Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty

03 października 2019

Warsztat robienia nabiału wegańskiego



Mój umysł opanował już sam opis tego warsztatu, jak go po raz pierwszy zobaczyłam. Bogaty program pełen interesujących potraw. Najbardziej chciałam zobaczyć jak się robi tofu, cheddar z ziemniaka, pieczony camembert i różne mleka z orzechów i zbóż. Już na miejscu po dotarciu na miejsce warsztatów okazało się, że mam robić cheddar z ziemniaka, camembert na ciepło, mleko kokosowe, twarożek z rzodkiewką i twarożek na słodko. I to te dania przypadły mi najbardziej do gustu. Świetna była też słodka śmietanka, którą później wykorzystałam do placków zrobionych z reszty wiórków, jaka została z robienia na warsztacie mleka kokosowego. Druga grupa robiła tofu oraz różne rodzaje " mlek " roślinnych. Nie jestem wegetarianką, ani weganką, jednak ograniczam w diecie jedzenie mięsa i bardzo lubię urozmaicone dania. Warsztaty prowadziła Alicja Szepietowska. Poznałyśmy się bardzo dawno temu na jednym z warsztatów. Najbardziej w opisie warsztatu podobał mi się tekst " Jestem trenerką, co ułatwia mi budowanie kontaktu z grupą i jej zaangażowania, natomiast do dziś nie umiem wpłynąć na grupę żeby nie podjadała ". Rzeczywiście trochę podjadałam, szczególnie przy robieniu cheddaru z ziemniaków. Myślę że inni podobnie. 






 

Zabraliśmy się ochoczo do pracy, chociaż sprzęty na miejscu nam to czasem utrudniały. Wspólnie zrobiliśmy mnóstwo dań. A potem je razem zjadaliśmy. Sporo zostało i każdy trochę ze sobą wziął. Z tego co wzięłam zrobiłam potem ciekawe danie. Ale o tym następnym razem. 




 


01 sierpnia 2018

Pani Onigiri - japońskie ryżowe kanapki w Warszawie



Pewnego dnia można było wpaść do mojej ulubionej wegańskiej ramenowni Ramen Vegan Shop i zjeść kanapki japońskie z ryżu z nadzieniem, czyli onigiri. Są one podstawą wyżywienia Japończyków. Do przygotowania tych trójkątnych kanapek ryżowych są potrzebne specjalne foremki. Są zazwyczaj owijane w plastry nori. 

Były do wyboru 3 smaki i zdecydowałam się wziąć wszystkie, bo żadnego wcześniej nie próbowałam. Serwowała je znana już mi PANI ONIGIRI. Poznałyśmy się już na jednej z imprez w Warszawie. 




KURUMI MISO - słodko słodki orzech włoski w miso

UMEBOSHI W PACHNOTCE - śliwka japońska w pachnotce.

SPICY TOFU 



Oczywiście zjadłam wszystkie trzy i teraz nie wiem, które było najlepsze. Wszystkie mi bardzo smakowały. Słodka nuta kurumi miso i kwaśność umeboshi w pachnotce i ostre tofu. W codziennej ofercie Pani Onigiri są również onigiri z łososiem i tuńczykiem. Warto odwiedzić stacjonarny lokal na warszawskim Wilanowie. 





11 marca 2018

Wegańska zupa z makaronem ramen


Jakiś czas temu, po obejrzeniu filmu o ramenie zawzięłam się że go zrobię. Tzn. bazę  i wywar, bo weszłam w posiadanie dobrych klusek ramen i trzeba było poeksperymentować. Dwa rameny mięsne wyszły poprawne, choć mnie nie zachwyciły. Kolejny ramen, tym razem wegański wyszedł już całkiem niezły, ale ostatnim postanowiłam się szybko podzielić. Bo wyszedł niezwykle smakowity i taki jaki chciałam by wyszedł. 



0,5 l wywaru z warzyw
4 porcje ramenu 
100 gr tofu
2 ząbki czosnku
2-3 cm korzenia imbiru
4 -6 pak choi
1 dymka
3 łyżki oleju 
1 łyżka jasnej pasy miso
4 łyżki sosu sojowego jasnego
2 łyżki mirinu
3 łyżki tahini
2 łyżki octu ryżowego
olej chilli do podania
lub sos chilli 

Tofu kruszymy widelcem. W miseczce mieszamy miso, sos sojowy  ( 2 łyżki ) oraz mirin dokładnie. Na gorący olej wrzucamy zmiażdżony czosnek oraz starty, obrany wcześniej imbir. Chwilę smażymy i dodajemy rozgniecione tofu. Razem smażymy, dokładnie mieszając.  Następnie dodajemy mieszankę sosów. Dokładnie mieszamy, tak by powstała jednolita masa.  Zestawiamy z ognia. Pak choi kroimy na pół i blanszujemy. Dymkę kroimy ukośnie.  W naczyniu mieszamy bazę zupy : tahini, sos sojowy ( 2 łyżki ), ocet ryżowy oraz olej chilli. Podgrzewamy ramen oraz wywar warzywny by były gorące.
Do każdej miski wlewamy parę łyżek bazy zupy, uzupełniamy gorącym wywarem, dodajemy porcję makaronu, wkładamy porcję pak choi oraz 2-3 łyżki tofu. Posypujemy dymką i skrapiamy olejem chili lub sosem chili. 

17 lutego 2018

Słodko-kwaśny przewodnik, na jaki czekaliście.



Nareszcie powstała książka, która powinna się pojawić kilka ładnych lat temu. " Słodko-kwaśna historia, czyli wszystko co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać ", została napisana przez Wietnamczyka  Ngo Van Tuonga oraz zilustrowana przez Dorotę Podlaską. Wietnamczykom Polska kojarzy się ze śniegiem. Dlaczego ? Sama byłam zdziwiona. 
Kiedy błądzący jak dziecko we mgle Polacy stawiali pierwsze kroki w sklepach z wietnamską żywnością. Taki znajdował się  na Stadionie, blisko dworca  Warszawa Stadion.  A w nim mnóstwo wszelkiej maści zieleniny, dziwne owoce i warzywa ( kto wie czy to rzeczywiście warzywa czy owoce ), słoiczki z różną zawartością, puszki i sosy w różnych buteleczkach. Oszałamiał ogrom nieznanego jedzenia, czułam dreszcz radości.

sklep na Stadionie


Ja do tego sklepu chodziłam jak na nieznaną, pełną przepraw, najeżoną nieznanymi przeszkodami przygodę. Odurzał z lekka zapach tego sklepu, z resztą dzisiejsze sklepy wietnamskie pachną podobnie. Nie wiem czy to wynik zmieszania wielu zapachów czy jakiś konkretny zapach jednego produktu. Sprzedawcy wówczas nic nie  mówili po polsku albo " to jest dobre " albo " nie umie zrobić ". Ten drugi tekst usłyszałam oglądając paczuszkę z  młodym,  zielonym ryżem. Wtedy oczywiście tego nie wiedziałam.  Już miałam odłożyć na miejsce, ale zobaczyłam wzrok sprzedającej i już wiedziałam że się nie poddam. Tam kupiłam mój pierwszy sos rybny, który tak mi wtedy śmierdział, że go wylałam. Już wtedy kupowałam tam duże paki ryżu jaśminowego i makaron ryżowy. Kupowałam zieloną kolendrę, którą znałam oraz pak choi, o którym przeczytałam w jakiejś ilustrowanej książce z przepisami na wok. Czułam że tam jest ogrom niesamowitych towarów, których ja nie byłam w stanie rozszyfrować. Nie wpadłam jeszcze wtedy na pomysł, by prosić o nazwę wietnamską na kartce. Na Stadion chodziłam wyłącznie na zakupy jedzeniowe do Wietnamczyków, nikt wtedy nie otworzył mi królestwa tamtejszego jedzenia. Widziałam budki z jedzeniem, nazwy po wietnamsku które mi nic nie mówiły. Bałam się wejść i zamówić cokolwiek.



Z żalem żegnałam zamknięcie Stadionu, bo miałam wrażenie że coś bezpowrotnie się kończy, że zniknie to miejsce i oczywiście mój sklep z żywnością. Mówiono już wtedy że większość kupców przeniesie się do Wólki Kosowskiej. Myślałam - gdzie to jest ? Jak zaczęłam pisać ten post to mi się przypomniało, że na studiach podyplomowych o tematyce społeczno- kulturowych problemy  wielokulturowości, jakie skończyłam kilka lat temu zrobiłam prezentację o naszych Wietnamczykach. Były tam zdjęcia ukradkowo robione na zwijającym się już stopniowo Stadionie i  zdjęcia z imprez z kompleksu świątyń na Zamojskiego.  Bywając w tamtych miejscach, których już nie ma,  miałam wrażenie że przenoszę się w inne miejsce na ziemi.


Potem nauczyłam się robić sama zakupy, znajdować zupełnie nieznane produkty, gotowe dania jak bunh chung, sałatkę z ze skórek czy sałatkę z flakami, zieleninę, warzywa i owoce. Raz nawet mięso kozy kupiłam i owoc gac, barwiący na czerwono np. ryż. Czasem uda mi się kupić ulubioną pastę mojego syna - mam tep chung. 


Albo kupowałam produkty z opisem np " jeść z ryżem " albo z napisami po wietnamsku co za dania można z danej rzeczy zrobić. Czasem w skrócie dostawałam cały przepis na jakieś danie.

suszona wieprzowina

Ugotowałam zupę z liści z drzewa, jak ją nazwał mój mąż. Ale znajomi i tak mnie pytają, ale jak ty tam to poznajesz, jak kupujesz, co z tego robisz.


Teraz mogę  im polecić książkę, którą już przeczytałam. Oprócz wspomnień Wietnamczyków, którzy związali swe losy z Polską, są tam opisane warzywa, owoce, zieleniny, gotowe produkty, sosy i inne smakowitości, które można dostać w sklepach wietnamskich. Ale nie jest to suchy opis, tylko barwna historia, okraszona różnymi zabawnymi dygresjami. Część opisująca produkty jest ujęta na zasadzie przewodnika. Jest tam też kilka typowych potraw wietnamskich, część już jest znana większości jak sztandarowa zupa PHO czy tzw sajgonki. Z książki dowiedziałam się kto taką nazwę wymyślił dla tego dania. Mało kto z Polaków wiedział że są to Nem. Większość do tej pory nie wie. I tak sobie myślę, że czas już najwyższy by Polacy dowiedzieli się o tym jaka społeczność mieszka obok nich. Że tekst " idę do Chińczyka" jest po prostu śmiechu wart, bo w większości pracują tam Wietnamczycy i oni dla nas gotują. Warto poznać oryginalną kuchnię wietnamską, bo dania typu kurczak słodko-kwaśny czy wieprzowina curry czy kurczak w cieście, to dania typu pol-viet i coś tam jeszcze azjatyckiego.  Na szczęście coraz więcej jest miejsc, gdzie można kupić takie dania. 



A tym którzy lubią gotować polecam wybrać się do jednego ze sklepów wietnamskich z żywnością i zaszaleć z książką w ręku. Sklepy są w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej, oraz w Warszawie na targowisku na Bakalarskiej i na Marywilskiej. Zazwyczaj robię zakupy w Wólce jadąc po drodze do rodziców. 
Korzystając z książki można sobie pozwolić na komfort nie błądzenia we mgle, jak to było mnie dane już ponad piętnaście lat temu. Warto kupić kilka składników i w domu ugotować coś wietnamskiego. Ja przymierzam się do ugotowania zupy bun bo hue, bo kiedyś spróbowałam i bardzo mi smakowała. Mam ochotę również kupić super gorzką balsamkę i nadziać ją mięsem, choć przyznam że chętnie bym spróbowała tego dania w jednej z restauracji. 


02 stycznia 2018

Niby pierogi z płatków buraka z " ruskim" nadzieniem

Witam Nowy 2018 rok przepisem na smaczną i kolorową wegańską przekąskę z buraków. Danie może nawet pretendować na danie wigilijne. Uczestniczyłam w warsztacie kuchni wegańskiej, który był poświęcony zastosowaniu tofu do dań świątecznych i bardzo spodobały mi się bardzo malownicze, a zarazem smaczne niby pierogi z płatków buraka z wegańskim "ruskim" nadzieniem. To bardzo ciekawa przekąska. Jeśli nie jesteście weganami możecie tofu zastąpić białym serem półtłustym albo kozim serem. Warto wypróbować. 


Składniki
2 duże czerwone buraki
1-2 ząbki czosnku
kilka łyżek oleju rzepakowego z tłoczenia na zimno
sok z 1/2 cytryny lub 2 łyżki octu jabłkowego

Farsz 
1 kostka naturalnego tofu lub 3/4 kostki białego sera
2 średnie ugotowane ziemniaki
kilka listków świeżej bazylii
1/2 czerwonej cebuli
świeżo zmielony czarny pieprz
sól do smaku

pestki dyni do dekoracji

Buraki obieramy i kroimy na mandolinie na bardzo cienkie plasterki, tak by płatki były jak największe. Marynujemy płatki buraka w mieszaninie oleju, soku z cytryny lub octu jabłkowego i czosnku drobno pokrojonego lub przeciśniętego przez praskę. Dobrze żeby się marynowało co najmniej godzinę. 
Przygotowujemy farsz z rozgniecionego widelcem tofu oraz rozgniecionego ziemniaka. Dodajemy pokrojoną drobno cebulę. Można przesmażyć ją wcześniej. Dodajemy też drobno posiekane listki bazylii. Solimy i pieprzymy do smaku. Dobrze razem wszystko mieszamy. 
Płatki buraka wyławiamy z marynaty i delikatnie faszerujemy, tak by przypominały kształtem pierożki. 
Posypujemy potłuczonymi w moździerzu pestkami dyni. 

10 listopada 2017

Tatsoi ( sałata japońska ) z marynowanym tofu.

Jak odkrywam nowe warzywo, owoc czy przyprawę to zaraz zastanawiam się co z tego  ciekawego zrobić. Tym razem jednak bez zbytniego procesu myślowego zrobiłam na szybko przystawkę do obiadu. Taka była potrzeba. Zazwyczaj robię to z pak choi, ale wydawało  mi się że tatsoi jest do niego całkiem podobne, przynajmniej z wyglądu.  Smak okazał się jednak zgoła inny. Japońska sałata, bo taka jest  inna nazwa,  to warzywo azjatyckie o dość ostrym smaku, przypominającym nieco kalarepkę. Zatem zupełnie inny niż nieco mdłe pak choi. Bogate  jest w witaminy  A, C i K, beta- karoten, ma też wapń, potas, żelazo i fosfor. Całkiem niezły pakunek dobrych rzeczy, nie uważacie ?  
Tym razem do zieleniny dodałam też marynowane, a potem  smażone tofu. Przystawka zyskała na smaku, kolorze i teksturze. Warzywo zielone z usmażonym na chrupko tofu, które po zamarynowaniu i usmażeniu nabiera smaku podobnego do smażonego boczku.czy to nie brzmi ciekawie ? Gdy po raz pierwszy spróbowałam tak zrobionego tofu na wspólnym gotowaniu z Inessą nie mogłam wprost uwierzyć własnym doznaniom.  Tofu smakujące smażonym boczkiem ! I byłam już wtedy świadoma tego jak bardzo smażony, wędzony wcześniej boczek jest szkodliwy dla naszego organizmu. Co prawda z dużą ilością potraw z soją też nie należy przesadzać z uwagi na to, że mogą powodować nadmierne wydzielanie estrogenów w organizmie.  Ale coś trzeba jeść, a taki zamiennik smażonego boczku jest całkiem niezły. I idealny dla wegetarian i wegan. 



