Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mango. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mango. Pokaż wszystkie posty

07 kwietnia 2019

Deser z tapioki

Jaki macie sposób na poniedziałek? Ja mam deser z tapioki. Serio. Co poniedziałek u mnie w pracy można kupić deser z tapioki z musem z mango lub z musem z mango i marakui. Od tego deserku jestem chyba uzależniona. Z nim poniedziałek wydaje się lepiej strawny. A może poniedziałki się zbyt demonizuje ? Przechodząc do sedna. Musiałam taki deser zrobić  również w domu. Już kiedyś robiłam podobny z książki o Wietnamie. Ale ten mi się wydawał prostszy. Najpierw jednak przetestowała go koleżanka z pracy. Potem ja wypróbowałam jej wersję z samym mlekiem kokosowym, a potem wersję z mlekiem kokosowym z mlekiem krowim pół na pół. Wersja druga bardziej smakowała moim domownikom. Choć jest trudniejsza w przygotowaniu, bo wiadomo jak się zachowuje gotowane mleko. W przypadku samego mleka kokosowego lub jak kto woli napoju kokosowego, takiego problemu nie ma. Do deseru dodałam cukier waniliowy własnej produkcji. Można też dodać swoje dodatki smakowe, jednak powinno się pamiętać, by nie gryzły się one ze smakiem mleka kokosowego. Trochę stania nad garnkiem i deser prawie gotowy. A jaki jest dobry. 


1 litr mleka kokosowego lub 
1/2 l mleka  3,2 % i  1/2 l mleka kokosowego
1/3 do 1/2 szklanki drobnej tapioki
2-3 łyżki cukru waniliowego
szczypta soli 

ulubiony dodatek do wyboru
przykładowo
mango, jagody, porzeczki
mus truskawkowy
mus malinowy


Do gorącego mleka kokosowego lub mieszanki obu dodać cukier waniliowy. Wymieszać i dodać tapiokę oraz sól. Gotujemy, aż kuleczki tapioki będą przezroczyste. Rozlewamy do miseczek. Odstawiamy na kilka minut do kilku godzin do lodówki. Podajemy z ulubionym dodatkiem owocowym. 

03 września 2017

Gotowanie wegetariańskie z Inessą i Tapi.


Zawsze miło się spotkać i razem gotować z Inessą. Poznałyśmy się już dawno temu na Historiach Kuchennych, gdzie przybliżyła nam kuchnię Koreańczyków w Azji Środkowej. Byłam już u niej też na warsztatach  kuchni koreańskiej. Potem widywałyśmy się często w związku z ruchem Slow Food Youth oraz na Slow Market, gdzie można dostać smakołyki przez Nią przygotowywane.  Tym razem Inessa robiła z nami przekąski z cukinii z sezamem, zupę z wakame, sałatkę z bakłażanami, smażone tofu i sałatkę z kalafiora. 


Tym razem zaprosiła również do gotowania swojego kolegę, właściciela restauracji Ganesh Resturant.  Tapi Sharma ku mojemu wielkiemu zadowoleniu pokazał jak się robi DAL TADKA oraz jajecznicę z kalafiora. Jednak tematem przewodnim był ryż. Zupełnie inaczej i z innego ryżu przygotowuje się ryż do dań koreańskich czy japońskich, a inaczej do dań indyjskich. W daniach indyjskich króluje oczywiście zgrabny i cienki ryż basmati, gotowany na sypko. Ryż do dań typu sushi czy do zup azjatyckich powinien dać się po ugotowaniu łatwo chwycić pałeczkami. 


Gotowaliśmy wspólnie w " Kuchni spotkań IKEA " w Warszawie przy Alejach Jerozolimskich. Wszystkie dania Inessy  były wegańskie, co było jej zamierzeniem . 


Inessa pokazywała tajniki przygotowywania zupy na bazie glonów wakame, cebuli i czosnku. Serwowana najlepiej ze smażonym, marynowanym wcześniej tofu oraz ryżem ugotowanym jak do sushi. 


Bardzo dobry drink na bazie jogurtu methi ( suszona zielona kozieradka ) do zrobienia w krótkim czasie. 


Marynowane tofu czekało na późniejszą obróbkę poprzez smażenie.


Dobre starcie kalafiora gwarantuje, że baurjii, czyli jajecznica z kalafiora wyjdzie taka jak trzeba.


Zupa z wakame już prawie gotowa. Kilka składników, a efekt znakomity


Dal Tadka już gotowy do podania. W wersji Tapiego bardziej przypomina zupę niż sos. A właśnie bardziej z wersją sosu i to dość gęstego spotkałam się w restauracjach w Polsce. Jednak Tapi stwierdził, że jego wersja jest prawdziwa. 


Sałatka z bakłażana z papryką, cebulą i papryką z przyprawami cieszyła oczy feerią barw.  


Sałatka z kalafiora - prościej już się nie da :)


Baurji, czyli niby-jajecznica z kalafiora, zrobione na ostro było przepyszne i niebawem je zrobię domownikom, którzy uwielbiają takie smaki. 


Usmażone, wcześniej marynowane kilka minut tofu łudząco przypominało w smaku smażony boczek. Wrażenie było niesamowite. Szczególnie smakowało też dzieciom. 


Zupa z wakame Inessy była przepyszna. Niebawem po spotkaniu zrobiłam ją w domu,  lekko modyfikując. Szybka i prosta w wykonaniu. Podawana z ryżem gotowanym jak na sushi. 


Ja byłam odpowiedzialna za deser, a był on zrobiony z tapioki, nasion chia, mango  mleka kokosowego. Pyszny i zdrowy. 


Czas na wspólnym gotowaniu płynie bardzo szybko. Najpierw gotowanie, dużo pytań, odpowiedzi, śmiechu, pracy i radości. A potem wspólne jedzenie przygotowanych wcześniej dań. To bardzo miłe chwile w moim życiu. 

28 maja 2017

Mango kulfi. Lody indyjskie.

Mango to mój ulubiony tropikalny owoc. Robiłam już lody mango lassi, inspirowane popularnym napojem indyjskim. Teraz chciałam zrobić lody, jakie często podają w restauracjach indyjskich.  Jednak tamte lody często są robione z pulpy mango z puszki. Raz kupiłam z ciekawości taką pulpę. Otwiera się puszkę i mamy gotowy produkt. Cóż, skoro ja czułam posmak metalowej puszki. Dlatego odradzam stosowanie gotowej pulpy, zarówno do lodów jak i do mango lassi. Tym bardziej że nie ma obecnie problemu z kupnem dobrych owoców mango. Do tych lodów można też kupić foremki na lody, chociaż Hindusi mrożą je często w małych kubkach po jogurtach. 


2 dojrzałe i soczyste mango
1 puszka mleka skondensowanego słodzonego
400 ml śmietany 30 %
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu zielonego
wiórki kokosowe do posypania

Dobrze miksujemy mango.  Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie miksujemy. Wlewamy powstały płyn do gotowych form na lody, albo do pojemnika do mrożenia. Tych lodów nie miesza się w trakcie mrożenia, zgodnie z indyjską recepturą. Na drugi dzień lody są gotowe. Można je podać posypane np. wiórkami kokosowymi. 


14 lipca 2015

Warsztat CURRY. O daniach typu curry, przyprawie curry i nie tylko.

Gdy się okazało, że będę na warsztacie curry to bardzo się ucieszyłam. W zasadzie w pierwszej chwili skojarzyło mi się jednoznacznie z kuchnią hinduską. Ale zaraz, zaraz -  curry się rozpowszechniło również w innych kuchniach. A potem pomyślałam o przyprawie zwanej curry, którą można stworzyć samemu i liściach curry. Dowiedziałam się że będziemy robić tajską żółtą pastę curry. Już kiedyś na warsztacie kuchni tajskiej robiłam curry zielone, ale ono było z gotowej zielonej pasty curry. Już na miejscu okazało się, że będziemy robić kilka moich ulubionych smakołyków, czyli mango lassi, herbata chai masala czy palak paneer. 


Kuchnia indyjska to przede wszystkim przyprawy bajecznie kolorowe i aromatyczne. W zasadzie nic nie było dla mnie nowością oprócz mieszanki bengalskiej do mięs Panch Poron. Co ciekawe dowiedziałam się ( po krótkim opisie i porównianiu ), że mam w domu korę kasji, a nie cynamonu cejlońskiego. Oba gatunki wyglądają zupełnie inaczej, inny jest kolor po starciu na proszek, inna jakość i smak jaki nadaje potrawom. 


Warsztat poprowadzili Karolina i Maciej Szaciłło, prowadzący bloga medytujemy.pl. Ich kuchnia nawiązuje do ajurwedyjskiego sposobu odżywiania. Sporo publikują w prasie. Piszą książki i organizują warsztaty w Polsce i za granicą. 


Przyprawy powinny sie prażyć na suchej patelni, aż zaczną intensywnie pachnieć. Tak rozpoczyna się przygotowywanie domowej garam masali składającej się z liści laurowych, ziaren kolendry, kminu rzymskiego, czarnego pieprzu, goździków, cynamonu, suszonego imbiru ( ! ) oraz świeżo startej gałki muszkatołowej. 


Całkiem spora dawka gałki muszkatołowej do domowej garam masali nie zaszkodzi.


Do curry tajskiego żółtego składniki powinno się dobrze zmiksować. Widoczna na zdjęciu kolendra jest rośliną wychładzającą silnie. 


A powyżej gotowa mieszanka do herbaty chai masala. Przy przygotowywaniu herbaty chai masala trzeba bardzo uważać, bo po dodaniu do mleka herbaty z przyprawami szybko chce opuścić garnek. Co też się stało w jednej z grup przygotowujących ten cudowny napój. 


Proces robienia paneeru ( sera indyjskiego ) nie jest trudny. Można do mleka dodać kwasku cytrynowego zamiast soku cytrynowego, ale to wersja dla tych którym to nie będzie przeszkadzać. W końcu sok cytrynowy jest naturalny. 


Herbata chai masala jest tym co zamawiam w restauracjach hinduskich zaraz po wejściu.


Placki paratha zainteresowały mnie najbardziej. W ogóle temat rodzajów hinduskich placków- chlebków jest bardzo obszerny. Kiedyś zrobiłam w domu naan i na tym się skończyło. Przygotowanie ciasta nie jest trudne. Gorzej już ze sposobem takiego skręcenia placka, by znajdujący się w środku farsz groszkowy nie wyszedł na zewnątrz. 


Mango lassi zrobione przez uczestników warsztatów to już klasyka w moim domu. Nawet pokusiłam się zamknąć w formie lodów smak, który tak lubię. 


Do naszych dań była dodawana cebula oraz czosnek, ale w Indiach w wielu domach nie używa się cebuli ani czosnku, bo to przeszkadza w medytacji. Nie muszę przypominać, że moja kuchnia nie może się obyć bez cebuli. 


Z części ciasta zostały zrobione chapati, byśmy zobaczyli jak się je robi i opieka nad ogniem.


Palak paneer już prawie gotowy, teraz trzeba go delikatnie przemieszać by znajdujący się w nim ser paneer nie rozwalił się. Palak paneer bardzo lubimy w naszym domu. Sama robię paneer ( rodzaj sera indyjskiego ), więc przepis nie był dla mnie odkryciem, chociaż ja to danie robię trochę inaczej. 


Żółte tajskie curry z tofu w pełnej okazałości. Z batatami, papryką, cukinią z mlekiem kokosowym i pastą miso. Zamiast sosu rybnego ( nie wegetariański ) został dodany sos sojowy. Podane ze świeżą kolendrą i pokruszonymi orzechami. 


Palak paneer prezentował się świetnie i tak też smakował. Tutaj razem z plackiem paratha nadziewanym zielonym groszkiem. Nadzienia mogą być inne. Bez nadzienia można zrobić chapati. Placki można potem polewać rozpuszczonym ghee ( czyli sklarowanym masłem ). 
Warsztat był świetnym doświadczeniem. Prowadzący bardzo interesująco opowiadali o przyprawach, daniach, połączeniach smakowych. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy głównie o kuchni hinduskiej. W Polsce w restauracjach hinduskich jest bardzo drogo i nudno...Hindusi w Polsce nie gotują sezonowo. We wszystkich restauracjach serwują to samo.  Być może dlatego, że nie gotują tam zawodowi kucharze ? Dlatego taki warsztat jest tym bardziej cenny. 




02 stycznia 2015

Warsztat kuchni tajskiej


Kuchnia tajska jest jedną z moich ulubionych. Wpisem o tajskiej  zupie Tom Yam Kung zaczęłam prowadzenie bloga.
To chyba przez połączenie smaku trawy cytrynowej, limonki, past curry oraz mleczka kokosowego.

Warsztat prowadziła Alicja Than z restauracji  Izumi Sushi. Odbył się on podczas Targów Produktów Regionalnych Regionalia w Warszawie.
Sporo wiedzy w pigułce, fajne towarzystwo i pyszne jedzenie, czego chcieć więcej ?


















Mięso powinno być pokrojone w dość cienkie kawałki około 3-5 mm. Warzywa dodaje się później i powinny być dość chrupkie. Chodzi o to by nie były zupełnie rozgotowane. To jest jedna z wariacji na temat zielonego curry tajskiego. Może być również w wersji bezmięsnej. 


Pierwsze wskazówki jak przygotować zielone curry tajskie. Można je zrobić z dodatkiem kurczaka. Zamiast mini bakłażanów użyliśmy cukinii. Niezbędnym dodatkiem jest zielona pasta curry, mleczko kokosowe, strączki chilli, liście limonki kaffir oraz oczywiście świeża kolendra oraz bazylia tajska. Smaczku dodaje sos rybny, cukier i sól.  
























Pastę tamaryndowca można dostać w słoiczkach albo w sprasowanych blokach w sklepach z żywnością azjatycką. Ma specyficzny kwaśnawy smak, ale nie przypomina kwaśności cytryny. Ta pasta nie zawierała pestek. W blokach są również pestki.


Tutaj jest mieszanka do sałatki z mango lub papai, czyli pasty tamaryndowca, cukru palmowego, sosu rybnego oraz soku z limonki.  Cukier palmowy trzeba było skrobać, gdyż nie przypomina on białego miałkiego cukru. Składniki powinny być dobrze utarte. 


Zielone curry z kurczakiem i cukinią robiły dwie grupy. Nasze było super ostre ! Dodaliśmy więcej pasty curry zielonej oraz papryczek chilli .  O wiele ostrzejsze od curry drugiej grupy. Jak dla mnie mogło by być nawet ostrzejsze. Do zielonego curry jest najlepszy ryż jaśminowy jako dodatek. 


Najlepiej by mango lub papaja były niedojrzałe, choć my robiliśmy naszą sałatkę z dość przejrzałych owoców. Owoce powinny być pokrojone w zapałki. 


Suszone krewetki to jest składnik dla smakoszy. Nie każdemu przypadnie do gustu. Do dania dodaje się ich niewielką ilość. Nadają lekki smaczek, który w takiej ilości jest dość przyjemny. Można też dostać pastę z suszonych krewetek w postaci kostki. 


W skład sałatki oprócz zielonej papai lub mango wchodzą również pomidorki koktajlowe, marchewka. Można dodać też strączki zielonej fasolki ( najlepiej młodej i cienkiej ). Do gotowego sosu z cukru palmowego, pasty z tamaryndowca, soku z limonki dodajemy suszone krewetki, bo dla wydobycia smaku powinno się je utłuc w moździerzu. Jeszcze owoce i warzywa pokrojone w słupki, świeża kolendra oraz garść uprażonych orzechów arachidowych. Dla lubiących ostre smaki można dodać strączek chilli. 


Sałatka przypomina nieco wietnamską  sałatkę z zielonego mango

11 grudnia 2014

Wietnamem inspirowane. Deser kokosowy z tapioki.

Pierwszy raz podobny deser, złożony głównie z kolorowych perełek manioku  jadłam w restauracji wietnamskiej Nam Sajgon, gdy jeszcze była na ulicy Brackiej. Taki deserek nie jest trudny do zrobienia. Tylko trzeba kupić tapiokę, czyli takie kuleczki zrobione z manioku. Maniok ma jak widzicie wiele zastosowań. Deserek pierwotnie był bez nasionek chia, ale postanowiłam zrobić kontrast i dodałam do części masy chia. Nasiona chia są bardzo zdrowe, więc warto je dodawać do posiłków. Nie jest to wierna kopia wietnamskiego deserku, gdyż moja jest gęściejsza w strukturze. Jest to wynikiem nie wrzucania kuleczek do wrzątku, tylko gotowania od początku w zimnym płynie oraz nie przelewania kuleczek po ugotowaniu zimną wodą. Wtedy wersja wychodzi bardziej płynna niż lekko budyniowa jak u mnie. Do takiego deseru nadają się świeże owoce jak papaja, melon czy mango.

Składniki 

1 szklanka tapioki
2 do 3 szklanek mleka, wody lub mleka roślinnego
250-300 ml  mleczka kokosowego
2 banany
100 gr cukru
2-3 łyżki wiórek kokosowych
nasionka chia ( opcjonalnie ) 
rodzynki ( opcjonalnie )
inne owoce suszone ( opcjonalnie )


Tapiokę po przepłukaniu zalać w naczyniu  mlekiem, wodą lub mlekiem roślinnym. Odstawić na 20 minut. Następnie do naczynia wlać resztę wody, mleka lub mleka roślinnego dodać tapiokę i gotować na małym ogniu. Często mieszać i pilnować by kuleczki nie przywierały. Gdy masa jest za gęsta można dodać nieco płynu. Kuleczki powinny stać się przeźroczyste. Wtedy dodajemy pokrojone w plastry banany, cukier oraz mleczko kokosowe. Ewentualnie rodzynki i inne suszone owoce. Gotować razem 10 minut. Ja część masy odłożyłam do innego naczynia i dodałam do niego nasiona chia. 
Deser nalałam do szklanek przekładając masą z chia, dla zdrowia i efektu kolorystycznego. Posypałam wierzch wiórkami kokosowymi. 
Deser powinno się schłodzić przed podaniem. 
Porcja dla 6 osób


01 lipca 2014

Lody domowe o smaku mango lassi z kardamonem. Homemade ice cream mango with cardamom.


Wpadłam na pomysł, że chcę mieć maszynkę do lodów, by robić domowe pyszne lody, bez barwników, konserwantów, ulepszaczy i różnego rodzaju wypełniaczy. Odwiedziłam w tym celu pobliski wielki sklep, kuszący cenami i dużą ilością towaru. Miałam na myśli jedną firmę. Los chciał, że właśnie tej maszynki sklep nie miał w ofercie. Owszem, można zamówić. Trzeba poczekać. Chciałam tu i teraz. W ofercie mieli jedynie maszynkę dość niskiej jakości oraz maszynkę włoskiej produkcji, ale również z funkcją robienia jogurtu. Hmmm. W zasadzie miałam już włoski sprzęt w rękach i udawałam się do kasy. I nagle pomyślałam czy rzeczywiście jest mi aż tak potrzebny ? Czy zakupiony nie wyląduje w jakiejś szafce w domu? A miejsca mało, oj mało... A może spróbuję zrobić te lody bez maszynki ?


Świeżo po warsztacie robienia lodów i gofrów, pełna pomysłów, przeglądałam przepisy na lody w książkach, na stronach internetowych i  w czasopismach kulinarnych. 
W lodówce miałam 2 dorodne owoce mango i kubek jogurtu. Pierwsza myśl- mango lassi. Piliście kiedyś mango lassi ? Ja się zakochałam w tym napoju od pierwszego łyku. Kuchnia indyjska jest niezwykle bogata w ciekawe, intrygujące smaki. Zrobiłam mango lassi i nagle postanowiłam je zamrozić. Niestety, było już późno, więc proces mieszania co jakiś czas zamarzającej mieszanki nie był za długi. Lody były niezłe w smaku, ale nie miały pożądanej przeze mnie konsystencji i puszystości. 

Pierwsze lody o smaku mango lassi

Kolejny pomysł na lody o smaku mango przyszedł mi, gdy sobie przypomniałam o lodach MANGO KULFI jakie niegdyś jadłam w hinduskiej knajpce. W składzie było mleko skondensowane. Nie sprawdzałam przepisu tylko zrobiłam je wg. własnego pomysłu. Uprzedzam ! Są bardzo proste, ale proces zamrażania i mieszania jest czasochłonny i trzeba być zdyscyplinowanym i pamiętać by w odpowiednim czasie wyciągnąć pojemnik z zamrażarki i przemiksować.

Skład 

1 mango bardzo dojrzałe
100 ml śmietanki 30 %
200 ml - 250 ml mleka skondensowanego niesłodzonego
1 łyżka cukru pudru ( można dodać więcej, ja nie dosładzam notorycznie )
1 łyżeczka mielonego kardamonu


Mango obieramy ze skóry. Miąższ kroimy, po oddzieleniu od pestki. Miksujemy, by uzyskać jednolitą pulpę. Śmietankę ubijamy mikserem z cukrem pudrem parę minut. Łączymy składniki razem mikserem. Wlewamy masę do zamykanego pojemnika. Masa powinna sięgać najwyżej do 2/3 wysokości pojemnika. Masa podczas procesu zamrażania i miksowania zwiększa swą objętość. Wsadzamy do zamrażarki. Po około 30-45 minutach wyjmujemy. Po bokach naczynia i na dnie masa zaczyna zamarzać. trzeba ją delikatnie oderwać od ścianek naczynia i szybko zmiksować całość, by nie było grudek. Masa musi być jednolita. Proces ten powtarzamy co 30-45 minut parokrotnie. Ja miksowałam z 8-9 razy. Aż nastała głęboka noc i poszłam spać. :) Nazajutrz lody po wyjęciu z zamrażalnika były cudownie puszyste i kremowe. A co najważniejsze -pyszne !


Już nie szukam maszynki do lodów, ale pomysłów na nowe smaki. Teraz krążą mi po głowie lody o smaku zielonej herbaty :)

12 lutego 2014

Wietnam na pałeczkach: Nom Xoai Xanh. Sałatka z zielonego mango.


Zapadła decyzja. Kupiłam zielone mango. Dwie sztuki. Kupowałam je  z myślą o zrobieniu tajskiej sałatki z zielonego mango, takiej jaką robiłam na warsztatach kuchni tajskiej. Ale już w domu wpadła mi w oko książka, którą jakiś czas temu kupiłam na jakimś targu jedzeniowym. Czytałam ją jako lekturę, a przecież jest w niej wiele fajnych przepisów. Ta książka to " Koto a culinary journey through Vietnam " Tracey Lister i Anderasa Pohl. W książce znalazłam przepis na Green mango salad, czyli Nom Xoai Xanh. W przepisie oryginalnym są jeszcze orzeszki ziemne, ale ja nie miałam ;)


Składniki 

2 zielone mango
150 gr kiełków fasoli mung ( można więcej )
30-40 dag wołowiny np z udźca
4 szalotki azjatyckie ( ew. można zastąpić  1 cebulą )
2 ząbki czosnku
1 czerwone chilli tajskie
3 łyżki niesolonych obranych orzeszków ziemnych ( ja nie dodałam ) 
pęczek kolendry ( najlepiej z wietnamskiego sklepu ) 
olej do smażenia

Posypka 
2 łyżki smażonej cebulki  ( olej do smażenia oraz 4 szalotki  lub 2 cebule )

Sos
ok 100 gr cukru 
ok 100 ml soku z limonki
3-4 łyżki sosu rybnego ( najlepiej wietnamskiego )


Wołowinę najlepiej kupić w długim i cienkim kawałku. Smaży się ją  na oleju roślinnym ( ja miałam rzepakowy ) w całości od 3 minut, aż do stopnia średniego lub bardzo wysmażonego. To zależy jaki kto lubi stopień wysmażenia wołowiny.  Ja zrobiłam dwie wersje, bardzo krwistą dla mnie i bardziej wysmażoną dla chłopaków. Odstawiłam na kilka minut mięso, by odpoczęło. Potem pokroiłam w cienkie plasterki. Posypkę ze smażonej ( prażonej ) cebulki zrobiłam sama, smażąc na oleju cebulkę pokrojoną w krążki, aż się zezłoci porządnie. Następnie odsączając nadmiar tłuszczu na papierowym ręczniku. Mango obrałam  ze skóry i pokroiłam w cienkie zapałki, a szalotki, chilli i  czosnek w cienkie plasterki. Liście kolendry porwałam w rękach. Sos przygotowuje się z cukru, soku z limonki i sosu rybnego. Cukier powinien się rozpuścić. W dużej misce mieszamy składniki : mango, szalotki, czosnek chilli, kiełki mung oraz pokrojoną w plasterki wołowinę. Dodajemy sos, posypujemy kolendrą, orzeszkami i prażonymi krążkami cebulki. 
Dla bardzo głodnych można podać  dodatkowo cienki makaron ryżowy.

Uwaga ! Wersja bez wołowiny jest bardzo smaczna. 
Można zamiast wołowiny dodać krewetki. To sugestia mojej znajomej Wietnamki :)


Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione