Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia pakistańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia pakistańska. Pokaż wszystkie posty

06 marca 2016

Punjabi muttar paneer curry. Kremowy sos z zielonym groszkiem i serem indyjskim.

To danie typu curry, które smakuje zawsze. A może ja po prostu lubię taką kuchnię ? Składnik, który jest niezbędny do tego dania to domowy ser indyjski. Poza tym trudno kupić u nas ser ( panir ) paneer. Tylko raz mi się to udało. I kupiłam go z czystej ciekawości. Bo ten ser jest prosty do zrobienia. Przepis na paneer tutaj. Jeszcze zielony groszek i sporo przypraw. A potem już można zrobić klasyczny sos  z Pendżabu. Idealny do ryżu basmati. 


Składniki

1 szklanka groszku zielonego 
ser paneer  ( z 2 litrów mleka )
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
ok 2-3 cm imbiru
2-3 mięsistych pomidorów
2 chilli 
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki proszku madras curry
1 łyżeczka garam masala
chilli w proszku do smaku 
1/4 łyżeczki mielonej kurkumy
1/4 łyżeczki mielonej kolendry
szczypta asafetidy 
sól do smaku
olej do smażenia ( rzepakowy lub gorczycowy )
zielona kolendra

Na gorący olej wrzucić całe ziarna kminu rzymskiego i poczekać aż zaczną strzelać. Następnie dodać pokrojony czosnek, chilli oraz po chwili pokrojoną w kostkę cebulę. Posypać solą i smażyć tak by cebula była przezroczysta i nie spaliła się. Dodać pozostałe przyprawy oraz pomidory obrane ze skóry i pokrojone w kostkę. Można pomidory zastąpić koncentratem pomidorowym, choć to nie to samo. Smażymy, aż pomidory puszczą soki i zaczynają być miękkie. Dodać około 1/2 szklanki wody lub więcej. Dobrze rozmieszać. Dodać zielony groszek. Gdy jest mrożony, ugotować do miękkości. W ostatniej chwili należy dodać do sosu pokrojony w kostkę paneer. Serwować gorące z ryżem basmati, posypane świeżą zieloną kolendrą. Można też podawać z roti lub naan. 

19 lutego 2016

Zwyczajne pakistańskie życie. Książka Joanny Kusy.



Na spotkanie z autorką miałam kilka minut. Zakupiłam książkę, poprosiłam o autograf i wyszłam. bardzo żałuję, że nie mogłam zostać na spotkaniu. Już po drodze, jadąc tramwajem zatopiłam się w lekturze i o mało nie przejechałam przystanku na którym miałam wysiąść. Bo książka wciąga od samego początku. I ma się ochotę na coraz więcej.



Przed zakupem książki, jeszcze w sieci zapytałam autorki czy jest coś o kuchni miejscowej. Bo jak wiadomo, ja lubię o tym czytać.  Kuchnia pakistańska...no cóż, nie wiem czy można tak ją nazwać ? Jak wiadomo Pakistan powstał z oderwania od wielkich Indii. We wschodniej części jest kuchnia podobna do indyjskiej. Pikantna i szalenie aromatyczne z mnóstwem przypraw. Potrawy serwowane w różnych regionach bardzo różnią się od siebie, czasem są składniki, przyprawy czy sposoby przyrządzania, które są przypisane do jeden grupy, kasty czy regionu. W książce jest opowieść o owocu, który je tylko jedna grupa społeczna, rodzina męża autorki właśnie dlatego nie je tego owocu, mimo że jest smaczny. 



Bardzo zafascynowały mnie fragmenty dotyczące gościnności Pakistańczyków i przekąsek. Autorka wspomina o lemoniadzie z pieprzem i czarną solą. Mieliście kiedyś do czynienia z czarną solą ? Smak poznałam na warsztacie past wegańskich, ma za zadanie dać smak i zapach jajka. A tak naprawdę przypomina nieco odór zgniłych jaj. Nie każdy jest w stanie to znieść. Taki posmak ma podobno ta przekąska zrobiona z mąki z cieciorki, co przypomina robaczki. Nimko.  Z dodatkiem orzeszków ziemnych, dalu i zielonego groszku. 



Bardzo ciekawe są perypetie autorki ( na zdjęciu powyżej podpisuje właśnie mój egzemplarz książki ) uczącej się jeść rękami. Bo jak się okazuje, nie zawsze jedząc w Pakistanie można liczyć na sztućce. A w zasadzie jest to wyjątkowe zdarzenie. Nie będę zdradzała szczegółów, ale nie jest to łatwa czynność. 
Kuchnia pakistańska jest bogata w zawiesiste i czasem dość tłuste sosy. Dużo potraw robi się z mąki z cieciorki. Od kiedy ją kupiłam kilka lat temu w indyjskim sklepie bardzo mi się podobał jej smak i aromat. Ale wykorzystywałam ją głównie do robienia pakor. A dzięki  tej książce wiem, że mąka ta ma szerokie zastosowanie, począwszy od przekąsek, przez dania obiadowe, a skończywszy na słodyczach.  W kuchni pakistańskiej podoba mi się oczywiście szerokie zastosowanie cebuli, do robienia sosów, np kormy. 


Rozdział  "Rastarkhan " jest poświęcony  tematom kulinariów pakistańskich i różnic w kuchniach grup etnicznych zamieszkujących ten kraj. Zaciekawiło mnie zwłaszcza to, że autorka ma specjalny przyrząd do formowania gomułek sera panir. Ja lubię robić panir, bo jest idealny do dań obiadowych. Zachowuje sprężystość i kształt podczas przyrządzania. Oczywiście jak jest dobrze zrobiony. Dlatego bardzo bym chciała zobaczyć ten przyrząd ! 
Nic już więcej nie napiszę, myślę że wystarczająco Was zachęciłam do przeczytania książki. Autorka barwnie pokazuje codzienne życie w Pakistanie, czasem miałam wrażenie jakbym stała obok autorki i z nią wykonywała różne czynności. Najchętniej bym ją namówiła, by napisała jeszcze jedną książkę, np z przepisami kuchni jej domu w Pakistanie, albo o kobietach w Pakistanie. Na pewno bym ją chciała przeczytać. 


11 października 2015

Słodko. Słodziej. Pakistańskie cukierki.

Czytając książkę " Zwyczajne pakistańskie życie " Joanny Kusy zapragnęłam zrobić coś pakistańskiego. Najpierw było to curry z bakłażana, a potem te cudne kuleczki. Słodycze te jest dość łatwo i szybko zrobić, mając niewiele składników. Jest jedno ale - zmieniłam drastycznie proporcje cukru, który był w oryginalnym przepisie w niebotycznych wprost ilościach. W zasadzie przy takiej ilości cukru czuć by było wyłącznie cukier. Ale może takie słodycze są tam lubiane? Ja nawet w polskich przepisach zmniejszam ilość cukru. Zwiększyłam też ilość mleka w proszku i dodałam płatki ususzonych róż z domowego ogródka mojej Mamy. Moja jest też forma kulek. W oryginalnym przepisie masa pozostaje do zastygnięcia, a potem kroi się ją na kwadraty. Jak będę je robić następnym razem zastanowię się nad zastąpieniem cukru czymś innym. 


Składniki na 12 kuleczek

1 czubata szklanka mleka w proszku
3/4 szklanki cukru kryształu
3-4 łyżki wody
1-2 łyżeczki wody różanej
1/2 łyżeczki mielonego zielonego kardamonu
garść pistacji nie solonych posiekanych
trochę ususzonych płatków róż ( opcja )

Na patelni rozpuszczamy cukier w wodzie. Mieszamy aż cukier się rozpuści całkowicie. Nie dopuścić do przypalenia. Gdy już cukier się rozpuści zdejmujemy patelnię z gazu i zaczynamy dodawać mleko w proszku po trochu, kardamon oraz wodę różaną. Do wtarciu całej ilości mleka w proszku dodajemy pistacje oraz pokruszone płatki róż.  Należy pozostawić masę do ostygnięcia, a następnie formować z niej kulki. Pozostawić kulki do stwardnienia. Uwaga. Robią się dość twarde. Ale są przepyszne.

Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione