23 czerwca 2016

Sos lawendowy do drobiu.

Kiedy zamówiłam  syrop lawendowy zastanawiałam się do czego go użyć. Pierwsza myśl była, by dodać go do lukru do ciasta, albo do  naleśników. Ale to by było zbyt trywialnie. Pomysł wpadł mi do głowy, gdy miałam zrobić coś z mięsa indyka. Rzadko gości u nas w domu. To dosyć mdłe mięso, które trzeba dobrze doprawić. Sos na bazie różowego wina i śmietany wyszedł lekko kwaśny. Brakowało mu czegoś słodkiego, ale o konkretnym smaku. I wtedy dodałam syrop lawendowy. To było właśnie to. Sos zyskał pyszny kwiatowy aromat i smak. Co ciekawe pasujący do białego mięsa. 


Składniki
10 plastrów indyka
2- 3  szalotki lub 1 cebula
1/3 szklanki różowego wina
200 ml śmietany 12 %
2-3 łyżki syropu lewandowego
szczypta peperoncino
olej rzepakowy do smażenia
sól do smaku

Plastry indyka obsmażamy na oleju. Tak by się lekko brązowe zrobiły. Odkładamy je  na bok. Na patelni smażymy drobno pokrojone szalotki. Jak są już szkliste to dodajemy mięso. Smażymy razem. Dodajemy wino, czekamy aż odparuje alkohol. Następnie śmietanę i syrop lawendowy. Dosmaczamy solą. Można dodać akcent ostry, jak peperoncino.


20 czerwca 2016

Kokosowa zupa z botwinką

Lubię zupę botwinkową, przypomina mi dzieciństwo. W sezonie botwinki robię często, najczęściej wg. starego przepisu z głowy. Choć wydaje mi się, że ona wtedy miała inny smak. Ale wtedy była przygotowywana na wodzie ze studni. Warzywa były z ogródka Babci Ani. Młoda marchewka, trochę koperku i co najważniejsze wiejska śmietana. Robiona z wiejskiego mleka. Krówka była czarna w białe plamy z wielkimi czarnymi oczyma. Holenderka, choć ja wtedy myślałam, że to taka typowo polska krowa. Ale powróćmy do zupy, która miała przez to wszystko co wymieniłam i zapewne przez wiele innych czynników niepowtarzalny smak. Znów sezon na botwinkę nastąpił. Kupiłam pęczek botwinki w Rysinach. Ale tym razem nie miałam dobrej śmietany, za to została mi puszka mleka kokosowego z zakupów w wietnamskim sklepie. Stąd pomysł na taką zupę. W barwach i smakach Tajlandii.  Bo czasem trzeba odmienić zwykłe, znane od lat danie. Nie wiem czy w Tajlandii używają w kuchni botwinki.  To taka wolna interpretacja. Można dodać inną pastę curry. Uwaga - zupa jest dość ostra ! W wersji łagodniejszej lepiej ominąć jeden składnik - papryczkę chilli. 


Składniki
1 pęczek botwiny ( tylko zielona część )
1 młoda cebula
3 młode marchewki
kawałek imbiru
1 puszka mleka kokosowego
1-2 łyżeczki pasty zielonej curry
papryczka chilli
sól do smaku
olej do smażenia

Smażymy cebulę drobno pokrojoną na oleju z imbirem i chili. Gdy już robią się miękkie dodajemy drobno posiekane liście botwinki. Jeszcze chwilę  razem smażymy. To zalewamy około litrem wody. Gotujemy około 10 minut i dodajemy mleczko kokosowe oraz pastę curry zieloną. Dosalamy do smaku. Podajemy gorącą. 

19 czerwca 2016

Baghrir. Marokańskie naleśniki.


To danie wypatrzyłam w grupie na FB, w której swoje dania prezentują dziewczyny, które wyszły za mąż za muzułmanów. I gotują  najczęściej dostosowując kuchnię do gustów rodzin swoich mężów i krajów z jakich oni pochodzą. Teraz codziennie przygotowują na wieczór iftar, czyli późną kolację w czasie ramadanu. Ważne, by dania się nie powtarzały. Są to marokańskie naleśniki BAGHRIR.  Mają ciekawą konsystencję, taką lekko gąbczastą strukturę. Ma też  fajne dziurki przez które przesącza się sos, jeżeli się nim poleje wierzch stosiku naleśników. Smak też jest inny, bo czuć dość wyraźnie smak drożdży.



Naleśniki
250 gr semoliny
100 gr  mąki pszennej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
25 gr drożdży
1 łyżka cukru waniliowego
szczypta soli
esencja waniliowa
750 ml letniej wody
olej do smażenia ( opcja )

Dodatki
armeńska konfitura z morwy
ciepły sos maślano- miodowy
inne konfitury i dżemy 
serek radomski waniliowy

Mąki mieszamy przesiane wcześniej, dodajemy cukier, proszek do pieczenia, sól. Do tej mieszaniny dodajemy drożdże oraz ciepłą wodę i esencję waniliową. Miksujemy. Odstawiamy na co najmniej 15 minut. Ciasto może przykryte pracować nawet do 2 godzin. Potem smażymy na rozgrzanej patelni, bez tłuszczu, lub z niewielką jego ilością - ale tylko z jednej strony. Dla pewności można na chwilkę wrzucić na  drugą stronę, ale nie trzeba. Trzeba tylko pilnować momentu jak już są gotowe i natychmiast zdejmować je z patelni. Podawać polane sosem maślano- miodowym, ulubioną konfiturą, dżemem czy słodkim serkiem. 
Sos maślano- miodowy robimy z jednakowej ilości obu składników ( masła i miodu ), rozpuszczając masło razem z miodem, aż się składniki połączą. Polewamy naleśniki, albo zanurzamy każdy naleśnik w tym letnim sosie. 

17 czerwca 2016

Brytyjskie inspiracje. Zupa- krem z rukwią wodną.


Kiedyś w książce z brytyjskimi przepisami znalazłam przepis na zupę z rukwią wodną. Wtedy nie znałam tej roślinki. Tylko ze słyszenia. Byłam bardzo ciekawa jej smaku, ale nigdzie nie mogłam trafić na ten składnik. Od tego czasu upłynęło kilka lat. Roślina ciągle była w strefie marzeń. A tu podczas ostatniej wizyty u Majlertów patrzę i oczom nie wierzę. RUKIEW jak malowana. Małe gałązki z drobnymi listkami i małymi białymi kwiatuszkami. Chwyciłam woreczek i wrzuciłam łapczywie 4 garście rukwi do niego. No i wrócił pomysł na tą zupę. To jest inspiracja tym brytyjskim przepisem, bo trochę w nim zmieniłam. Wersja brytyjska jest na maśle, z dodatkiem creme fraiche i gałki muszkatołowej. I brak w niej cytryny czy octu ryżowego. Mi brakowało czegoś kwaśnego w tej zupie. Z premedytacją dodałam octu ryżowego,  by smak cytryny nie zdominował smaku zupy. Chciałam by najbardziej czuć było smak głównego składnika. Rukiew wodna ma smak nieco zbliżony do smaku kiełków słonecznika oraz rzeżuchy zarazem.  Spodziewałam się raczej czegoś podobnego do szpinaku. Zdecydowanie lepszy smak, konkretny i bardzo dobry. Już nie mogę się doczekać, by znów to kupić.



Składniki
4 garście rukwi wodnej
10 średnich ziemniaków
1 biała cześć pora
1  młoda cebula
1 duża łyżka masła
3 łyżki oleju rzepakowego
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
ocet ryżowy lub sok z cytryny

Ziemniaki obieramy i kroimy w ćwiartki. Cebulę kroimy w ósemki, a pora w krążki. Na patelni rozgrzewamy olej z masłem i na tym przesmażamy ziemniaki, ale tak by się nie zrumieniły. Dodajemy pora i cebulę po 2-3 minutach. Po około 10 minutach smażenia i pilnowania oczywiście składniki przekładamy do garnka i zalewamy wodą, tak by woda była 2-3 cm ponad. Gotujemy do miękkości ziemniaków. Wtedy dodajemy 3/4 liści rukwi wodnej, twarde gałązki odrzucamy. Gotujemy 5 minut i miksujemy. Następnie dodajemy resztę listków i gotujemy kolejne 5 minut. Ważne by nie gotować zbyt długo zupy po dodaniu rukwi. Zupę dosalamy do smaku. Dodajemy sporo świeżo zmielonego pieprzu. Już na talerzu dodajemy 3-6 kropli octu ryżowego lub soku z cytryny. I dodajemy sporo pieprzu. 


12 czerwca 2016

Kwiaty cukinii faszerowane fetą z czosnaczkiem.


Sobota minęła na zakupach, roślinnych głównie. Najpierw wyprawa do Rysin po truskawki, botwinę, młode marchewki i koper włoski. Po kwiaty cukinii udałam się do Majlertów obok Rysin. Wybór padł tym razem na kwiaty męskie. Kupiłam też  po raz pierwszy rukiew wodną. Już nie mogę się doczekać, tego co z tej rośliny zrobię. Potem mały wypad na Marywilską i kawa nad kanałkiem Żerańskim. Spacerując tam znalazłam pęczek czosnaczku. Niedawno nauczyłam się go rozpoznawać. To niepozorna roślinka, której liście mają lekki posmak czosnku. Zrodził się pomysł na danie. Czyli odsłona kwiatów cukinii po raz kolejny. Już nie raz robiłam kwiaty cukinii. 


Składniki
10 kwiatów cukinii 
150 gr ser feta 
15 listków czosnaczka
pieprz cayenne
olej do smażenia

Kwiaty cukinii delikatnie myjemy i zaraz osuszamy, wcześniej pozbawiając je pręcika w środku każdego z kwiatów. Listki czosnaczka myjemy i siekamy drobno. Fetę kruszymy i mieszamy z czosnaczkiem i pieprzem cayenne do smaku. Nie solimy, bo ser jest dość słony. Napychamy do środka każdego kwiatu część masy serowej. Takie nafaszerowane kwiaty krótko smażymy na dużym ogniu i od razu podajemy jako przystawkę. 

10 czerwca 2016

Klasyk PRL. Ciasteczka z kleiku ryżowego mojej Mamy.

Kto jadł ciasteczka ryżowe mojej Mamy ten wie, że są pyszne. Zazwyczaj były robione na różne święta. A czasami po prostu na niedzielę. Przepis wywodzi się jeszcze z czasów PRL, pierwotnie zawierał o wiele więcej cukru oraz cukier waniliowy z torebki. Wtedy najczęściej była w użyciu margaryna, teraz zastąpiona masłem. Zatem prezentuję, stary - nowy przepis na te pyszne ciasteczka. Warto też zrobić kilka ciasteczek bez powideł, nie każdy je lubi. 



1 paczka kleiku ryżowego
1 kostka masła
3 jajka
1/2 szklanki cukru

4 łyżeczki wiórków kokosowych

2-3 łyżki cukru waniliowego

1 łyżeczka proszku do pieczenia
powidła domowe 

Ze wszystkich składników oprócz powideł zagniatamy ciasto. Formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego. Układamy na blasze wysmarowanej masłem i obsypanej mąką. Robimy w każdym ciasteczku wgłębienie i nakładamy trochę powideł. Pieczemy do uzyskania lekkiego złotego koloru. Po upieczeniu najlepiej ciasteczka ułożyć na kratce, by trochę odparowały. Zjadać po wystygnięciu. 

09 czerwca 2016

Tarta z łososiem wędzonym, serem moelleuse genepi i solirodem


Czasem, choć rzadko korzystam z półproduktów w  postaci ciasta francuskiego. Ale taką miałam wizję oraz ciekawe składniki do wykorzystania. Ser moelleuse genepi ( ser typu raclette ) dojrzewa przez 40 dni w tunelu pod górą Sixt, w Alpach, który został specjalnie zaadoptowany jako naturalna jaskinia i dojrzewalnia serów. Twardy ser żółty z surowego mleka krowiego, obmywany w genepi, czyli ziołowym likierze z regionu Savoia. Dzięki temu nabiera intensywnego owocowego aromatu. Użyłam też przyprawy SOLIRÓD. To roślina podobna do skrzypu. Występuje na błotnistych wybrzeżach i plażach. Duże skupiska znajdują się w Wielkiej Brytanii i we Francji. Ma słonawy smak.




Składniki 

1 opakowanie ciasta francuskiego
2 - 3 pomidory suszone z oliwy

kilka kaparów

3-4 cm białej części pora

parę gałązek pietruszki

pare łodyżek solirodu

2 jaja 
1 szklanka śmietany wiejskiej
100 gr łososia wędzonego 
50- 70  gr kawałek sera moelleuse ginepi ( ser typu raclette )

Schlodzone ciasto francuskie wykładamy na naczynie do tarty. Nakłuwamy widelcem w kilku miejscach. Wcześniej przygotowujemy masę jajeczno- śmietanową. Na ciasto układamy składniki stałe, czyli pociętego w paseczki łososia, pomidora suszonego oraz kapary. Zalewamy przygotowaną wcześniej płynną masą i na wierzch wrzucamy malowniczo soliród, natkę pietruszki, por pocięty w drobne krążki i kawałki sera. Piekarnik nagrzany do ok 180 C. Pieczemy 15-20 min. Podajemy gorącą. Zimna też dobrze smakuje.

08 czerwca 2016

Kuchnia Południa Stanów Zjednoczonych z książki " Służące " Kathryn Stockett

Gdy obejrzałam w Święta Bożego Narodzenia film " Służące " bardzo chciałam przeczytać książkę, zakładając że książka jest o wiele bogatsza. Nie myliłam się. Najpierw próbowałam książkę kupić, ale to się nie udało. Okazało się, że mogę ją wypożyczyć . Jednak instytucja bibliotek jest nadal niedoceniana. Przed tym jednak bardzo chciałam zrobić kurczaka wg Minny. Przepis znalazłam na amerykańskich stronach. Tutaj można zobaczyć moje z nim zmagania. W książce przepis jest trochę inny i zamierzam te poprawki wprowadzić następnym razem. Nie chcę Wam zdradzać wszystkich niuansów kulinarnych, bo na nich chcę się tu skupić. Warto przeczytać książkę i poczuć klimat południa Stanów lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, nie tak odległego zatem  jak w  " Przeminęło z wiatrem ", o której to książce wspominają też bohaterki książki. Najważniejsze osoby to kobiety. Mężczyźni stanowią uzupełniające tło. 
Zacytuję fragment, który spodobałby się tym co propagują gotowanie sezonowe. Jest to rozmowa Minny ze swoją panią Celią, którą uczy gotować. A przynajmniej próbuje. Na chęć upieczenia przez jej nią ciasta brzoskwiniowego w okresie jesiennym  Minny protestuje :

" -Musi pani wiedzieć, że jedzenie jest najlepsze w sezonie. Nie gotuje się dyni latem ani brzoskwiń jesienią. Jak nikt nie sprzedaje  tego na poboczu, to tego nie ma. Weźmy upieczmy przyzwoite ciasto orzechowe".


Z książki możemy dowiedzieć się co jadali Amerykanie na Południu w tamtych latach. Już są wszechobecne  lodówki, a w domach białych mieszkańców także maszynki do lodów, klimatyzatory czy miksery Kitchen -Aid. Część żywności już jest puszkowana, ale i tak większość posiłków jest przygotowywana ze świeżych sezonowych produktów. Często jest spożywana fasolka, fasolka szparagowa, słodkie ziemniaki, młoda okra i pomidory. Z mięs króluje wieprzowina i mięso kurcząt. A najczęściej wspominany chleb jest kukurydziany.

Aibileen przyrządziła sobie sałatkę ze szkarłatki i pomidorów. Jedyną szkarłatkę jaką znam jest szkarłatka amerykańska. Bardzo się rozrosła w ogródku rodziców i sprawdziłam kiedyś czy nie jest to trucizna. Wyszło że  tak. Dlatego teraz sprawdziłam raz jeszcze. Ciekawostka. W Stanach je się młode listki i pędy szkarłatki. Ale muszą być wcześniej dwukrotnie ugotowane, a pierwsza woda wylana. Szkarłatka jest sprzedawana w  postaci świeżej i w puszkach.
Aibileen  kroiła też świeże młode pędy jadalnej paproci. Niestety nie wiadomo, co zostało z niej przyrządzone. 
Dodam, że nie jest to książka o jedzeniu, ale ono towarzyszy bohaterkom bardzo często. Główny wątek jest wybitnie kulinarny. Warto przeczytać książkę, by się dowiedzieć o życiu codziennym społeczności tam mieszkających. 

07 czerwca 2016

Indonezja na języku. KOLAK PISANG, słodki kompot bananowy.

Ten indonezyjski deser zrobiłam zaraz  po warsztatach kuchni indonezyjskiej. Jest bardzo smaczny i łatwy w przygotowaniu. Co ciekawe w Indonezji przygotowuje się go zazwyczaj na Ramadan. Czyli to danie świąteczne, ale my możemy go przygotować gdy zdobędziemy potrzebne składniki. Większą trudność możemy mieć ze zdobyciem liści pandanu. Ale już obczaiłam, że można je kupić mrożone w sklepach wietnamskich na Marywilskiej lub w Wólce Kosowskiej. Tam też bez trudu znajdziemy cukier palmowy. Dodam, że zmniejszyłam ilość cukru, jaki był w oryginalnym przepisie.  Indonezyjczycy bardzo lubią słodkie potrawy. Nawet sos sojowy przez nich najbardziej lubiany jest słodki. Zamiast liścia pandanowego można dostać ekstrakt z  liści pandanu, ale dostać go jest o wiele trudniej. A ten dostępny w Polsce nie ma zielonego koloru, tylko jest przezroczysty. Banany powinny być dojrzałe, ale nie przejrzałe. 


Składniki
1/2 kg bananów,
1 liść pandanowy
10-15 gr cukru białego
10-15 gr cukru palmowego
30- 40  ml mleczka kokosowego 
1 szklanka wody

Cukier palmowy rozpuszczamy na patelni z małą ilością wody. Zagotowujemy. Potem dodajemy cukier biały. Mieszamy , by się  nie przypaliło. Dodajemy wodę i banany pokrojone w plastry niezbyt cienkie. Gotujemy na małym ogniu, aż kolor bananów zacznie się zmieniać. W międzyczasie liścia pandanowego  kroimy w cieniutkie paseczki. Dodajemy pokrojony liść oraz mleko kokosowe. Gotujemy do momentu, aż banany będą miękkie. Podajemy.

03 czerwca 2016

Klubokawiarnia Życie jest fajne !


O klubokawiarni Życie jest fajne słyszałam już sporo wcześniej, bo było sporo kłopotów z jej powstaniem. Najpierw trzeba było znaleźć odpowiedni lokal. Potem środki na lokal, remont, wyposażenie. Trochę to trwało. Problemy się piętrzyły. Cały czas była nadzieja, że wszystko pójdzie pomyślnie. Szło różnie, ale pewnego dnia dostałam zaproszenie na uroczyste otwarcie. Nareszcie. Powstał pierwszy lokal obsługiwany przez osoby z autyzmem i zespołem Aspergena.


Powyżej faszerowane pomidory, przepyszne w smaku. Poniżej tort z wątróbki, nie na słodko. Takiego cudu jeszcze nie widziałam. Polubią to nawet ci co za wątróbką nie przepadają.


Okazało się, że przeddzień jest potrzebna pomoc Pani Mai przy robieniu cateringu na otwarcie. Pomogłam ile się  dało. Po prostu dałam swój czas wolny, zapał i ręce do pracy. Powiem, że to była wielka przyjemność pomagać pani Mai przy przyrządzaniu potraw. Jest Ujgurką. Czy kiedykolwiek słyszeliście o tej grupie etnicznej ?


Ujgurzy nie mają obecnie swojego państwa, ich ziemie zostały zawłaszczone przez Chiny.  A mieszkający na obecnym terenie Chin, Ujgurzy powoli stają się mniejszością na swoim terenie, bo władze chińskie kolonizują ten obszar ludnością chińską.


Te kwiatuszki powyżej były wałkowane i sklejane, smakiem przypominają nieco polskie faworki.


Sałata morska, zupełnie nieznany mi wcześniej smak.


Pierożki z rodzynkami i ryżem na słodko.


Czyli marchewka po koreańsku. Danie zupełnie nieznane Koreańczykom w Korei. Za to bardzo popularne w Rosji i krajach byłego ZSRR. Bo jedli je Koreańczycy wysiedleni na tereny Azji Środkowej. Podobnie można robić inne warzywa. Były też buraki po koreańsku.


To cudowne danie powyżej na zdjęciu o chińskim rodowodzie  zachwyciło mnie teksturą dodatku- tych kwadratowych kluseczek, które w sosie zyskują nowy smak i zapach. Na początku myślałam, że to są kalmary.





Dania z farszem z natki rzodkiewki zachwycają świeżością smaków. A kanapki po gruzińsku rozpływały się w ustach. Podobnie jak te z farszem z tuńczyka.


Poniżej zdjęcie z otwarcia klubokawiarni. Były tłumy. Zainteresowanie było tak duże, że niektórzy czekali na zewnątrz, na to aż ktoś wyjdzie i zwolni trochę miejsca. Ja w opisie skupiłam się na kulinariach, oczywiście. Katering Pani Mai był niesamowicie mi nieznany. Zazwyczaj na kateringach jemy w kółko te same przystawki i zakąski. Tu było inaczej. Obecnie w  Klubokawiarni sporo się dzieje. Można wypić dobrą kawę i zjeść jakiś przysmak Pani Mai.


Kimchijeon- placki z kimchi.

Pogoda zrobiła się już bardzo późnojesienna, tylko patrzeć jak spadnie śnieg. Placki z kimchi to świetny pomysł na obiad w taka pogodę, alb...

Wasze ulubione