Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maniok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maniok. Pokaż wszystkie posty

03 września 2017

Gotowanie wegetariańskie z Inessą i Tapi.


Zawsze miło się spotkać i razem gotować z Inessą. Poznałyśmy się już dawno temu na Historiach Kuchennych, gdzie przybliżyła nam kuchnię Koreańczyków w Azji Środkowej. Byłam już u niej też na warsztatach  kuchni koreańskiej. Potem widywałyśmy się często w związku z ruchem Slow Food Youth oraz na Slow Market, gdzie można dostać smakołyki przez Nią przygotowywane.  Tym razem Inessa robiła z nami przekąski z cukinii z sezamem, zupę z wakame, sałatkę z bakłażanami, smażone tofu i sałatkę z kalafiora. 


Tym razem zaprosiła również do gotowania swojego kolegę, właściciela restauracji Ganesh Resturant.  Tapi Sharma ku mojemu wielkiemu zadowoleniu pokazał jak się robi DAL TADKA oraz jajecznicę z kalafiora. Jednak tematem przewodnim był ryż. Zupełnie inaczej i z innego ryżu przygotowuje się ryż do dań koreańskich czy japońskich, a inaczej do dań indyjskich. W daniach indyjskich króluje oczywiście zgrabny i cienki ryż basmati, gotowany na sypko. Ryż do dań typu sushi czy do zup azjatyckich powinien dać się po ugotowaniu łatwo chwycić pałeczkami. 


Gotowaliśmy wspólnie w " Kuchni spotkań IKEA " w Warszawie przy Alejach Jerozolimskich. Wszystkie dania Inessy  były wegańskie, co było jej zamierzeniem . 


Inessa pokazywała tajniki przygotowywania zupy na bazie glonów wakame, cebuli i czosnku. Serwowana najlepiej ze smażonym, marynowanym wcześniej tofu oraz ryżem ugotowanym jak do sushi. 


Bardzo dobry drink na bazie jogurtu methi ( suszona zielona kozieradka ) do zrobienia w krótkim czasie. 


Marynowane tofu czekało na późniejszą obróbkę poprzez smażenie.


Dobre starcie kalafiora gwarantuje, że baurjii, czyli jajecznica z kalafiora wyjdzie taka jak trzeba.


Zupa z wakame już prawie gotowa. Kilka składników, a efekt znakomity


Dal Tadka już gotowy do podania. W wersji Tapiego bardziej przypomina zupę niż sos. A właśnie bardziej z wersją sosu i to dość gęstego spotkałam się w restauracjach w Polsce. Jednak Tapi stwierdził, że jego wersja jest prawdziwa. 


Sałatka z bakłażana z papryką, cebulą i papryką z przyprawami cieszyła oczy feerią barw.  


Sałatka z kalafiora - prościej już się nie da :)


Baurji, czyli niby-jajecznica z kalafiora, zrobione na ostro było przepyszne i niebawem je zrobię domownikom, którzy uwielbiają takie smaki. 


Usmażone, wcześniej marynowane kilka minut tofu łudząco przypominało w smaku smażony boczek. Wrażenie było niesamowite. Szczególnie smakowało też dzieciom. 


Zupa z wakame Inessy była przepyszna. Niebawem po spotkaniu zrobiłam ją w domu,  lekko modyfikując. Szybka i prosta w wykonaniu. Podawana z ryżem gotowanym jak na sushi. 


Ja byłam odpowiedzialna za deser, a był on zrobiony z tapioki, nasion chia, mango  mleka kokosowego. Pyszny i zdrowy. 


Czas na wspólnym gotowaniu płynie bardzo szybko. Najpierw gotowanie, dużo pytań, odpowiedzi, śmiechu, pracy i radości. A potem wspólne jedzenie przygotowanych wcześniej dań. To bardzo miłe chwile w moim życiu. 

30 września 2015

Afryka. Orzechowa zupa kongijska.

To danie szczególnie dla tych co lubią masło orzechowe. Jest sycąca, aromatyczna i w kolorach polskiej złotej jesieni. Jednak z polskimi smakami niewiele ma wspólnego. Przepis pochodzi z kuchni kongijskiej. Zawiera typowe jej składniki jak bataty czy masło orzechowe oraz  specjalny dodatek, a mianowicie FUFU. I tu niespodzianka. Fufu może być robione z manioku, kukurydzy,  a ostatnio nawet dostałam fufu z plantanów ! To taki dodatek w formie puree, dodawany do potrawy jak u nas są dodawane ziemniaki.  Tu jest akurat fufu z manioku. Prawidłowo podaje się fufu do gulaszu i potraw z sosami. Prawą ręką się go odrywa od reszty. Kształtuje kulkę i po zrobieniu w niej wgłębienia zgarnia sos i zjada. Na warsztatach kuchni kongijskiej prowadząca Rose zrobiła fufu z kaszy manny ! I było przepyszne.  Tutaj jest relacja z tych pasjonujących warsztatów . 


Składniki
1 duża pierś kurczaka 
1 cebula 
1 mała słodka papryka zielona ( opcja ) 
1 ząbek czosnku
1  mały batat 
2 pomidory
olej do smażenia 
1 szklanka masła orzechowego
pieprz kajeński
chilli mielone, 
świeżo zmielony czarny pieprz 
sól
dodatek 
fufu z manioku

Na mięsie gotujemy bulion- około 2-3 litry. Gdy mięso jest miękkie wyjmujemy je, by ostygło. Do bulionu dodajemy drobno pokrojone bataty i gotujemy do miękkości. Na  patelni na oleju smażymy pokrojoną drobno cebulę, dodajemy zmiażdżony czosnek i pokrojone pomidory i papryki. Smażymy dość długo , aż uzyska się jednolitą masę. Zamiast pomidorów zimą można dodać koncentrat pomidorowy.  Tą masę dodajemy do bulionu, w którym są już ugotowane bataty i  przecieramy zupę lub miksujemy. Dodajemy masło orzechowe i gotujemy jeszcze 30-40 minut. Po ugotowaniu doprawiamy do smaku. Zupa powinna być dość gęsta i gładka.  Prawie jak sos. Podajemy gorącą z porwanymi kawałkami kurczaka i z fufu obok na talerzyku. Ja podałam razem z zupą. 

15 września 2015

Śliwkowy raj koło Szydłowa.


O tym jak trafiłam do raju śliwkowego chciałam opowiedzieć już dawno.
To był czas wakacji. Upalny sierpień. Dłuższe podróże lepiej zostawić na późne popołudnie, kiedy żar z nieba mniejszy. Wyjechaliśmy po południu. Wieczorem powitały nas całe połacie drzewek, tylko nie widziałam jakich. Było już zbyt ciemno. Rano wybraliśmy się do Szydłowa po zakupy na śniadanie. A tam na targu mnóstwo śliwek ! Różnych, różniastych jak to się mawia. I jeszcze wędzone na wagę. Ale nie kalifornijskie ! Wędzone śliwki odmiany CACANSKA RANA. Pani sprzedająca zachwalała jako miejscowy specjał. Niesamowity smak i zapach ! Owoce wędzi się w gorącym dymie  dębowym, bukowym lub z drzewek owocowych.



Oczywiście kupiłam trochę wędzonych i kilo świeżych tej samej odmiany. Ale to był już prawie koniec jej owocowania, a szkoda, bo to wyjątkowo smaczna odmiana. Dostaliśmy jeszcze trochę od gospodarza, u którego mieszkaliśmy pośród śliwkowych pól.  Słodycz zamknięta w niepozornym owocu. Tak to był śliwkowy raj właśnie.


Potem trzeba było się przerzucić na inne odmiany. Na szczęście stoisk z innymi śliwkami nie brakowało. Wszak to zagłębie śliwkowe. Jest też produkt regionalny - śliwowica szydłowiecka. Trzeba pytać, a uda nam się go kupić. 


Na obszarze gminy Szydłów jest mnóstwo sadów i to w większości śliwkowych. Przejeżdżając tamtędy wielokrotnie nie widziałam tego. Co ciekawe produkcja śliwek z tego terenu to prawie 1/5 polskiej produkcji śliwek ! Są to głównie śliwki słodkie jak węgierka zwykła, President czy Cacanska Rana. Czy ktoś w Was kupując śliwki zastanawiał się nad tym, że to nie są jednakowe owoce ? Dowiedziałam się, że w tym rejonie jest uprawiane około 45 odmian śliwek. Ja widziałam tylko kilkanaście. 

Cacanska Rana
Cacanska Lepotica
Mirabelka
Japońska ( Japonka)
President
Renkloda Ulena
Węgierka Dąbrowicka 
Węgierka Zwykła ( bardzo stara odmiana )


Zagłębie śliwkowe w okolicach Szydłowa i w samym Szydłowie. Piękna okolica, kilka fajnych miejsc w pobliżu. Sam Szydłów to klimatyczne miejsce. Wspaniałe mury obronne, które witają przybyszów już z daleka. Brama Krakowska. Cały zespół zamkowy, kilka kościołów  i zabytkowa synagoga. Ale w samym  mieście i okolicy brak restauracji czy baru, gdzie by serwowano jakiekolwiek danie ze śliwek. Absolutnie nic. Postanowiłam sama coś zrobić z miejscowych śliwek. Wykorzystałam śliwki Cacanska Rana w wersji świeżej i wędzonej. Oraz inne produkty, które miałam na wakacjach. 


Składniki
1/2 kg piersi indyka
1 cebula
1-2 wędzone małe oscypki
parę wędzonych śliwek węgierek
kilka śliwek węgierek
1 pomidor
sól morska wędzona na drewnie dębowym
czarny mielony świeżo pieprz
olej do smażenia
wykałaczki 

dodatki 
sezam biały
makaron ryżowy lub z tapioki
orzechy nerkowca

Pierś indyka staramy pokroić się na cienkie plasterki. Lekko rozbijamy i kładziemy wcześniej namoczoną i wypestkowaną wędzoną śliwkę węgierkę oraz kawałek oscypka. Pieprzymy, nie dodajemy soli bo ser wędzony jest zazwyczaj słony. Zawijamy i spinamy wykałaczką.  Cebulę kroimy w kostkę i wrzucamy na olej. Na to kładziemy roladki z indyka i obsmażamy na złoto. Dodajemy wypestkowane śliwki, pokrojone w cząstki oraz obranego ze skóry i pokrojonego pomidora. Dusimy aż smaki się połączą. Kolor sosu wychodzi bardzo ładny. Do sosu dodajemy sól morską wędzoną na drewnie dębowym, w celu pogłębienia dymnego charakteru. Podajemy z makaronem  ryżowym, posypane uprażonymi na suchej patelni sezamem białym i orzechami nerkowca. Można dodać z powodzeniem np. uprażone pestki słonecznika czy inne nasiona.  


W okolicy można też zobaczyć dzikie odmiany śliw, jak ta piękność poniżej.


08 kwietnia 2015

Azjatyckie inspiracje. Makaron zong ( mien dong) z boczniakami królewskimi.


Parę lat temu jadałam czasem w barach, zwanych przez większość ludzi " u  Chińczyka ". Chińczyk ten był  w istocie przeważnie Wietnamczykiem. Wtedy jeszcze nie miałam dużego pojęcia o prawdziwym wietnamskim jedzeniu. Jadło się różne dziwne miksy typu " ryż z mięsem ( wieprzowiną/ kurczakiem / wołowiną ) w sosie np curry z warzywami, 5 smaków, z bambusem, to oczywiście z polską sałatką z kapusty. Mnie jednak zainteresowało danie " Makaron zong smażony z wołowiną ". W porównaniu z innymi daniami smakowało trochę inaczej. Próbowałam robić to danie z makaronem ryżowym, ale nie wychodziło mi jak trzeba. Nie ten kolor i nie ta śliskość i aksamitność makaronu. Aż podczas ostatniej wizyty w Wólce Kosowskiej ujrzałam ten makaron w sklepie z wietnamską żywnością. Tajemnica tkwi w tym, że to nie jest makaron ryżowy, tylko makaron z manioku. I ma ładny lekko beżowy kolor. Po obróbce cieplnej jest aksamitny, lepki i przepyszny. Znakomity do zasmażania. W Wólce kupiłam również boczniaki królewskie i świeże tofu. Kupiłam też  warzywo podobne do cukinii. Ale z dziurką w środku. Nazywa się BENINKAZA SZORSTKA. Postanowiłam stworzyć jakieś danie na jej podstawie. Wyszły nawet dwie wariacje. Obie bezmięsne.


Składniki

250 gr suchego makaronu z manioku ZONG ( Mien Dong )
1 cebula 
2 duże  boczniaki królewskie
1 opakowanie świeżego tofu
lub 2 średnie cukinie
2-3 tajskie papryczki chilli
2 łyżki sosu ostrygowego
2 łyżki sosu sojowego
1/2-1 łyżka sosu rybnego
olej do smażenia
1/2 pęczka kolendry
1/2 pęczka dymki
pędy lotosu marynowane
sok z limonki



Cebulę i grzyby kroimy w kostkę i  obsmażamy na oleju. Dodajemy cukinię i chilli. Dodajemy sosy do smaku. Przygotowujemy makaron i dodajemy do dania. W ostatniej chwili dodajemy pokrojone w kostkę tofu. Wcześniej można go obsmażyć na aromatycznym oleju. Serwujemy z piklami z pędów lotosu i zieleniną.  Można skropić sokiem z limonki.


Beninkaza szorstka nie jest taka szorstka. Wygląda trochę jak duża cukinia z dziurką w środku. Jednak smak jest inny niż cukinii i zapach ogórka.


Składniki

około 15 cm beninkazy szorstkiej
1 duży pomidor
parę gałązek laksy (rau ram)
sos rybny do smaku
olej do smażenia

Przesmażyć na oleju obraną i pokrojoną w krążki beninkazę. Gdy już będzie lekko miękka dodać pokrojone cząstki pomidora. Dodać laksę oraz sos rybny do smaku.





11 grudnia 2014

Wietnamem inspirowane. Deser kokosowy z tapioki.

Pierwszy raz podobny deser, złożony głównie z kolorowych perełek manioku  jadłam w restauracji wietnamskiej Nam Sajgon, gdy jeszcze była na ulicy Brackiej. Taki deserek nie jest trudny do zrobienia. Tylko trzeba kupić tapiokę, czyli takie kuleczki zrobione z manioku. Maniok ma jak widzicie wiele zastosowań. Deserek pierwotnie był bez nasionek chia, ale postanowiłam zrobić kontrast i dodałam do części masy chia. Nasiona chia są bardzo zdrowe, więc warto je dodawać do posiłków. Nie jest to wierna kopia wietnamskiego deserku, gdyż moja jest gęściejsza w strukturze. Jest to wynikiem nie wrzucania kuleczek do wrzątku, tylko gotowania od początku w zimnym płynie oraz nie przelewania kuleczek po ugotowaniu zimną wodą. Wtedy wersja wychodzi bardziej płynna niż lekko budyniowa jak u mnie. Do takiego deseru nadają się świeże owoce jak papaja, melon czy mango.

Składniki 

1 szklanka tapioki
2 do 3 szklanek mleka, wody lub mleka roślinnego
250-300 ml  mleczka kokosowego
2 banany
100 gr cukru
2-3 łyżki wiórek kokosowych
nasionka chia ( opcjonalnie ) 
rodzynki ( opcjonalnie )
inne owoce suszone ( opcjonalnie )


Tapiokę po przepłukaniu zalać w naczyniu  mlekiem, wodą lub mlekiem roślinnym. Odstawić na 20 minut. Następnie do naczynia wlać resztę wody, mleka lub mleka roślinnego dodać tapiokę i gotować na małym ogniu. Często mieszać i pilnować by kuleczki nie przywierały. Gdy masa jest za gęsta można dodać nieco płynu. Kuleczki powinny stać się przeźroczyste. Wtedy dodajemy pokrojone w plastry banany, cukier oraz mleczko kokosowe. Ewentualnie rodzynki i inne suszone owoce. Gotować razem 10 minut. Ja część masy odłożyłam do innego naczynia i dodałam do niego nasiona chia. 
Deser nalałam do szklanek przekładając masą z chia, dla zdrowia i efektu kolorystycznego. Posypałam wierzch wiórkami kokosowymi. 
Deser powinno się schłodzić przed podaniem. 
Porcja dla 6 osób


08 listopada 2014

Afryka. Warsztat kuchni kongijskiej. Sauce de feuilles manioc



Ten warsztat zapewnił mi jedne z najciekawszych kulinarnych doznań jakie dane mi było spróbować. Kuchnia zupełnie nieznana i przez to bardzo tajemnicza. Prowadziła je Rose pochodząca z Demokratycznej Republiki Konga. Już same składniki zgromadzone na warsztat na stole były ciekawe: czerwony olej palmowy, mrożone zielone liście manioku, bataty.


Byłam pierwsza na warsztacie, więc natychmiast zaoferowałam swoją pomoc przy przygotowywaniu gulaszu, kroiłam składniki : cebulę, pomidory. Potem jeszcze była dodawana wołowina, koncentrat pomidorowy i przyprawy.

Charakterystyczną cechą potraw było doszczętne rozgotowanie składników, a w szczególności warzyw. Sos z wołowiną był niemal gładki, bez stosowania blendera. Ale i czas jego gotowania był odpowiednio długi.
Zapytałam Rose o to rozgotowanie warzyw na papkę i potwierdziła, że moje spostrzeżenia są trafne. Taki sposób przygotowywania sosów jest normalnie praktykowany w okolicach z jakich pochodzi.
Sprawną komunikację między nami umożliwiała obecność tłumaczki. Języka francuskiego nie znam, a w tym języku mówiła Rose. 




Sauce de feuilles manioc


To maniok jest najczęściej stosowanym warzywem. Stosowane są zarówno bulwy manioku, jak i zielone liście tego warzywa. Ze zmielonych bulw manioku robi się również makę zwaną gari.  Z niej robi się papkę, stosowanej jako dodatek do dania głównego jak u nas np ziemniaki czy kasze. Zatem maniok ma mnóstwo zastosowań.
U nas jest możliwy zakup zielonych liści manioku jak na razie w stanie mrożonym. Na szczęście jest sklep z produktami pochodzenia afrykańskiego. Można tam dostać wspomniany już maniok w stanie liściastym, olej palmowy, olej kokosowy. Często stosowanym składnikiem w kuchni kongijskiej są suszone ryby, dodawane do sosów zarówno mięsnych, jak i warzywnych. Te ryby też można dostać we wspomnianym sklepie. Jest tam też duży wybór mrożonek. Można się po wizycie w sklepie pokusić się o przygotowanie jakiegoś dania afrykańskiego.
Sauce de feuilles manioc przygotowuje się z zielonego manioku, bakłażanów, czosnku, cebuli, zielonej papryki, oleju palmowego, można dodać rybę, lub rybę suszoną.

Bataty przed obraniem



Bataty stanowią ważny składnik diety. Obrane i pokrojone w półksiężyce wylądowały w zimnej wodzie, do której potem Rose dosypała vegety. Smaży się je w głębokim tłuszczu. Podaje gorące. Ponieważ są dość słodkie pasują do nich sosy ostro-kwaśne moim zdaniem.


Oprócz manioku często są stosowane bulwy yam, bulwy taro, plantany, okra, kukurydza, wszelkie orzechy, masło orzechowe, sos z  olejowca gwinejskiego ( moambe),  ryż,  suszone ryby, różne odmiany strączkowych.


Bardzo ciekawe wykorzystanie kaszy manny. Ugotowanie jej na gęsto, by dało się ją łatwo jeść rękoma dało dobry efekt. Bo tak jadają często dania w kraju Rosy. W krajach afrykańskich do mięsa stosuje gorące dodatki do gulaszów w postaci fufu, gari czy ugali. Masę formuje się w kulkę, łatwą do posługiwania się przy użyciu samych rąk. Usłyszałam historię o samej filozofii jedzenia rękoma. Trudno gorącym jedzeniem poparzyć przełyk, gdy najpierw jest możliwe chwycenie jedzenia rękoma. Wynikało to z tradycji, ale obecnie gdy można już korzystać ze sztućców nadal jest popularne. Sama Rose tak jadła przygotowaną potrawę. 


Kompletne danie jakie przygotowaliśmy razem składało się z kaszy manny ugotowanej na gęsto, gulaszu z wołowiną oraz sosu z manioku ( Sauce de feuilles manioc ) oraz pieczonych batatów. Wszystko to było bardzo smakowite.

19 lutego 2014

Kulinaria w soczewce wiedzy- sesja naukowa ( część I )





W piwnicach na Starym Mieście w Warszawie, odbyła się sesja naukowa na temat kulinarny "Kulinaria w soczewce wiedzy". By uczestniczyć w sesji trzeba było się zarejestrować internetowo. Miejsca " rozeszły " się jak świeże bułeczki. Warto było wziąć wolny dzień i przybyć rankiem na Stare Miasto. Idąc mogłam podziwiać zamgloną Warszawę, prawie bezludną przy Zamku Królewskim. 


Sesja była podzielona na kilka około 45 - minutowych prezentacji. Tematyka była bardzo różnorodna. 

Po oficjalnym powitaniu dr Agnieszka Białek opowiedziała o jadłospisie Słowian Zachodnich w świetle obecnej wiedzy żywieniowej. Oparła się m.in. na badaniach z grodziska w Żmijowisku, w tym na wiedzy z Warsztatów Archeologii Doświadczanej. Największe spożycie było produktów zbożowych- jako będących najważniejszym źródłem białka, w tym mąki owsianej i otrębów żytnich.   Gotowano żur na zakwasie z mąki żytniej, polewkę z łobody oraz tłókno. Sprawdziłam potem że tłókno często gościło na stołach Słowian, a przygotowywano je z uprzednio uprażonego i rozkruszonego zboża, rzucanego potem na wrzątek. Jadano je z miodem lub olejem. Słowianie  spożywali też dużo warzyw i owoców. Powszechnie znane im było ich suszenie i kiszenie. Kiszono liście barszczu, mniszka, chrzan, pietruszkę. Przygotowywano bryje, barszcze i polewki z tych składników. Spożywano też ryby, szczególnie słodkowodne ( okoń, jazgarz ). Mięso gościło rzadko w jadłospisie, ale już wtedy znano metody jego konserwacji. Tłuszcz zwierzęcy łatwo jełczeje.  Znana była suszona szynka wieprzowa.  Słowianie tłoczyli też oleje,  z lnu, konopi i maku. Sól była towarem cennym, służącym do konserwowania żywności. Stosowany był miód. Jeżeli nałoży się sposób żywienia Słowian na obecną piramidę żywnościową, to można stwierdzić że jest bliższy ideałowi niż współczesny sposób odżywiania. 

Magdalena Tomaszewska -Bolałek, autorka książek : " Tradycje kulinarne Japonii"   " Japońskie słodycze "  opowiedziała pasjonującą historię o ryżu w kulturze i kuchni Azji. Przyznam, że to jeden z moich ulubionych tematów. Ryż siewny ( oryza sativa ) dominuje w krajach azjatyckich. Inną nazwę Azjaci mają na sadzonki ryżu ( LUA po wietnamsku ), inną na ziarno ( COM po wietnamsku ) oraz na ryż gotowany ( GAO po wietnamsku ). Zapisałam nazwy wietnamskie, bo akurat ta kuchnia mnie absorbuje najbardziej. W krajach azjatyckich ( Chiny, Wietnam, Indie, Japonia, Korea i inne ) w miejscowych religiach istniały bóstwa poświęcone kultowi ryżu. Bardzo ciekawa jest wietnamska historia powstania ryżu w obecnej postaci.  Kiedyś ryż był wielkości głowy ludzkiej, gdy już dojrzał toczył się do domostw i sam wskakiwał do garnka. Raz się zdarzyło, że nieporządna gospodyni zaczęła uderzać go łopatką, aż się nieszczęsny rozpadł na mnóstwo kawałków, wielkości obecnego ryżu. Prowadząca opowiedziała też o najpopularniejszych potrawach z ryżu : CHAO FAN, BIRYANI, MOCHI, BIBIMBAP oraz moje ulubione PHO. Odkryciem dla mnie była potrawa rodem z Korei Bibimbap. 



Dowiedziałam się, że jest kilka teorii na temat powstania mojej ulubionej wietnamskiej potrawy PHO. Co prawda nie jest to potrawa z samego ziarna ryżu, ale  liczy się jej popularność, jako potrawy " ryżowej". Ten szalenie aromatyczny bulion gotowany wolno i długo na kościach wołowych, jest podawany zazwyczaj z kawałkami wołowiny z łaty oraz makaronem ryżowym.  Chińczycy podają pho z wieprzowiną. Podobno pho  powstało stosunkowo niedawno w Hanoi.

Monika Ślizowska opowiedziała o afrobrazylijskiej kulturze kulinarnej, czyli o formowaniu się tradycji i smaków kuchni brazylijskiej.  Był to wpływ rodzimej kultury indiańskiej, kolonizatorów oraz niewolników z Afryki. Oprócz czynnika ludzkiego spory udział  miała uprawa trzciny cukrowej. Trzcina cukrowa została sprowadzona do Brazylii w 1532 roku. Kultura cukru pozwoliła niewolnikom zachować swoją tożsamość. Wtedy też powstały wielkie majątki. Często niewolnice prowadziły kuchnie swoich panów i miały duży wpływ na ich sposób odżywiania. Co ciekawe w domach właścicieli majątków nie było jadalni. Jadano gdziekolwiek, często na podłodze i rękoma.


Duży wpływ na powstanie kultury kulinarnej mieli uliczni sprzedawcy słodyczy w większości kobiety. Na liściach bananowca podawano ciasteczka z mąki kukurydzianej lub maniokowej, jako dodatek do kawy. Wokół tych osób, stanowiących wartość samą w sobie tworzyła się specyficzna atmosfera zabawy. Mieszały się rasy i kultury. Metysaż kulturowy. Powstał kolorowy naród i kuchnia. Typowymi  składnikami dla kuchni brazylijskiej były cachaca ( wódka z trzciny cukrowej, która tam powstała ), olej palmowy, jaszczurki, kapibary, pancerniki, banany, mleko kokosowe, czarna fasola, serca palmowe, okra ( quiabo ), pieprz malaqueta. Maniok zastąpił używany przez Indian pochrzyn. Jako naczynia do gotowania i do podawania służyły liście bananowca. 
Powstały liczne dania narodowe m.in. acaraje, feijoada. W samej  Brazylii jest 9 kuchni regionalnych.
Opowiadająca o kuchni brazylijskiej spowodowała to, że zapragnęłam pogłębić moją wiedzę na ten temat. I w najbliższym czasie ugotuję coś brazylijskiego :) Zupę z serc palmowych już robiłam.

O kolejnych tematach sesji i rozmowach  "pomiędzy " napiszę niebawem.
Zapraszam do lektury.



Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione