dobrze żeby się marynowało co najmniej godzinę. 
Przygotowujemy farsz z rozgniecionego widelcem tofu oraz rozgniecionego ziemniaka. Dodajemy pokrojoną drobno cebulę. Można przesmażyć ją wcześniej. Dodajemy też drobno posiekane listki bazylii. Solimy i pieprzymy do smaku. Dobrze razem wszystko mieszamy. 
Płatki buraka wyławiamy z marynaty i delikatnie faszerujemy, tak by przypominały kształtem pierożki. 
Posypujemy potłuczonymi w moździerzu pestkami dyni. 

31 grudnia 2017

Pierożki z siemieniem konopnym.


Pewnego dnia na targu kupiłam opakowanie łuskanych konopi siewnych. Całkiem duże, bo półkilowe. Zaryzykowałam. Zaraz po przyjściu do domu otworzyłam opakowanie. W środku były małe, jasnobeżowe ziarenka, mniejsze niż ziarenka sezamu i bardziej okrągłe. Spróbowałam kilku i już wiedziałam, że to jeden z lepszych smaków, jakie poznałam w swoim życiu. Lekko orzechowe i delikatnie oleiste. Na dodatek te ziarenka mają mnóstwo dobrych właściwości. To źródło niezbędnych kwasów tłuszczowych,  zawierają oba niezbędne tłuszcze omega 3 i omega 6 w dobrych proporcjach.  Mają  białko o dobrej przyswajalności,  silne działanie przeciwzapalne i wspomagają pracę mózgu. 
Z uwagi na swą smakowitość ziarenka zaczęły znikać niepostrzeżenie. Poniżej jest zdjęcie ziarenek wysypanych z torebki. Znakomita większość jest wyłuskana. Czasem się tylko zdarza jakaś łupinka. A to jest bardzo ważne, bo smak wyłuskanych ziarenek i nie wyłuskanych jest zupełnie inny. 



Do dania jakie wymyśliłam na Święta Bożego Narodzenia kupiłam łuskane ziarenka innej firmy. Po otwarciu bardzo się rozczarowałam, gdyż nie łuskane ziarenka stanowiły prawie połowę zawartości. Były tam też same łuski. Było to mało komfortowe, bo z ziaren miałam zrobić masę do pierożków na Wigilię. Poniżej jest zdjęcie wstępnego przygotowania masy do pierożków. Widać różnicę prawda ?


Jak co roku przed świętami panuje moda na jakieś dania lub danie na Wigilię. W tym roku renesans przeżywała siemieniotka, czyli zupa z siemienia konopnego ze Śląska. Ja miałam jednak ochotę znaleźć coś innego z terenów mi bliższych. Znalazłam łochodziaki z terenu łódzkiego, ale bez konkretnego przepisu. I nagle mnie oświeciło, że już gdzieś przepis na takie pierogi widziałam. Zajrzałam do książki Justyny Górskiej -Streicher " Od obrzędu do widowiska ludowego. Zwyczaje regionu radomskiego". Znalazłam tam przepis na pierogi z siemieniem konopnym. " Z ciepłej wody i mąki zagnieść ciasto pierogowe. Ziarno siemienia utłuc w stępce, następnie gotować około pół godziny w niewielkiej ilości wody, nie przykrywając garnka. Gdy woda odparuje uzyskamy masę przypominającą nieco twaróg, który należy już tylko doprawić solą i pieprzem. Ciasto rozwałkować i lepić pierogi wypełnione farszem. Po ugotowaniu okrasić olejem rzepakowym" Tyle przepis z książki. Robiono takie na terenie Solca koło Radomia.
Posiłkując się tym przepisem, trochę go jednak zmieniłam i podkręciłam smak. Postanowiłam do ciasta pierogowego, do jednej porcji dodać eksperymentalnie mąki konopnej. Zmieniło to w sposób istotny smak i kolor ciasta. Do masy z nasion siemienia konopnego dodałam przesmażoną cebulę. Do okrasy warto dodać olej rzepakowy lub konopny z pierwszego tłoczenia. Taki olej rzepakowy kupuje się  na targu w Radomiu przed świętami Bożego Narodzenia. Na Wigilię podaje się u nas okrasę, którą polewa się kaszę lub fasolę. Słyszałam że w okolicy Radomia też ziemniaki. 

Składniki
Ciasto
300 gr mąki pszennej lub 250 gr mąki pszennej i 50 gr mąki konopnej.
200 ml wrzącej wody
30 gr rozpuszczonego masła
1/2 łyżeczki soli
Nadzienie
200 gr nasion łuskanych siemienia konopi
1 średnia cebula
olej rzepakowy do smażenia
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
Okrasa 
1 duża cebula 
olej rzepakowy do smażenia
olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia
lub olej konopny

Mąkę pszenną przesiać do miski, dodać sól. Dodać rozpuszczone masło i wrzątek. Wyrabiać aż ciasto będzie miękkie i gładkie. Odstawić na 30 minut przykryte folią spożywczą. 
Łuskane nasiona konopi w garnku z grubym dnem zalać wodą, tak by przykryły ziarna. Gotować na małym ogniu cały czas mieszając. Po około pół godzinie ziarna zaczynają mięknąć i masa tworzy rodzaj serka. Można jeszcze pogotować kilka minut. Na zwykłym oleju rzepakowym smażymy na lekko złoto drobno pokrojone 2 cebule. Po wystudzeniu mieszamy połowę cebuli z masą konopną, solimy i pieprzymy do smaku. Resztę cebuli pozostawiamy na patelni. 
Lepimy pierogi. Gotujemy 2 minuty od wypłynięcia. 
Podajemy z okrasą z cebuli przesmażonej na patelni z dolanym olejem z pierwszego tłoczenia rzepakowym lub konopnym. Świetnie smakują odgrzane na drugi dzień. 

23 grudnia 2017

Kutia z płaskurką i karmelizowanymi figami


W garnuszku gotują się borowiki na uszka z grzybami. Będą świetnym dodatkiem do czystego czerwonego barszczu. Taka tradycja, nie wyobrażam sobie tego wieczoru bez tej zupy.  Co ciekawe u mojego męża w domu rodzinnym ( około 60 km od mojego ) barszcz z buraków nie był podawany na Wigilię, za to królował czarny barszcz z grzybów z kaszą  oraz zupa z suszonych owoców, zabielana z domowymi kluskami (podobna do naszego kompotu z suszu, ale gęstsza i bardziej mdła ). Co dom, to inne zwyczaje wigilijne jak widać.
Całe moje dzieciństwo Wigilię zawsze świętowałam we wsi podradomskiej, u rodziców mojej Mamy. Pamiętam okrągły, duży przedwojenny stół, rozłożony na tą okoliczność w owalny kształt. Przykryty śnieżnobiałym, wykrochmalonym obrusem. Sianko przykryte białą chusteczką. I dania, które w ogólnym rozgardiaszu wjeżdżały na stół, wśród gwaru, nawoływań. Ale najpierw trzeba było wypatrzyć na niebie pierwszą gwiazdkę. Nie zawsze było to proste, czasem trzeba było wychodzić z ciepłego domu na mróz.  Praca wypatrywania zlecana była najstarszemu dziecku, czyli mnie.  Potem jak już było sporo małych dzieci, przed wieczerzą były rozdawane prezenty. Dzieci już uspokojone siadały do Wigilii przy oddzielnym stole. Pamiętam czerwony, czysty barszcz podawany z uszkami z grzybami, smażone pierogi z kapustą i grzybami, gotowaną fasolę na słodko, kluski z sosem makowym, smażone ryby, ziemniaki podawane do śledzia z mleczkiem, śledzie z cebulką i kompot z suszu. Już przy stole zawsze były liczone głośno potrawy. Musiało ich być co najmniej 12. Chleb też się liczył. Czasami podczas liczenia okazywało się, że w ogólnym rozgardiaszu zapomniano podać jakiegoś dania. Myślę że to się czasem zdarza :)

U nas w domu nie podawało się kutii, były kluski z sosem makowym. Po raz pierwszy kutię spróbowałam całkiem niedawno, bo jakieś 10 lat temu. Spodobała mi się ta kombinacja ugotowanej pszenicy z makiem, miodem i bakaliami. Ostatnio zrobiłam ją na tegoroczne Dziady. Szukałam wtedy w pobliskich sklepach maku do jej zrobienia, ale usłyszałam że mak to przed świętami Bożego Narodzenia się dopiero pojawi. Pozostało jedynie zakupić gotową masę makową z bakaliami. Na ogół jestem przeciwniczką takich gotowych mas, z różnej maści syropami, dodatkami zbędnymi i polepszaczami smaku. Ale bardzo chciałam zrobić kutię. I tym sposobem powstał szybki przepis na to danie. Choć oczywiście najlepiej by było tą masę zrobić samemu, dodać bakalie według swego gustu i smaku i dodać szczodrze miodu dobrej jakości. Ale nie zawsze tak można jakby się chciało. 

Składniki 
200 gr płaskurki lub orkiszu ( pszenicy )
400 gr masy makowej z bakaliami
1 łyżka miodu spadziowego
garść obranych ze skórki migdałów lub ulubionych orzechów
szczypta soli do smaku
woda do ugotowania ziaren
2 -3 figi świeże ( opcja ) 
masło do karmelizacji fig ( opcja )
śmietanka płynna 30 % do polania ( opcja )

Ugotować ziarna w dużej ilości wody, jak makaron. Dodać szczyptę soli do gotowania. Ma ona podkreślić smak, a nie uczynić danie słonym. Gdy ziarna będą miękkie, odcedzić. Wywar można wykorzystać do przygotowania jakiejś zupy. Jeszcze ciepłe połączyć z masą makową i miodem. Figi karmelizować na  maśle pokrojone w ósemki. To opcja jesienna tego dania. Teraz można dodać np kilka suszonych fig, wcześniej namoczonych i pokrojonych. Migdały siekamy lub dodajemy migdały w płatkach. Choć takie świeżo pokrojone mają w sobie więcej smaku. Z masy formujemy kopczyk, obkładamy figami i dekorujemy migdałami lub orzechami. Śmietanką można polać cały kopczyk, ale lepiej ją podać oddzielnie, bo nie każdy lubi kutię ze śmietanką. 


28 grudnia 2016

Zimowo. Ciasteczka ze świeżym imbirem.

Po raz pierwszy zrobiłam te ciasteczka 22 grudnia 2012 r., na święta Bożego Narodzenia. Wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga. Szukałam wtedy w internecie przepisów na ciastka imbirowe, ale ze świeżym imbirem, a nie z proszkiem z suszonego imbiru, jakich jest cały ogrom. Moją żarliwość w poszukiwaniu wzmacniała okoliczność, że posiadałam sporo kłączy imbiru. Teraz już nie pamiętam skąd zaczerpnęłam przepis. Trochę go przerobiłam, dostosowując do swoich potrzeb. Podaję przepis na 2 duże blachy. Jedna porcja tych ciastek to zdecydowanie za mało. Znikają błyskawicznie. Na szczęście nie są trudne do zrobienia. Jest jednak pewien haczyk. Trzeba lubić imbir. Ponieważ jest on dodawany świeży razem z sokiem, w ciastkach jest bardzo wyczuwalny. 


składniki
140 gr masła
140 gr cukru białego lub brązowego
300 gr mąki pszennej ( lub trochę więcej )
szczypta soli
6 łyżek startego imbiru z sokiem

Masło wystawiamy na kilka minut z lodówki, by zmiękło. Następnie ucieramy je na puch z cukrem. Dodajemy szczyptę soli oraz stopniowo przesianą mąkę pszenną. Część może być z pełnego przemiału. Do masy dodać należy starty imbir z sokiem, ale bez włókien. Wyrabiamy ciasto, wałkujemy i odciskamy kształty ciastek jakie lubimy. W razie potrzeby można dodać więcej mąki. Układamy na pergaminie do pieczenia na blasze. Pieczemy około 10 minut w temperaturze 180 stopni C. 

19 grudnia 2016

Regionalnie. Zasmażka z cebulą z wiejskim olejem rzepakowym.

To danie jest obecne na wigiliach rodzinnych od kiedy pamiętam. Była robiona na Wigilię  u Mamy mojej Mamy. Potrzebne są tylko trzy składniki, ale nie dajcie się zwieść. Olej rzepakowy musi być kupiony na targu " od chłopa ". jak to się kiedyś mówiło. Na targu w Radomiu, zwanym tajemniczo " Korej " można taki olej rzepakowy kupić. Ma cudowny żółty kolor i specyficzny zapach, który uwielbiam. Teraz już potrafię poznać jaki olej jest dobrze zrobiony. Źle zrobiony jest ciemny i gorzkawy w smaku. Nie można pomylić tego oleju z " olejem rzepakowym " sprzedawanym w sklepie. Ten ze sklepu jest blady, bez smaku. 
Zasmażka ta nie jest samodzielnym daniem. Polewa się nią ugotowaną na Wigilię kaszę gryczaną, ugotowaną białą fasolę lub groch z kapustą. Bez tej zasmażki nie wyobrażam sobie Wigilii rodzinnej. Smażymy na około 1/2 szklanki oleju rzepakowego 2 średnie cebule pokrojone bardzo drobno. Smażymy, aż cebula będzie miękka, ale nie brązowa. Solimy do smaku.
W tym roku moja mama przygotowała też kapustę z grzybami i grochem. Polana tym olejem smakowała niesamowicie. 
Tata na targu w Radomiu kupuje mi litr lub więcej na późniejszy okres. Najlepsze i najprostsze danie z tym olejem to bardzo drobno pokrojona cebulka, posolona i polana tym olejem. Może się przegryźć kilka minut. W takiej mieszance macza się dobry razowy chleb na zakwasie i zjada ze smakiem. Może już się domyślacie dlaczego tak lubię cebulę.  



10 czerwca 2016

Klasyk PRL. Ciasteczka z kleiku ryżowego mojej Mamy.

Kto jadł ciasteczka ryżowe mojej Mamy ten wie, że są pyszne. Zazwyczaj były robione na różne święta. A czasami po prostu na niedzielę. Przepis wywodzi się jeszcze z czasów PRL, pierwotnie zawierał o wiele więcej cukru oraz cukier waniliowy z torebki. Wtedy najczęściej była w użyciu margaryna, teraz zastąpiona masłem. Zatem prezentuję, stary - nowy przepis na te pyszne ciasteczka. Warto też zrobić kilka ciasteczek bez powideł, nie każdy je lubi. 



1 paczka kleiku ryżowego
1 kostka masła
3 jajka
1/2 szklanki cukru

4 łyżeczki wiórków kokosowych

2-3 łyżki cukru waniliowego

1 łyżeczka proszku do pieczenia
powidła domowe 

Ze wszystkich składników oprócz powideł zagniatamy ciasto. Formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego. Układamy na blasze wysmarowanej masłem i obsypanej mąką. Robimy w każdym ciasteczku wgłębienie i nakładamy trochę powideł. Pieczemy do uzyskania lekkiego złotego koloru. Po upieczeniu najlepiej ciasteczka ułożyć na kratce, by trochę odparowały. Zjadać po wystygnięciu. 

11 listopada 2015

Przekąska z tuńczykiem PESCE FINTO. Spotkanie autorskie z Tessą Capponi-Borawską.

pesce finto

Kto nie zna felietonów Tessy Capponi-Borawskiej ? W czasach gdy dostęp do literatury kulinarnej był marny, każdy jej artykuł przenosił mnie do krainy, o której wtedy myślałam że nigdy nie będzie dane mi ją poznać. Włochy nieznane, magiczne i przepyszne. Dobrze, że się myliłam. Składniki, o jakich istnieniu nie miałam pojęcia, połączenia smaków, przepisy które inspirowały i rozpalały wyobraźnię.  W jednym z  jej felietonów po raz pierwszy przeczytałam o serze ricott, o czarnej kapuście i innych skladnikach. Nadal czytam jej artykuły w Kuchni. Gdy się dowiedziałam, że jest spotkanie autorskie musiałam na nim być. 


Kupiłam książkę " Jestem w kuchni " wydaną przez fundację " Jestem" , pomagającą osobom z chorobami onkologicznymi. Publikacja została przygotowana w ramach wspierania tej fundacji. W książce jest mnóstwo świetnych przepisów. Jeden postanowiłam wypróbować od razu, bo składniki miałam akurat w domu, a połączenie smaków wydało mi się dość ciekawe. PESCE FINTO. Wykonałam je z połowy składników. Powinnam je włożyć do formy w kształcie rybki, ale takiej nie miałam. Musiała starczyć zwykła salaterka. To nie wpływa na smak, tylko wygląd. Przepis świetny na przyjęcie, nawet wigilijne. Polecam.  To też dobry sposób na wykorzystanie ugotowanych ziemniaków z poprzedniego dnia. Któż nie miał takiej sytuacji ? 


Składniki
1/2 kg ziemniaków
20 dag tuńczyka w oleju
1 czubata łyżka kaparów
parę łyżek majonezu
1/2 łyżki oliwy z oliwek Extra Vergine
sól ( może być morska )
świeżo zmielony pieprz
ogórki małosolne lub kiszone do dekoracji

Ugotowane i obrane ze skórki ziemniaki rozgnieść widelcem. Dodać tuńczyka odsączonego z oleju. Dodać sól, oliwę z oliwek posiekane kapary, świeżo zmielony pieprz oraz majonez. Dobrze ugniatać, tak by powstała jednolita masa. Włożyć do foremki w kształcie ryby ( tak najlepiej ), zakryć folią i odłożyć na noc do lodówki. Wyjąć z formy, posmarować obficie majonezem ( ja posmarowałam mniej ) i obłożyć plasterkami ogórka małosolnego lub kiszonego. 

04 stycznia 2015

Kotety pożarskie i sos groszkowy.



Czas świąteczny. Najcenniejsze są kontakty z dzieciakami, najlepiej w czasie zabawy. I nie tylko z dzieciakami. W wolnej chwili graliśmy w  planszową   grę kulinarną " Królewski Kucharz ". Ze wszystkich potraw jakie wirtualnie można przygotować w grze nigdy nie jadłam kotleta pożarskiego. A może kotleta Pożarskiego ? Już dawno słyszałam o tej potrawie, ale nie miałam nigdy okazji go spróbować. No i jeszcze słyszałam, że to danie rosyjskie. Byłam ciekawa czy jest tak "rosyjskie" jak ruskie pierogi :). W grze Królewski Kucharz oprócz reguł gry są również załączone przepisy kulinarne ! Ale odkryłam to dopiero następnego dnia. A pierwsze podejście do gry zrobiliśmy w późny wieczór wigilijny. I graliśmy kilka partyjek. 


Jak się dowiedziałam od koleżanki kotlety te są szalenie popularne w Polsce południowo-wschodniej.  Ale tam w środku jest jeszcze nadzienie z wątróbki. Były również bardzo znane w Polsce przedwojennej. Czas spróbować !

Kotlety pożarskie 
2 piersi kurczaka
1 kajzerka
3/4 szklanki mleka
1 cebula
2 jaja
3 -4 łyżki masła
sól
pieprz
masło klarowane lub
olej z masłem do smażenia
bułka tarta
sok z cytryny ( opcjonalnie )


Kajzerkę namoczyć w mleku. Mięso zmielić 2 razy, dodając cebulę oraz namoczoną wcześniej kajzerkę. Dodać przyprawy, żółtka oraz miękkie masło. Dokładnie wymieszać. Odstawić na ponad  godzinę do lodówki, by smaki się połączyły i przegryzły. Po wyjęciu z lodówki dodać ubitą pianę z białek. Delikatnie wymieszać.
Formować kotleciki, gdy masa jest za rzadka dodać można dodać trochę bułki tartej, ale nie za dużo, bo zmienią delikatną konsystencję kotlecików.
Smażyć na sklarowanym maśle lub na mieszance oleju rzepakowego z masłem.
Można po usmażeniu skropić sokiem z cytryny.
Świetne z ziemniakami z wody  i sałatką piracką z kapusty pekińskiej.

Można je podać również z sosem groszkowym. To mój autorski przepis. Wymyśliłam go na szybko do kopytek. Z tego co akurat miałam w lodówce i zamrażarce.


Sos groszkowy
2  średnie cebule 
100 -150 gr mrożonego groszku zielonego
1 opakowanie mascarpone 
parę listków lubczyku
masło,
olej rzepakowy
świeżo mielony pieprz
sól,
Na mieszance oleju rzepakowego oraz małej ilości masła smażymy cebulę pokrojoną w drobną kostkę, tak by była miękka ale nie złocista. Dodajemy lubczyk w listkach pokrojonych lub porwanych.  Dodajemy groszek i razem dusimy. Część groszków gnieciemy. Następnie dodajemy mascarpone. Gdy sos jest za gęsty dodajemy wodę. Dodajemy sól do smaku. Na końcu, po zdjęciu z ognia dodajemy sporo świeżo startego czarnego pieprzu.

23 grudnia 2014

Wigilia Slow Food Youth 2014

To moja druga Wigilia Slowfoodowa. Tym razem w Akademii Kuliarnej Whirlpool. Jak zwykle było uroczo i smacznie :) W zasadzie jedzenie było tylko dodatkiem do naszych rozmów, głównie o jedzeniu. Bo o czym można innym ? W tle muzyka swiąteczna stwarzała fajny nastrój. Stół już udekorowany czekał na nas i potrawy, które mielismy dopiero wspólnie przygotować.




Krótkie powitanie i zaraz odbyło sie losowanie. Można było wylosować pracę w jednym z trzech zespołów przygotowujących : kompot z suszonych owoców, pierogi i barszcz czerwony.




Bogdan Gałązka chef kuchni " Gothic cafe " w Malborku na Zamku Krzyżackim i wizjoner kulinarny wylosował robienie kompotu z suszu.




Wszak robienie komotu to ważna rzecz :)



 Zagniatanie ciasta na pierogi i uszka czas zacząć.



Uzgodnienia w sprawie barszczu czerwonego, który miał być robiony wg. przepisu Joanny Jakubiuk.



Prezent przyjechał z Malborka razem z Bogdanem.




 Zagniatanie ciasta do pierogów i uszek po włosku by Emiliano.




Szczypta świeżo utłuczonego pieprzu dzięki Bogdanowi.


I znów rozmowy o jedzeniu


Farsz do pierożków zaczyna przypomniać farsz ;)




 Barszcz z buraków już puszcza kolor :)







Lepienie pierogów to pracochłonne zajęcie.









Pulpety z kaszy gryczanej smażą się.



Kalafiory na ostro z migdałami wg pomysłu Małgosi Minta.



 Klopsy gryczane z grzybami w środku dochodzą powoli.


Ostatni kawałek ciasta na pierogi Marek rozwałkowuje.


Życzenia od organizatorek naszych ulubionych :)



Pierogów było kilka rodzajów z różnymi farszami, z soczewicą, z kapustą i grzybami, gotowane i pieczone w piecu.


Klopsy z kaszy gryczanej z grzybami i sosem










Pyszny sernik kajmakowy Małgosi Minta.


 Jak wszystko co dobre szybko się kończy. I tak było tym razem...


Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione