Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty

07 października 2019

Taco z dynią piżmową i boczkiem.



W ten jesienny czas zainspirowały mnie dynie i książka Niki Segnit " Leksykon smaków ". W zasadzie czytuję ją dla przyjemności wieczorem. Jak nie przymierzając kryminał czy powieść obyczajową. Otwieram jakiś temat, który mnie zainteresował i czytam. Czasem skaczę z tematu na temat, a czasem czytam ciurkiem. Co ciekawe najpierw kupiłam książkę " Sztuka gotowania", na targach książki kulinarnej Marty Gessler na Zamku Ujazdowskim. Książka zafascynowała mnie i postanowiłam kupić też tą, którą napisała wcześniej.Na targach było sporo fajnych książek, gdybym chciała kupić wszystkie to bym nie mogła ich unieść. Bardzo lubię targi książki kulinarnej, byłam na prawie każdej edycji. Samo miejsce, gdzie się odbywają jest bardzo klimatyczne. Wydarzeniu towarzyszy mnóstwo ciekawych prezentacji autorów, pogadanek, spotkań  i warsztatów. Poniżej wrzucam dwa zdjęcia z tegorocznych targów.


Ale powróćmy do inspiracji z książki. Dotyczyła ona kotlecików z dyni i boczku, ale ja miałam pomysł, by tą mieszankę podać inaczej. Już przeczuwałam, że będzie bardzo smakowita. Kilka dni wcześniej wpadło mi w ręce opakowanie taco kukurydzianych, z dobrym składem. Teraz dopasowałam te składniki. Stąd pomysł na taco z nadzieniem dyniowym. Cudownie jesienne. Słodki smak dyni warto przełamać kwaśną lub zakwaszoną śmietaną. Albo choćby paroma kroplami limonki czy cytryny. Taki farsz może być również świetnym farszem do naleśników.Jeszcze jedna uwaga. Warto pokroić dynię w mniejsze kawałki. Bardziej się " rozpadnie" i farsz będzie szybciej gotowy i bardziej zwarty.


12 taco
1 dynia piżmowa
2 szalotki
200 g boczku wędzonego
2 małe papryki
15 -20 g sera gouda lub cheddar
chilli ( opcja )
olej rzepakowy
szczypiorek
wędzona papryka w proszku
kmin rzymski
kwaśna śmietana


Dynię obieramy i kroimy w dość drobną kostkę. Szalotkę oraz boczek również kroimy w kostkę. Na oleju smażymy szalotkę i jak się lekko zezłoci dodajemy boczek, a następnie dynię i jedną paprykę. Smażymy razem, aż dynia będzie miękka. Dodajemy kmin rzymski oraz paprykę wędzoną. Można dodać ostrą paprykę. Gdy masa jest gotowa nadziewamy tacosy i układamy na papierze do pieczenia na blaszce. Posypujemy serem. Kilka minut pieczemy w temperaturze 180 stopni C. Podajemy gorące,  polane do smaku z kwaśną śmietaną. Posypujemy szczypiorkiem i papryką pokrojoną w kostkę.



28 lipca 2019

Kuchnia niemiecka. Placek cebulowy



Czy coś wiecie o kuchni niemieckiej ? Podejrzewam że niewiele. Golonki, wursty i piwo. Coś jeszcze ? W sumie niewiele wiemy  o naszym wszak bliskim sąsiedzie.
Całkiem przypadkowo tego dnia wylądowałam w Radomiu, a tam dzień niemiecki w Amfiteatrze ! Ucieszyłam się, bo w programie był warsztat robienia placka cebulowego. Warsztat to może za dużo, myślę że pokaz to dobra nazwa. Prowadziła go Pani Bettina Wiengarn. Co prawda na miejscu czekały już upieczone gotowe placki cebulowe, ale my krok po kroku poznawaliśmy jak można taki placek cebulowy przygotować w domu. Placek jest robiony na podstawie z ciasta kruchego z jajkiem. 
Wybór tematu niemieckiego w Radomiu nie wydaje się przypadkowy. W Radomiu i okolicach Radomia mieszkała duża mniejszość niemiecka przed wojną. 
Podstawą kuchni niemieckiej jest wieprzowina. A ulubionym składnikiem jest  kapusta kiszona, to królowa. Dania są pożywne, dość kaloryczne i podawane w dużych porcjach. Podstawą wyżywienia jest oczywiście chleb. W Niemczech podobnie jak u nas jest obfitość jego rodzajów. To już wiem od koleżanki, która tam na co dzień mieszka. 



Placek jest robiony na podstawie kruchego ciasta z jajkiem. Na farsz składa się duszona cebula na maśle z dodatkiem kminku. W wersji nie wegetariańskiej dodaje się wędzoną szynkę lub boczek. To zalewane jest masą z jajek i śmietany. I do piekarnika. Niemcy jedzą to zarówno na ciepło, jak i na zimno. Często stanowi przekąskę. Ja robię podobny w okresie zimowy z dodatkiem brukselek. Przepis jest na blogu. Koleżanka robi podobny placek, ale na bazie ciasta drożdżowego, jak już jest jesień. Myślę, że też zrobię niebawem...





10 maja 2019

Tarta ze szparagami



Niezbyt kocham szparagi. Ale w sezonie kupuję je w celu urozmaicenia jadłospisu.  Są takie wiosenne. Kojarzą mi się jednak głównie z Niemcami i chyba dobrze. Podobno jest tam teraz kryzys, w związku z brakiem pracowników z Polski, którzy niegdyś licznie zasilali szeregi pracujących na polach szparagowych. Kto to wszystko zbierze ? U nas szparagi z roku na rok są coraz bardziej popularne. Można je już dostać nawet w dyskontach. Ja swoje kupiłam u Majlertów. Wybrałam się tam w poniedziałek i kupiłam piękne, fioletowe szparagi, szczypior czosnkowy i rukolę. Wybór dania padł jednak na kuchnię francuską, a nie niemiecką. Ale żeby nie było tak zupełnie po francusku postanowiłam do ciasta kruchego dodać trochę matcha dla koloru. Matcha to sproszkowana zielona herbata. Kiedyś zrobiłam pyszne lody z tą herbatą, idealne na gorące dni. Zatem trzeba poczekać na takie dni. na razie proponuję coś na ciepło. Można oczywiście zrobić ciasto bez tego dodatku. Można również zrobić wersję wegetariańską, bez boczku. Szparagi pasują też zielone. Nie trzeba ich wtedy obierać. 


Zielone ciasto
200 g mąki pszennej
150 g masła
1 łyżeczka matcha ( opcja)
2 łyżki lodowatej wody
Sól do smaku

1 pęczek szparagów fioletowych 
6 plasterków boczku wędzonego surowego ( opcja )
½ pęczka szczypioru czosnkowego ( lub zwykłego )
200 ml śmietany 12 % lub 18 % 
2 jaja
sól do smaku
kawałek pecoriono Romano ( opcja ) 

Mąkę zmieszaną z matcha przesiewamy. Solimy lekko. Dodajemy pokrojone w kostkę masło i siekamy masło mieszając je przy tym z mąką na mokry proszek, dodając również wodę. Ja kupiłam do tego specjalny siekacz masła, jeszcze latem na wypadzie do Wielkopolski. Wczoraj się przydał. Gdy ciasto przypomina mokry piasek, szybko je zagniatamy. Kulkę owijamy folią spożywczą i władamy do lodówki na około pół godziny. 
W międzyczasie lekko ubijamy jajka i mieszamy ze śmietaną dokładnie. Lekko solimy do smaku. Można dodać trochę świeżo startego sera np. pecorino. Szparagi obieramy ze skórki, odcinając zdrewniałą część. Na tych odrzuconych częściach można ugotować np. wywar do sosu czy zupy. 
Formę do tarty wyklejamy ciastem. Nakłuwamy ciasto kilkukrotnie widelcem. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C, na około 20 minut. Po wyjęciu studzimy.
Na ostudzone ciasto wylewamy masę. Na niej układamy malowniczo, bądź nie szparagi  oraz boczek i posypujemy szczypiorem. 
Pieczemy około 25 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni C. Wierzch powinien się lekko przypiec. Serwujemy gorące np z zieloną sałatą. 




01 marca 2019

Old Friends Kimchi



Na promocji nowej polskiej marki OLD FRIENDS KIMCHI w Food Lab Studio było pysznie i ciekawie. O wspaniałych właściwościach kimchi chyba nie muszę wam pisać. Produkt występuje w czterech wersjach. Dwie są wegańskie, bez sosu rybnego, a dwie klasyczne. Występują one w wersji łagodnej i pikantnej. Próbowałam wszystkich czterech wersji. Najbardziej smakowała mi wersja pikantna wegańska. W skład wchodzi kapusta pekińska, marchew, biała rzodkiew, czosnek, imbir oraz oczywiście gochugaru, czyli koreańskie płatki chilli. W wersji wegańskiej nie występuje sos rybny. 
Na imprezie było serwowane kilka fajnych potraw. Kapuśniak z kimchi, bao i ziemniaki z kimchi. Najbardziej mi smakowały te bułeczki bao serwowane z boczkiem. Każde danie było w wersji wegetariańskiej i mięsnej. Było też kilka nowych wersji kimchi do spróbowania. 


Gwiazdą imprezy Kimchi Lunch Party był oczywiście Grzegorz Łapanowski, którego poznałam już dawno temu w związku z działalnością w ruchu Slow Food. 


Kimchi jest mi znane od dawna, robię je  zazwyczaj sama w różnych wersjach. Pobierałam nauki również u naszej królowej kimchi, czyli Innesy Kim. Ona również była na imprezie inaugurującej nową markę, pokazując jak się robi domowe kimchi. Parę słów o kimchi opowiedziała Magdalena Tomaszewska - Bolałek, autorka kilku publikacji na temat kultury kulinarnej. 


Kimchi jakie dostałam wykorzystałam do zrobienia zupy kimchi według przepisu Inessy. Takie kimchi można jeść same, jako dodatek do różnych potraw. Ja dodaję do placków koreańskich czy ryżu z kimchi. Świetna też jest nasza zarzucajka z dodatkiem kimchi. U mnie na blogu odnośnie kimchi jest dużo inspiracji. Teraz możecie sobie kupić kimchi gotowe i przyrządzić coś smacznego. 


26 listopada 2018

Banosz.



Tą potrawę spróbowałam po raz pierwszy w ukraińskiej restauracji w centrum Warszawy. Opisałam to miejsce  nawet na blogu, gdyż miała ciekawe i dobre dania. Banosz to danie kuchni Zakarpacia. Jednak jakiś czas temu miałam ochotę znów zjeść banosz, ale restauracji już w tym miejscu nie było. Trwa tam obecnie remont. Ponieważ banosz bardzo mi smakował, a nie znam miejsca gdzie by go podawali musiałam sama go zrobić. Jeszcze podczas jedzenia w tej restauracji podpytałam kelnerkę z czego i jak jest robiony. Potem na warsztacie kuchni besarabskiej  ( tam robią zarówno banosz, jak i mamałygę ) zapytałam jeszcze prowadzącą o to smakowite danie. Dała mi parę wskazówek. Szczególnie co do tłustości dania. Bo normalnie robi je się wyłącznie na dość tłustej śmietanie, takiej by się nie zważyła. Jednak można zrobić banosz mniej lub bardziej tłusty, zamieniając cześć śmietany wodą. Ja zastosowałam proporcję pół na pół. Do dania stosuje się zwykłą kaszę kukurydzianą, jaką można dostać w polskich sklepach. W zasadzie to dość proste danie. Wegetarianie mogą zjeść je z bryndzą i pieczarkami. 


Składniki

ok 400 gram tłustej śmietany 30 %
ok.400 wody
200 gram kaszy kukurydzianej żółtej
sól do smaku
szczypta cukru

dodatki
usmażone na chrupko podgardle lub boczek ( jak skwarki)
usmażone na maśle pieczarki
pokruszona bryndza

W średnim garnku zagotować wodę z odrobiną cukru, solą i śmietaną. Gdy zawartość garnka będzie wrząca należy wsypać strużką kaszkę kukurydzianą i cały czas dobrze mieszać zawartość łyżką. Gotujemy, aż masa będzie maślana, gładka i kremowa. Masa powinna odstawać na bokach od brzegów naczynia. Wtedy jest gotowa. Mnie to zajęło około 20 -25 minut. 

Podajemy ze wszystkimi dodatkami lub ulubionym. Do wyboru są pieczarki, boczek i bryndza.  






23 października 2018

Smażone zielone pomidory


Gdy po raz pierwszy obejrzałam film " Smażone zielone pomidory " bardzo chciałam przeczytać książkę pod tym samym tytułem, autorstwa Fannie Flagg. Na szczęście była w naszej bibliotece publicznej, choć trzeba było się na nią zapisać. Przeczytałam książkę bardzo szybko i na końcu odkryłam, że są tam również przepisy ! Najbardziej byłam zainteresowana oczywiście przepisem na owe smażone zielone pomidory, choć inne przepisy też były ciekawe. O chlebie kukurydzianym, jaki upiekłam na podstawie przepisu z tej książki już Wam pisałam jakiś czas temu. 
Przepisy na smażone pomidory były dwa. Jeden był na takie pomidory z sosem mlecznym, a drugi na klasyczne smażone pomidory. Nie pamiętam jaki opis mąki potrzebnej do dania był w pierwszej książce, jaką udało mi się wtedy dorwać kilka lat temu. W tej którą kupiłam, gdy tylko miałam taką możliwość występuje biała mąka kukurydziana. Wtedy nie mogłam jej nabyć w Polsce, dlatego zastąpiłam  zwykłą żółtą mąką kukurydzianą. W przepisie pomidory są smażone na tłuszczu wytopionym z bekonu. Świadoma tego jak to jest niezdrowe usmażyłam moje pomidory na oleju rzepakowym, a kawałki boczku dodałam na patelnię do smażących się już pomidorów. 




Składniki
zielone pomidory
mąka kukurydziana
olej rzepakowy do smażenia 
wędzony boczek ( opcja )

Pomidory po umyciu kroimy w niezbyt cienkie plastry. Obtaczamy w mące kukurydzianej z obu stron i smażymy na gorącym tłuszczu na lekko złoto. Osączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu. 




21 lipca 2018

Restauracja ukraińska Craft Ukrainian Kitchen ( zamknięta )


Czasem ma się ochotę na spróbowanie czegoś nowego. U mnie to częste odczucie. To był czwartek. Po pracy miałam trochę czasu po załatwieniu kilku spraw w centrum. Mijałam różne miejsca serwujące jedzenie już dość głodna, ale nie na tyle by zjeść cokolwiek w pierwszym napotkanym miejscu. Pierwszy bar gruziński, potem wietnamski, potem jakaś kebabownia, druga, bar z sałatkami, restauracja hinduska i potem fusion z różnymi daniami. Odkryłam koreański ramen, ale pani za barem poinformowała mnie że zaraz zamykają, więc i tak mi nie poda. Już miałam się poddać pod kolejną gruzińską, ale coś mnie tknęło i poszłam dalej. A tam przed moją kawiarnią udającą lokal w Nowym Jorku otworzono nową restaurację. I to ukraińską. 

 CRAFT UKRAINIAN KITCHEN ( zamknięta )





Skusił mnie dość ciekawy wystrój lokalu - napisy na ciemnych ścianach lokalu. A szczególnie jeden. BANOSZ. Już wiedziałam, że kiedyś o tym gdzieś słyszałam. Opis potrawy zamieszczony na ścianie zupełnie mnie przekonał. Musiałam tego spróbować. To zupełna nowość. Z ciekawością zaczęłam przeglądać kartę. Znalazłam jeszcze dość ciekawą zupę, która skojarzyła mi się z moim dzieciństwem, kiedy ugotowałam moją pierwszą zupę. A była to zupa solferino, z fasolką szparagową. Ta zupa również była z fasolką szparagową. Musiałam jej spróbować. 




Zupa mi przypominała tą moją, co mnie wprawiło w stan lekkiej błogości. A potem dostałam danie na które czekałam. Banosz, czyli danie przygotowane z mąki kukurydzianej ze śmietaną i boczkiem , serwowane z kwaśnym twarogiem i duszonymi pieczarkami. Gęste, kremowe i pożywne danie. Szczególnego smaku dodaje mu pokruszony kwaśny ser. Pieczarki też. Oprócz tych dań można zamówić wareniki, deruny, naleśniki, barszcz ukraiński i kilka innych dań. 




Dziś chciałam podzielić się moim odkryciem kulinarnym z mężem i poszliśmy do tej restauracji na późne śniadanie. Oprócz banosza, który okazał się wspaniałym daniem na śniadanie zamówiliśmy też pierożki z wiśniami i z borówkami amerykańskimi, które polecała kelnerka.  Dwa różne rodzaje. Bardzo dobre. Jeszcze tam wrócimy. 





Craft Ukrainian KItchen ( zamknięta )
ul. Krucza 41/43
Warszawa

26 lutego 2018

Makaron z pastą serwowany z czarnym czosnkiem



Wracam po krótkiej przerwie z nowymi siłami. Dziś napiszę co nieco o produkcie, który dopiero odkryłam. Czarny czosnek. Słyszałam już o nim od paru lat. Zbierałam się, by go gdzieś zamówić, bo robienie samemu się zupełnie nie opłaca. I ostatnio kupując coś w sklepie z tzw. naturalną medycyną zobaczyłam reklamę czarnego czosnku. Zapytałam sprzedawcę w chwili między badaniem nawilżenia skóry, a płaceniem za to co już miałam na ladzie. Okazało się że jest. Pan pokazał mi mały słoiczek. Wyobraziłam sobie na jak długo starczy, choć z drugiej strony jeżeli miałaby być ohydny, to lepiej może nie ryzykować. Tym bardziej że cena tego specyfiku jest dość wysoka. Przypomniało mi się jak smakowałam z moją koleżanką po raz pierwszy natto w jednej z restauracji japońskiej,  smak oraz zapach był nie do zaakceptowania . Ale pan zapewnił mnie że to jest przyjemny, lekko słodki smak czosnku, ale już bez agresywnego zapachu i smaku. Zaryzykowałam i to duże opakowanie. Już w domu okazało się na szczęście że z natto to nie ma nic wspólnego. Smak lekko słodki z wyraźną nutą dymną, trochę jak wędzone węgierki.  Bardzo delikatny smak i zapach. Ważne jest by nie poddawać go obróbce cieplnej. Ten czosnek ma jeszcze więcej właściwości zdrowotnych niż nasz poczciwy, nie przetworzony biały ząbek. Nie można też go nadużywać, bo działanie jest silne. Bo to naturalny antybiotyk o silnych właściwościach przeciwzapalnych, bakteriobójczych, przeciwgrzybicznych, antywirusowych i antynowotworowych.  W Azji uważano że przedłuża życie. Dlatego warto go nabyć i dodawać gdzie się da. Ja dodałam do pierwszego dania, jakie robiłam po jego zakupie.  Sos do makaronu można zrobić z dodatkiem pancetty lub bez. 


Składniki
500 makaronu orcchiette ( uszka )
2 grube plastry pancetty ( opcja )
750 passaty pomidorowej
1 liść laurowy
2 kulki ziela angielskiego
1 łyżeczka oregano
2 ząbki czosnku
2 średnie cebule
olej do smażenia
listki bazylii 
kilka ząbków czarnego czosnku

Cebulę kroimy w kostkę smażymy na oleju, na lekko złoto. Dodajemy passatę pomidorową oraz przyprawy. Następnie możemy dodać drobno pokrojoną pancettę. Dodajemy zmiażdżone ząbki czosnku. Gotujemy kilka minut, by smaki się przegryzły. Mieszamy ugotowany al dente makaron  z sosem. Podajemy ze świeżymi listkami bazylii i posypane ząbkami czarnego czosnku. Po 2 ząbki na osobę. 

29 grudnia 2017

Sytocha. Sycąca potrawa z Urzecza.



O tej potrawie już kiedyś pisałam, na początku mojej przygody z Urzeczem. Urzecze to mikroregion etnograficzny, można powiedzieć najbliżej Warszawy. Nawet kiedyś będący jej obecną częścią, bo sięgał aż po Saską Kępę po mojej stronie Wisły i po Siekierki po drugiej stronie. Stąd też moje zainteresowanie, bo można obcować z ciekawą kulturą na wyciągnięcie ręki niemalże. Fakt, że materialnych w postaci domów, dworów i innych obiektów budowlanych niewiele zostało, jednak zachowało się sporo informacji o tym terenie, w tym przepisy kulinarne na dania z Urzyca. Niektóre z nich są robione do dnia dzisiejszego przez gospodynie z tego terenu. 
Do zrobienia sytochy przymierzałam się dość dawno, ale nie miałam przepisu, a szczególnie dokładnego sposobu robienia tego specjału. Dopiero po warsztacie kuchni z Urzecza mogłam spróbować ją zrobić sama w domu. Najważniejsza okazała się rada, żeby gotować pulpę ziemniaczaną, dopóki nie przestanie chrzęścić w zębach. Ponieważ na warsztacie próbowałam ugotowane już danie, nie wiedziałam jak smakuje ono na każdym etapie gotowania. To bardzo cenna uwaga, szczególnie jak się ma robić sytochę pierwszy raz. Ważne jest również to, by dobrać odpowiedni rodzaj ziemniaka, taki z rodzaju mączystych, nie wodnistych. 

Składniki 
2 kg ziemniaków
1  łyżka soli
ok. 2 litrów wody

Obrane ziemniaki trzemy na tarce na małych oczkach. Układamy sito nad garnkiem. Na sito wykładamy masę ziemniaczaną. Płuczemy zawartość zimną wodą. Dobre płukanie zapobiega późniejszemu przywieraniu dania. Następnie odciskamy nadmiar wody z masy ziemniaczanej. Przekładamy pulpę do innej miski. 


Wodę z ziemniaków odstawić na około godzinę, by na dnie zgromadziła się skrobia ziemniaczana. Tymczasem w garnku gotujemy wodę z solą. Do wrzątku dodajemy odciśniętą z wody pulpę ziemniaczaną i mieszamy. Gotujemy, aż  masa przestanie chrzęścić w zębach, czyli około 15 -20 minut. Czasem więcej, zależy to od ziemniaków. 


Odlać wodę z garnka z dna zebrać skrobię i rozprowadzić podobnie jak kisiel w małej ilości wody. Cienkim strumieniem wlać mieszaninę do gotujących się ziemniaków i mieszać energicznie, by nie powstały grudki. Zagotować razem. Podawać okraszone okrasą z przesmażonego podgardla lub surowego boczku z cebulką i posypane zieleniną. 
Danie można również odgrzane lub odsmażone spożyć następnego dnia. Co ciekawe, zachowuje swą kisielowatą konsystencję, a smakuje jeszcze lepiej według mnie. 

28 grudnia 2017

Warsztat kuchni z Urzecza.


Urzeczem jestem zafascynowana od kiedy przeczytałam książkę Łukasza Maurycego Stanaszka " Nadwiślańskie Urzecze i pojechałam na spotkanie z autorem w Czersku. Podwarszawski mikroregion etnograficzny". Czytając książkę, można się zagłębić w zupełnie innym świecie. Ludzi pracujących na polach przy Wiśle, liczących się z tym że Wisła wylewa co jakiś czas i można to wykorzystać by użyźnić glebę, która później będzie rodzić lepsze i większe plony. Świat domów na terpach, wiatraków, chałup i dworów rozsianych tu i tam. Ciekawej " mieszanki " antropologicznej tych terenów, oryli, pięknych ubiorów odświętnych w tym mojego ulubionego haftu naramiennego w kolorze czarnym oraz  kuchni Urzecza, pełnej niespotykanych wcześniej dla mnie smaków. Z radością przyjęłam zaproszenie wicestarosty piaseczyńskiego Arkadiusza Strzyżewskiego na warsztaty kulinarne, jakie miały się odbyć w Górze Kalwarii w Zespole Szkół Zawodowych. Dotyczyć miały właśnie kuchni Urzecza. Sytocha, barszcz buraczano-chrzanowy czy siuforek to tylko niektóre z propozycji, jakie ma do zaoferowania ta kuchnia. A w warsztacie miały uczestniczyć uczniowie, by tą wiedzę stosować później
Na początku pokrótce o Urzeczu opowiedział oczywiście Maurycy Stanaszek, jak zwykle ciekawie i z pasją. Kuchnia Urzecza bazowała na potrawach z ziemniaków, mąki, burakach, rybach oraz owocach z sadów. 


Sytocha oraz barszcz chrzanowo-buraczany otrzymały certyfikat " Kulinarnego Dziedzictwa Mazowsza". Certyfikat prezentuje pani Grażyna Leśniak.


Dwa zespoły uczniów w szkole w Górze Kalwarii były gotowe do pracy. W środku Pani dyrektor szkoły oraz Panie z zespołu "Łurzycanki". 


Pierwsza przygotowywana była sytocha. Do jej przygotowania są potrzebne ziemniaki ( najlepiej takie bardzo mączne, nie wodniste ), dobrze je zetrzeć na tradycyjnej tarce, na małych oczkach. To żmudna praca, ale się opłaca. 



Do zrobienia sytochy potrzebne jest gęste sito, może być takie tradycyjne jakie przyniosły ze sobą Panie z zespołu " Łurzycanki". Ważne by danie nieustannie mieszać, by się nie przypaliło. 




Sytocha to jedno, a do niej potrzebna okrasa z przesmażonego podgardla lub boczku z cebulką. Można posypać szczypiorkiem lub koperkiem. Wtedy danie jest pełne. 


Uczniom, a w zasadzie w większości uczennicom pomagał wicestarosta Piaseczna Arkadiusz Strzyżewski.



Barszcz chrzanowo-buraczany. Na zakwasie z buraków z dodatkiem chrzanu, najlepiej świeżo startego oraz zabielany śmietaną z żółtkami. Kiedyś już zrobiłam wariację na jego temat po programie telewizyjnym. 


W międzyczasie panie z zespołu Łurzycanki, pani Grażyna Leśniak i Maurycy Stanaszek zaśpiewali nam piosenki z terenu Urzyc. 


Na końcu była robiona zupa inspirowana siuforkiem. Oryginalna zupa była robiona z głów lub całych ryb rzecznych z warzywami. Tutaj zupę przygotowano na bazie ryb morskich. To danie przygotowywano głównie na Wigilię. 



To było bardzo inspirujące spotkanie, już na drugi dzień zrobiłam sytochę i bardzo nam wszystkim smakowała. Mam nadzieję, że zainspiruje jeszcze dużo osób i kuchnia Urzecza, dzięki temu stanie się bardziej znana. Tym bardziej, że kuchnia ta ma sporo do zaoferowania. 

Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione