30 kwietnia 2017

Korea Town. Koreańska pokusa w Warszawie.

Miejsce do którego wybierałam się od dłuższego czasu.  Restauracja z kuchnią koreańską, która ostatnio coraz częściej gości w moim domu. Zainteresowały mnie szczególnie dwa dania, które widziałam na przesłanych przez koleżankę zdjęciach. Tatar po koreańsku ( yukhoe ) oraz przystawkę  z wieprzowiny ( bossam ). Tą drugą potrawę widziałam też w programie o kuchni koreańskiej. Tam była owijana w liście sezamu. Pierwszy raz słyszałam o liściach sezamu. Dlatego nie mogłam się doczekać wizyty w tym miejscu. Na szczęście udało się dość szybko. Na tygodniu nie było zbyt dużo ludzi. Rezerwacje zaczęły się po 18 godzinie. Na początek zamówiliśmy przystawki o jakich myślałam i herbatę o smaku prażonego ryżu. Na szczęście zaraz na stół zawitały dodatki do dania głównego, bo byłam już bardzo głodna. Choć kelnerka powiedziała, że to nie są czekadełka, ale dodatki do dania głównego.  Dostaliśmy metalowe pałeczki, co też jest typowo koreańskie. 


Yukgoe, tatar wołowy z gruszką nashi, posypany orzeszkami piniowymi oraz dymką. W smaku nie przypomina naszego tatara. Wołowina jest siekana, a nie mielona. Duża ilość gruszki nashi sprawia, że danie jest dość słodkie. Jak się okazuje orzeszki piniowe są typowym koreańskim dodatkiem. 


Bossom, czyli duszony boczek, serwowany z ostrą sałatką, sosem ssamjang z liśćmi sałaty i pachnotki. Je się to w ten sposób, że na liść sałaty i/lub pachnotki kładzie się kawałek boczku, na niego kładzie się sałatkę i smaruje sosem lub odwrotnie. To się zwija w rulonik i zjada na 2 gryzy. Danie bardzo smakowite, zachęca do dalszego próbowania. 


Na stół na samym początku wjechały dodatki do dań głównych. Na zdjęciu poniżej dodatki są dla dwóch osób. Są tam kawałki tykwy w słodkiej marynacie, suszone kalmary w paseczkach, kimchi, omlet koreański, ogórek w marynacie, kiełki fasoli mung smażone, brokuły w marynacie,  wściekle żółty daikon czy korzenie lotosu z dodatkiem sosu sojowego i czegoś jeszcze. Bardzo lubię takie smakowanie w małych ilościach różnych smaków, więc pomysł z taką ilością dodatków do dania bardzo dobry. Każdy może znaleźć coś dla siebie. 


To dania główne są podawane z 10 dodatkami  oraz z miseczką ryżu. Dania są całkiem duże. Po zjedzeniu przekąsek, też całkiem niezłych rozmiarów, danie główne już ledwo się mieści. To jest duży plus. A pierwszy jest taki, że dania są bardzo dobrze doprawione i smaczne. 


Haemul bokkeum. Owoce morza w sosie gochujang to danie dla tych co lubią ostre smaki. Połączenie smaku różnych owoców morza z ostrością pasty gochujang jest bardzo udane. Dania bardzo estetycznie podane. Jeszcze przed jedzeniem cieszą oko. 


Koreańskie danie narodowe to bulgogi. Tutaj bardzo mięciutka, rozpływająca się w ustach wołowina w aromatycznym sosie ze szparagami zielonymi pod spodem. Posypane dymką i białym sezamem. Danie o bardzo delikatnym smaku, znajdą uznanie szczególnie u tych co nie lubią dań ostrych. 


To drastycznie wyglądające zdjęcie, to nie larwa w sosie, ale kalmar jaki został z dania z gochujang.  Podsumowując. Miejsce do którego na pewno będę chciała wrócić , chociażby po to by spróbować kolejnych dań z menu, w tym zup i przystawek. Ta kuchnia uzależnia, więc trzeba uważać. 

25 kwietnia 2017

Wiosennie. Pesto z natki pietruszki z makaronem cytrynowym.

Cały pęk naci pietruszki. Co z tego zrobić ?  Ponieważ ostatnio robiłam pesto z czosnku niedźwiedziego, wpadłam na pomysł by zrobić też pesto z natki pietruszki. Dodając polski olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia, żółty i aromatyczny, zakupiony na radomskim targu, włoskie orzechy z Nieczatowa. Tylko cytryna była mało regionalna. Makaron który został zmieszany z pesto ma dość intensywny żółty kolor i cytrynowy smak. Przez to danie zyskało podwójnie cytrynowy aromat i smak. Świetnie pasuje do smaku natki pietruszki. 



1 duży pęczek natki pietruszki
garść orzechów włoskich
kilka obranych migdałów
5 łyżek oleju rzepakowego
sok z 1/2 cytryny
sól do smaku

makaron cytrynowy
ser Stary Olęder


Z gałązki naci pietruszki trzeba oderwać listki. Łodyżki można wykorzystać do zrobienia np. wywaru warzywnego do risotta lub zupy. Migdały zalewamy gorącą wodą, a potem obieramy ze skórki. Można podobnie postąpić z orzechami włoskimi, ale to nie jest konieczne. Miksujemy natkę pietruszki razem z migdałami i orzechami. Stopniowo dolewamy olej rzepakowy i sok z cytryny. Nie trzeba zmiksować na jednolitą masę. Solimy do smaku. 
Makaron gotujemy al dente. Do ugotowanego dodajemy pesto i mieszamy. Już na talerzu dodajemy starty ser. 


Polecam też pesto z liści rzodkiewki oraz pesto z liści marchewki.


24 kwietnia 2017

Korea na pałeczkach. JAPCHAE.

Od jakiegoś czasu oglądam program kulinarny o kuchni koreańskiej. W jednym z odcinków był przepis na makaron z warzywami i krewetkami. JAP CHAE. Bardzo mi się podobał, ale miałam ochotę zrobić go z wołowiną. Miałam akurat 2 steki w lodówce oraz koreański makaron ze słodkich ziemniaków. Kupiłam ten makaron na jakiejś imprezie w Muzeum Azji i Pacyfiku. Czekał na właściwą chwilę, gdyż kupiłam go z ciekawości. A tu proszę, do dania był potrzebny akurat taki makaron. W programie podali, że prowadząca dodała pieczarki do dania, dobrze że postanowiłam to sprawdzić. Na stronie programu były to grzyby shitake. To dobrze, bo miałam kilka suszonych. Też czekały na swoją kolej. Ogólnie mam kilka ciekawych składników, które czekają na swój czas. I nagle całkiem niespodziewanie dla mnie samej taki czas nadchodzi. To danie koreańskie jest bardzo smakowite. W oryginale powinno się dodać do dania również szpinak baby. Ale ja go nie miałam i nie dodałam.  Z tej porcji zostało mi dania na drugi dzień. Podałam je podgrzane na patelni, na wierzchu z sadzonym jajkiem. 



Składniki 
500 gr makaronu ze słodkich ziemniaków
2 steki wołowe z rozbefu
2 marchewki
1/2 czerwonej papryki
1 średnia cebula
kilka suszonych grzybów shitake
2 jajka 
2 łyżki oleju sezamowego
4 łyżki sosu sojowego
2 łyżki słodkiego sosu sojowego
świeżo zmielony czarny pieprz 
olej do smażenia
nasiona jasnego sezamu
pęczek dymki

Marynata do wołowiny
2 ząbki czosnku
2 łyżki oleju sezamowego
4 łyżki słodkiego sosu sojowego
2 łyżki mirinu

Wołowinę kroimy w podłużne cienkie plasterki. Mięso umieścić w misce z marynatą. Dobrze wymieszać, by pokryć mięso dokładnie marynatą. Powinno leżeć w niej co najmniej pół godziny, ja trzymałam około 3 godziny. 
Grzyby zalać gorącą wodą, tak by całe były zanurzone. Trzymać około pół godziny. Potem posiekać w cienkie plasterki. 
Oddzielić żółtka od białek, ubić i zrobić 2 omlety. Pokroić w paseczki. 
Cebulę kroimy w cienkie krążki, a marchew i paprykę w zapałki. Najlepiej  by było każde warzywo przesmażyć oddzielnie, jak i grzyby. Ale można to zrobić razem, zaczynając od cebuli, a potem dodając pozostałe warzywa i grzyby. 
Wołowinę przesmażyć na brązowo na patelni. 
Makaron gotujemy, aż będzie gotowy. Przelać na durszlaku zimną wodą i pokroić makaron nożyczkami. Dodać do niego sos sojowy i wymieszać. 
Wszystkie składniki dobrze wymieszać, najlepiej rękoma w rękawiczkach w dużej misce. Można dodać jeszcze sos sojowy, olej sezamowy czy cukier do smaku. 
Pęczek dymki wcześniej trzeba pociąć wzdłuż i wrzucić do miski z lodowatą wodą, by się fantazyjnie skręcił. 
Posypujemy danie pociętym szczypiorem i nasionami białego sezamu, doprawiamy świeżo zmielonym czarnym pieprzem.  

23 kwietnia 2017

Wiosenne kolory. Sos z kwiatów forsycji.

Kilka lat temu po raz pierwszy dodałam gałązki forsycji do koszyczka wielkanocnego. Pasowały do żółtej serwetki, którą kiedyś sama wyhaftowałam. I to się przyjęło. Co roku koszyczek jest żółty. Nie myślałam wtedy, że kwiaty forsycji są jadalne ! A one nie dość że są jadalne, to jeszcze mają zawierają bardzo ważny składnik, a mianowicie rutynę. A rutyna świetnie działa na wzmocnienie odporności. Trzeba dodać witaminę C i mamy gotowy, naturalny medykament. A jak się doda inne składniki można uzyskać ciekawy sos do jajek na Wielkanoc i nie tylko. Taki sos może być też świetnym dodatkiem do tradycyjnej sałatki jarzynowej. Trzeba tylko dodać trochę majonezu.


3-4  gałązki pełne kwiatów forsycji,
1 łyżka soku z cytryny
200 ml jogurtu naturalnego
1 czubata łyżka słodkiej musztardy szwedzkiej
lub 1/2 łyżeczki cukru
1 ugotowane żółtko
sól do smaku

Ugotowane żółtko dokładnie rozcieramy i dodajemy kwiaty forsycji ( zostawiając kilka do ozdoby ), musztardę lub cukier oraz sok. Dobrze miksujemy. Dosmaczamy solą. 




22 kwietnia 2017

Regionalnie. Zupa wiosenna z botwinką.

Mieszkając u babci Ani na wsi, a potem jeżdżąc do niej jadałam często zupę z botwinką, zwaną botwinkową. Wtedy szło się do ogrodu lub na pole wyrywało się  młode warzywa do zupy. W dużej misie niosło się wszystkie warzywa do oczyszczenia z ziemi i umycia wodą ze studni. Taka zupa miała niepowtarzalny smak. Młode marchewki jasno-pomarańczowe, pachnący koperek i dające piękny kolor malutkie buraczki i pęk liści od nich. Śmietana była domowa i lekko kwaśna. Często wiosną jadało się też zupę ogródkową, ale to już zupełnie inny przepis. 


Składniki

1 pęczek botwinki z małymi buraczkami
kilka ziemniaków
3-5 młodych małych marchewek
pół pęczka koperku
sól do smaku
śmietana lekko kwaśna
świeżo zmielony pieprz
jaja na twardo ( opcja )

Obrane ziemniaki i marchewki kroimy w kostkę i gotujemy do miękkości. Dodajemy drobno pokrojone liście botwinki i pokrojone buraczki. Gotujemy aż liście zmiękną, a buraczki nie będą twarde. Solimy do smaku. Dodajemy śmietanę. Podajemy gorącą, posypaną drobno pokrojonym  koperkiem. Dodajemy świeżo zmielony pieprz czarny. Można podać z jajkiem ugotowanym na twardo. 

21 kwietnia 2017

Mazurek z mascarpone, syropem klonowym i tahini.

W tym roku przed Świętami Wielkiej Nocy i podczas Świąt myślałam o chrześcijanach, którzy często nie mogą tak po prostu iść do kościoła czy cerkwi i pomodlić się w czasie Świąt czy w dniu powszednim.  Chrześcijanie z części krajów arabskich . To rdzenni Arabowie, ale też Asyryjczycy czy Koptowie. Mieszkają głównie w Syrii, Libanie i w Egipcie. W te Święta Wielkiej Nocy modliłam się o to, by oni mogli się też się modlić.  
Robiąc wierzch do tego  mazurka, chciałam by choć trochę nawiązywał smakiem do typowych smaków arabskich. Pasta z sezamu tahina i pestki granatu. Zainspirowała mnie koleżanka, która zrobiła taki do pracy przed Świętami, a zaczerpnęła przepis z popularnego blogu Kwestia Smaku. Spód do mojego mazurka zrobiła moja Mama, według swojego przepisu. A przepis z tego blogu na wierzch zmieniłam według własnego smaku. Zbyt duża ilość tahiny w kremie na wierzch nie smakowałaby mojej rodzinie. A  tak smak był wyważony. Ciasto na spód mało słodkie. Za to na wierzch mogłam dodać więcej syropu klonowego, który bardzo lubimy. Mazurek wyszedł bardzo smaczny. Jednak dodatki w postaci pestek granatu należy dorzucić w ostatniej chwili przed podaniem. 


ciasto
1/4 kg mąki pszennej
1 jajko
1/2 kostki masła
1-2 łyżki śmietany
2 łyżki cukru pudru
Zagniatamy ciasto. Jak trudno zagnieść można dodać więcej śmietany. Należy odłożyć na pół godziny, by odpoczęło. Wykładamy do prostokątnej foremki. Brzegi wyższe niż reszta ciasta. Pieczemy kilka minut. Studzimy.

wierzch kremowy
250 gr mascarpone
1 łyżka tahini
3 łyżki syropu klonowego
Składniki miksujemy lub dokładnie mieszamy i rozsmarowujemy na ostudzonym cieście kruchym. 

polewa 
1 łyżka tahini
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki syropu klonowego
Składniki mieszamy i wylewamy na krem na wierzchu, tak jak lubimy. Zygzaki wyglądają ładnie. Ale może być inny wzór. 

pestki granatu
płatki migdałów
kawałek cynamonu
starta skórka z cytryny ( opcja )

Posypujemy pestkami granatu, prażonymi na suchej patelni płatkami migdałów, startym cynamonem i startą skórką z cytryny. 



17 kwietnia 2017

Pesto z czosnku niedźwiedziego

Udało się szczęśliwie wrócić ze Świąt Wielkanocnych u rodziców w Radomiu. Pogoda była cały ten czas świąteczny nieciekawa. Przeważnie niebo było zachmurzone i na zewnątrz zimno, a w Wielką Niedzielę wyjątkowo zimno. Wychodząc z kościoła w niedzielny dzień zmarzłam bardzo, mimo że do przejścia miałam kilka metrów. Panowało przenikliwe zimno, aż czuć było wilgoć w kościach. Teraz po powrocie, nie powiem że szybkim, ale bez przygód mogę spokojnie zasiąść do pisania. A chcę napisać o pewnej roślince, która od niedawna jest bardzo modna w Polsce. A znana jest od dawna, szczególnie na wschodzie i południu Europy. Bo czosnek niedźwiedzi to bardzo wdzięczna zieleninka. Od czasu kiedy mam go w ogródku próbuję robić z jego udziałem różne potrawy. Takie jak gołąbki. To też świetny dodatek do sałatek wiosennych i innych dań. Jadąc na Święta Wielkiej Nocy do rodziców miałam cały pęczek czosnku niedźwiedziego, zerwany we własnym ogródku. Jeszcze nie wiedziałam co z niego zrobię, choć już miałam pewne plany. Potrzebne było nadzienie do jajek na śniadanie Wielkanocne. I powstało, jedno z czosnku niedźwiedziego, a drugie z dodatkiem żółtych kwiatów forsycji. To też świetny dodatek do pieczywa. 



około 20 liści czosnku niedźwiedziego
2 garście orzechów włoskich
4-5 łyżek oleju słonecznikowego
2-3 łyżki startego sera " Stary Olęder"
1 łyżka soku z  cytryny
sól do smaku

Składniki drobno pokroić lub zmiksować. Doprawić do smaku solą. 



13 kwietnia 2017

Biały barszcz wielkanocny. Radomskie.

Barszcz biały w odróżnieniu od czerwonego. Żurek czy żur nie był u nas zupełnie znany, kojarzył się z kuchnią śląską. Na kiełbasie wiejskiej gotowany z dodatkiem świeżych wędlin wielkanocnych. W czasach dzieciństwa biała kiełbasa nie była w naszym regionie znana. Zarówno w radomskim, jak i w kieleckim. Teraz biała kiełbasa jest często używana, ale dlatego że nam smakuje, a nie dlatego że taka była tradycja. Dlatego śmieszą różne hasła, że biała kiełbasa była znana w całej Polsce i mylenie nagminne żurku z białym barszczem. Zazwyczaj dodawało się do białego barszczu dobrej kwaśniej śmietany. Była ona dodawana przed samym podaniem dania na stół. Moja mama wcześniej kupowała zakwas na barszcz świąteczny u sióstr Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Radomiu. Potem ja zaczęłam sama robić zakwas na biały barszcz, przecież to nic trudnego. Choć pierwszym zakwasem jaki zrobiłam był zakwas z mąki owsianej na potrawę łemkowską - kisełycę. Ale to temat na inny post.





Składniki zakwasu
8-10 czubatych łyżek mąki pszennej na zakwas
2 liście laurowe 
kilka ząbków czosnku
3-4 ziarenka ziela angielskiego
parę ziarenek czarnego pieprzu
kawałek suchego razowego chleba ( opcja ) 
3 szklanki letniej przegotowanej wody


Do kamionkowego naczynia ( najlepiej ) wsypać mąkę, dodać przyprawy i kawałek chleba. Dolać ciepłej przegotowanej wody. Zamieszać. Naczynie nakryć lnianym materiałem lub bawełnianym materiałem. Sznurkiem lub gumką okręcić wokół szyjki naczynia. Ja używam dzbanka. Odstawiamy w ciepłe miejsce, by zakwas pracował. Dobre miejsce to przy działającym kaloryferze lub przy czajniku lub kuchni. Po 3-4 dniach zakwas jest gotowy. Gotowy przecedzamy i przelewamy do butelki i wstawiamy do lodówki lub wykorzystujemy.


Składniki białego barszczu
zakwas
2 spore kawałki wiejskiej kiełbasy
kilka kiełbasek białej kiełbasy ( opcja )
kilkanaście plasterków dobrej wędliny
2-3  liście laurowe
kilka ziarenek ziela angielskiego
kilka ząbków czosnku ( ile się lubi )
kilkanaście ziarenek czarnego pieprzu
garść suszonego majeranku
łyżka pieprzu ziołowego
parę ziarenek kminku ( opcja )
sól do smaku
kwaśna śmietana

dodatki
jajka ugotowane na twardo
świeżo tarty chrzan
wędlina pieczona pokrojona w kostkę

Gotujemy wywar na kiełbasach oraz wędlinie. Kiełbasę wiejską oraz wędlinę kroimy w dość drobną kostkę. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, ziarenka czarnego pieprzu i kminek. Gdy wywar jest gotowy, wyjmujemy białą kiełbasę i po ostudzeniu obieramy ze skóry . Nie powinna być surowa. Do wywaru wlewamy delikatnie zakwas i mieszamy. Następnie dodajemy garść suszonego majeranku, wcześniej rozcierając go w rękach, pieprz ziołowy oraz sól do smaku. Dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę. Gotujemy razem około pół godziny. Pod koniec gotowania możemy dodać zahartowaną wcześniej śmietanę. Podajemy gorący. Możemy dodać jajka na twardo, chrzan i ugotowane wcześniej kawałki białej kiełbasy czy kawałki pieczeni. 

12 kwietnia 2017

Warsztat wielkanocny z Cook'n' Learn


W tą sobotę byłam na warsztacie, gdzie miały być robione potrawy na Wielkanoc. W tym jedna potrawa hinduska. To zaciekawiło mnie najbardziej. Spotkanie było zorganizowane w ramach Cook'n ' Learn, czyli spotkanie młodych ludzi, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą oraz seniorów młodych duchem, chętnych do działania. To już było kolejne spotkanie.



Przed warsztatami kulinarnymi wprowadzenie do zdrowego odżywiania przedstawiła grupie dietetyk Julia Nowicka. Zapoznała z najnowszą wersją piramidy żywienia i zaproponowała jak urozmaicić swój jadłospis i czego unikać. Najważniejsza jest aktywność fizyczna, unikanie cukru w jego białej, rafinowanej postaci oraz nadmiaru soli.


Prasad opowiedział o sobie, swoim kraju Indiach i przystąpiliśmy do przygotowywania potraw świątecznych i nie tylko. Ziemniaki obrane i pokrojone w kosteczkę do wegetariańskiego PULAO. 


Do gotowania PULAO Prasad przyniósł swój garnek do gotowania ryżu. Pulao to potrawa z ryżu basmati  z warzywami, ziemniakami i mnóstwem przypraw gotowana w szczelnie zamkniętym garnku. 


Prasad pilnował, by danie było odpowiednio przyprawione.


Panie siekały jajka na twardo, które później razem z przyprawami miały wylądować w skorupkach jajek na patelni, usmażone na złoto. 




Prasad zainteresował się potrawą z jajek faszerowanych.


A tymczasem pulao już dochodziło w tym specjalnym naczyniu.


W dużym garnku gotowany był biały barszcz, na wywarze z białej kiełbasy, serwowany w kubkach. Każdy mógł sobie dodać kawałek białej kiełbasy i jajka.



Jajka faszerowane usmażone na złoto, albo bardziej niż na złoto. Przypomniało mi się jak ostatni raz takie jajka robiłam na studiach, mieszkałam wtedy na Bielanach, blisko uczelni. Miały trochę inny skład. Ale wspomnienie się zjawiło. 


Wszystkie potrawy zjedliśmy z dużym apetytem. Pulao, które jak dla mnie było średnio ostre, choć dla niektórych osób było tak ostre, że nie do zjedzenia. Wspólne gotowanie to świetna zabawa i okazja do poznania nowych osób. 


02 kwietnia 2017

Paneer Makhni. Indyjskie kolory.

Ten cudowny ser na ciepło pojawia się co jakiś czas w moim domu. Oczywiście mowa o indyjskim serze paneer. To bardzo uzależniający produkt.  Ale można go szybko zrobić. Można już potem robić różne sosy, w które kuchnia indyjska obfituje. Każda gospodyni robi je inaczej. Te sosy indyjskie  bardzo lubi moja rodzina. Dlatego, że są bardzo aromatyczne, kremowe i przepyszne w smaku. Można je podawać z paneerem albo z mięsem. Choć my wolimy pierwszą wersję.  Ktoś kiedyś mnie zapytał czy może dodać polski biały ser. Nie za bardzo, bo polski będzie się kruszył albo mazał. Paneer ma specyficzną, lekko gumowatą strukturę. Dobrze zrobiony, pokrojony w kostkę -podczas obróbki cieplnej nie rozpada się, ani nie kruszy i nie rozpuszcza się. Raz mi się zdarzyło, że paneer mi nie wyszedł. Nie wiem co zrobiłam źle. Wydawało się że wszystko zrobiłam tak jak trzeba. Dodałam ser do sosu. Zostawiłam chwilę na ogniu, by ser zacieplił się. Zaglądam do garnka, a on się zaczął rozpuszczać. Powstał ciekawy sos zupełnie nieoczekiwanie. Choć nie o to mi chodziło. Czasem po prostu nam coś nie wychodzi, nie można się tym zrażać. 



1 łyżeczka startego imbiru
1 łyżeczka startego czosnku
2 cebule 
10 łyżek pasty pomidorowej
1 łyżeczka chilli
1 łyżeczka kminu
1 łyżeczka tandori masala
1 łyżeczka cukru
sól do smaku
ghee do smażenia
250 gr paneeru
6 łyżek kwaśnej śmietany
ryż basmati

Na ghee wrzucamy starty imbir oraz czosnek. Po 1 minucie dodajemy startą cebulę oraz pastę pomidorową. Kmin prażymy na suchej patelni, aż zacznie pachnieć. Dodajemy do sosu kmin, chilli oraz  tandori masala. Solimy do smaku i dodajemy cukier. Delikatnie dodajemy pokrojony w kostkę paneer. Trzymamy w gorącym sosie około 7 minut, tak by ser się zacieplił, ale nie rozpadł. Podajemy ze śmietaną i ryżem basmati. Śmietanę można zmieszać z sosem, albo podać osobno. 

Kimchijeon- placki z kimchi.

Pogoda zrobiła się już bardzo późnojesienna, tylko patrzeć jak spadnie śnieg. Placki z kimchi to świetny pomysł na obiad w taka pogodę, alb...

Wasze ulubione