Składniki 
1 pęczek tatsoi lub pak choi
2 ząbki czosnku
olej rzepakowy do smażenia

kawałek naturalnego tofu 
parę łyżek sosu sojowego 
2-3 łyżeczki oleju sezamowego 
2 ząbki czosnku
chilli w proszku

czarny lub biały sezam do posypania 

Tofu kroimy w plastry, ale niezbyt cienkie, by podczas marynowania a potem smażenia nie rozpadło się. Marynujemy w mieszance sosu sojowego, oleju sezamowego, drobno pokrojonego czosnku i chilli w proszku. Przez około godzinę. Potem delikatnie osączamy kawałki tofu z marynaty i osuszamy, by podczas smażenia nie pryskało w oleju. Marynatę zachowujemy. Smażymy z obu stron na rozgrzanym oleju rzepakowym. 
Na rozgrzanym oleju rzepakowym szybko smażymy zmiażdżone ząbki czosnku i zaraz dodajemy umytą i wysuszoną sałatę japońską. Smażymy krótko i polewamy marynatą pozostałą z marynowania tofu. 
Podajemy ułożone warzywa na talerzu, a na wierzchu kawałki usmażonego tofu. Posypane sezamem. Lub jak tam wolicie ułożone. 


02 października 2017

Warsztat z Inessą Kim " Kimchi w roli głównej "


W zeszłą sobotę rankiem przemierzałam jeszcze senną Warszawę, by dotrzeć na warsztaty, które miały się odbyć  na Burakowskiej. Już na ulicy, niestety pełnej dziur powitał mnie kuszący zapach wypieków. Warsztat miała poprowadzić znana Wam już z moich opowieści Koreanka z Kazachstanu Inessa Kim.


Poznałyśmy się już dość dano temu na warsztatach z kuchni Koreańczyków Azji Środkowej, które prowadziła w ramach Historii Kuchennych w Teatrze Baza. Wtedy prowadziła też małe bistro w okolicach Alei Jana Pawła II w Warszawie. Obecnie można ją spotkać ze swoimi wyrobami na Slow Market nad Wisłą lub prowadzącą warsztaty kulinarne kuchni koreańskiej i nie tylko.


Tym razem mieliśmy wziąć na tapetę różne rodzaje  KIMCHI i dania robione z ich udziałem. 


Większości kimchi kojarzy się wyłącznie z potrawą z kapusty pekińskiej tj koreańską kiszoną na ostro kapustą pekińską. Tymczasem jest to nazwa ogólną pod którą może się mieścić nawet kilkadziesiąt warzyw kiszonych na sposób koreański. Mieliśmy zrobić kimchi z kapusty pekińskiej, z rzodkwi białej oraz z ogórka gruntowego.


Inessa przedstawiła nam swój sposób robienia kimchi. Tam gdzie się wychowała, a więc w Kazachstanie mniejszość koreańska robiła kimchi bez dodatku sosu rybnego oraz suszonych krewetek, gdyż tam ich po prostu nie można było dostać. Przez co wariant jej jest wegetariański. Wg receptury jej rodziny do kimchi nie dodaje się również mąki ryżowej oraz cukru.










Gdy już zrobiliśmy wszystkie zamierzone na warsztat rodzaje kimchi można było zabrać się za potrawy z użyciem kimchi. Na początek trochę już wygłodniali rzuciliśmy się za robienie placków z kimchi, które są dość prostym daniem. Do tej pory chrupaliśmy same kimchi, a to wzmaga apetyt. 




Potem Innesa pokazała naczynie w jakim przygotowuje się zupę kimchi. Ja przepis Inessy znam już od ponad roku i przyznam, że jest to zupa- hit naszej rodziny. Je ją ze smakiem nawet najmłodszy syn, łowiąc " kapustki " z zupy, bo lubi je najbardziej. 



Główne składniki oprócz kimchi to boczek, cebula, czosnek, pasta gochujang i tofu. Choć część osób robiła wegańską wersję tej zupy i też była świetna. 


Zupa w całej swej okazałości jest podawana zazwyczaj z ryżem w oddzielnej misce. Tym razem z uwagi na warunki na warsztatach ryż był podany razem. 




Na koniec zrobiliśmy jeszcze kimchi bokkeumbab, czyli ryż smażony z kimchi.  Smaczne, sycące danie, które jednak było przepełnieniem czary najedzenia. Bo ile można jeść ?


Warsztaty prowadzone przez Inessę jak zwykle smakowicie i rzeczowo. Kimchi to wszak jedna z najzdrowszych potraw świata. Warto je jeść często, szczególnie w okresie jesienno- zimowym, gdy nasza odporność może szwankować. Bo lepiej przeciwdziałać niż leczyć.

03 września 2017

Gotowanie wegetariańskie z Inessą i Tapi.


Zawsze miło się spotkać i razem gotować z Inessą. Poznałyśmy się już dawno temu na Historiach Kuchennych, gdzie przybliżyła nam kuchnię Koreańczyków w Azji Środkowej. Byłam już u niej też na warsztatach  kuchni koreańskiej. Potem widywałyśmy się często w związku z ruchem Slow Food Youth oraz na Slow Market, gdzie można dostać smakołyki przez Nią przygotowywane.  Tym razem Inessa robiła z nami przekąski z cukinii z sezamem, zupę z wakame, sałatkę z bakłażanami, smażone tofu i sałatkę z kalafiora. 


Tym razem zaprosiła również do gotowania swojego kolegę, właściciela restauracji Ganesh Resturant.  Tapi Sharma ku mojemu wielkiemu zadowoleniu pokazał jak się robi DAL TADKA oraz jajecznicę z kalafiora. Jednak tematem przewodnim był ryż. Zupełnie inaczej i z innego ryżu przygotowuje się ryż do dań koreańskich czy japońskich, a inaczej do dań indyjskich. W daniach indyjskich króluje oczywiście zgrabny i cienki ryż basmati, gotowany na sypko. Ryż do dań typu sushi czy do zup azjatyckich powinien dać się po ugotowaniu łatwo chwycić pałeczkami. 


Gotowaliśmy wspólnie w " Kuchni spotkań IKEA " w Warszawie przy Alejach Jerozolimskich. Wszystkie dania Inessy  były wegańskie, co było jej zamierzeniem . 


Inessa pokazywała tajniki przygotowywania zupy na bazie glonów wakame, cebuli i czosnku. Serwowana najlepiej ze smażonym, marynowanym wcześniej tofu oraz ryżem ugotowanym jak do sushi. 


Bardzo dobry drink na bazie jogurtu methi ( suszona zielona kozieradka ) do zrobienia w krótkim czasie. 


Marynowane tofu czekało na późniejszą obróbkę poprzez smażenie.


Dobre starcie kalafiora gwarantuje, że baurjii, czyli jajecznica z kalafiora wyjdzie taka jak trzeba.


Zupa z wakame już prawie gotowa. Kilka składników, a efekt znakomity


Dal Tadka już gotowy do podania. W wersji Tapiego bardziej przypomina zupę niż sos. A właśnie bardziej z wersją sosu i to dość gęstego spotkałam się w restauracjach w Polsce. Jednak Tapi stwierdził, że jego wersja jest prawdziwa. 


Sałatka z bakłażana z papryką, cebulą i papryką z przyprawami cieszyła oczy feerią barw.  


Sałatka z kalafiora - prościej już się nie da :)


Baurji, czyli niby-jajecznica z kalafiora, zrobione na ostro było przepyszne i niebawem je zrobię domownikom, którzy uwielbiają takie smaki. 


Usmażone, wcześniej marynowane kilka minut tofu łudząco przypominało w smaku smażony boczek. Wrażenie było niesamowite. Szczególnie smakowało też dzieciom. 


Zupa z wakame Inessy była przepyszna. Niebawem po spotkaniu zrobiłam ją w domu,  lekko modyfikując. Szybka i prosta w wykonaniu. Podawana z ryżem gotowanym jak na sushi. 


Ja byłam odpowiedzialna za deser, a był on zrobiony z tapioki, nasion chia, mango  mleka kokosowego. Pyszny i zdrowy. 


Czas na wspólnym gotowaniu płynie bardzo szybko. Najpierw gotowanie, dużo pytań, odpowiedzi, śmiechu, pracy i radości. A potem wspólne jedzenie przygotowanych wcześniej dań. To bardzo miłe chwile w moim życiu. 

Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione