Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

18 marca 2020

Barszcz z kiszoną kapustą



Gdy po raz pierwszy spróbowałam tej zupy to byłam zachwycona. To było sztandarowe danie mojej drugiej teściowej ze Starachowic. Na początku myślałam że to rodzaj białego barszczu z dodatkiem kiszonej kapusty, ale okazało się że to zupełnie inna zupa. Nigdy wcześniej nie jadłam takiej. Gdy ugotowałam ją po raz pierwszy zrobiłam jeden błąd, choć nie wynikał on z mojej winy. Nie przepłukałam kapusty i wyszła mi trochę mieszanka zupy teściowej z naszym kapuśniakiem czy zarzucajką. Zawiedziona była okrutnie. Błąd wynikał z tego, że w przepisie od teściowej nie było tej subtelnej wskazówki. Bez przepłukania kapusty to już nie będzie ta sama zupa ! Niedawno dowiedziałam się że teściowa gotowała tą niezwykłą zupę również z królika. Nie można powiedzieć, że czy to typowa kuchnia rejonu świętokrzyskiego, bo teściowa pochodziła w zasadzie z rejonu Iłży, zatem blisko pogranicza z ziemią świętokrzyską, ale Iłża to ziemia radomska.

4 kawałki żeberek wieprzowych lub kostki schabowe
garść borowików lub/i podgrzybków suszonych
1 mała cebula ( opcja )
3 liście laurowe
kilka ziarenek ziela angielskiego
kilka ziarenek czarnego pieprzu 
600-700 g kapusty kiszonej
sól do smaku
około 200 ml śmietany 12%

ziemniaki gotowane
omasta z podgardla lub/i słoniny lub/i boczku surowego

Na żeberkach lub kostkach schabowych gotujemy wywar, dodając do niego grzyby suszone, liście laurowe, ziele angielskie i czarny pieprz. Można dodać pokrojoną w ósemki cebulę. Gdy mięso jest miękkie dodajemy przepłukaną kapustę, posiekaną na kawałki. Gotujemy do miękkości kapusty. Wtedy dodajemy śmietanę i doprawiamy do smaku. 
Podajemy gorącą z tłuczonymi ziemniakami z omastą z tłuszczyku. 



15 września 2019

Kuchnia Urzecza w Łukówcu



Przyznam, że przyjechałam na tą imprezę specjalnie do Łukówca, by spotkać z kuchnią Urzecza. Bardzo kibicuję temu mikroregionowi, który po mojej stronie Warszawy rozciągał się prawie do Grochowa. Podobają mi się stroje urzeckie i ciekawa kuchnia. Pisałam już o tym kilka razy na blogu i nie tylko. Uczestniczyłam w warsztatach kuchni Urzecza i gotowałam ich dania. Moją ulubioną jest sytocha.
Tym razem mogłam spróbować po raz pierwszy śliwianki, zupy ze śliwek. Byłam ciekawa, czy jest podobna do barszczu śliwkowego mojego taty. Ale to zupełnie inna zupa śliwkowa. Na słodko, podawana z kluskami, choć normalnie była serwowana z ziemniakami i omastą. Był serwowany też barszcz chrzanowo- buraczany, który był jadany na Urzeczu na Wielkanoc. Posłuchałam o różnych wersjach tej zupy. Chciałam też koniecznie spróbować warkocza drożdżowego z syropem buraczanym i orzechami włoskimi. Przepyszny smak. Będzie tylko problem ze zdobyciem syropu buraczanego. Od kiedy zlikwidowano u nas większość cukrowni, trudno znaleźć pole z burakami cukrowymi. Mam ochotę zrobić to ciasto w najbliższym czasie, po moim debiucie z ciastem drożdżowym. Teraz są zbierane przepisy regionu Urzecza do książki kulinarnej od jego mieszkańców. Został ogłoszony dzisiaj konkurs.


Warkocz drożdżowy


Barszcz buraczano-chrzanowy




śliwianka



08 września 2019

Flaki



Flaki to danie sztandarowe mojego męża. Odkąd po raz pierwszy zdecydował się by je zrobić,  są u nas daniem goszczącym regularnie. I przyznam są naprawdę znakomite.  A ja przecież nie przepadam za podrobami. Kiedyś flaki jadłam tylko na uroczystościach rodzinnych, w moim domu rodzinnym ich się nie robiło. Na początku mąż dodawał trochę za dużo marchewki i korzenia pietruszki, przez co danie było trochę za słodkie. Teraz słodkość jest idealna, a dodatek świeżego imbiru podkręca je odpowiednio.  Gęś pilnuje miski, ale w daniu nie ma gęsiny. Ot gąska ochroniarz. A jeszcze ciekawostka na temat flaków. Jak byliśmy na Białorusi, tamtejszy Polak z miejscowości Baranowicze który nam wynajmował mieszkanie powiedział, że na flaki to on jeździ do Warszawy. Tam mieszka jego syn teraz. My też czasem wpadamy na Pragę, do lokalu " Pyzy, flaki gorące ".


1 kg flaków wołowych
2 marchewki
1 korzeń pietruszki 
około 1 cm imbiru świeżego
1 średnia cebula
1/4 dużego selera
4-5 suszonych grzybów
1,5 - 2 litry bulionu z kości wołowych i 70 dag wołowiny
kilka ziarenek pieprzu
3-4 ziarenka ziela angielskiego
2 duże liście laurowe
olej rzepakowy do smażenia
sól do smaku 
1,2 łyżki mąki pszennej ( opcja )
szczypta gałki muszkatołowej
świeżo zmielony czarny pieprz
2 łyżeczki przyprawy do flaków ( opcja )
majeranek
papryka słodka w proszku
papryka ostra w proszku 


Flaki płuczemy, a następnie 1,5 godziny gotujemy je w wodzie. Odlewamy wodę. W nowej wodzie gotujemy jeszcze godzinę. W tym czasie gotujemy rosół wołowy na kościach i mięsie oraz grzybach. Po odlaniu wody wkładamy flaki do rosołu i dodajemy pieprz w ziarenkach, liście laurowe oraz ziele angielskie. Dodajemy marchewkę, seler i pietruszkę starte na tarce po kilku minutach.  Na oliwie smażymy cebulę pokrojoną w drobną kostkę. Do tego dodajemy mąkę pszenną i robimy zasmażkę. Można dodać samą cebulę przesmażoną, jak nie chce się dodawać zasmażki. Do gotujących się flaków dodajemy pokrojoną w drobne paski lub szarpaną wołowinę z rosołu. Doprawiamy przyprawami i chwilę razem gotujemy, by smaki się przegryzły.  Podajemy gorące !




16 sierpnia 2019

Kurpiowskie specjały. Racuchy z kaszy gryczanej



Kurpie są w moim sercu od dawna. W Nowogrodzie byłam po raz pierwszy w skansenie. I zakochałam się od razu w tego typu miejscach i w Kurpiach. Potem pojawiałam się skansenie przy każdym dłuższym pobycie w Łomży lub jak przejeżdżaliśmy w pobliżu. Pierwszą potrawą kurpiowską jaką spróbowałam był rejbak - babka ziemniaczana oraz psiwo kozicowe. Bardzo mi smakowały. Raz w domu piekłam babkę ziemniaczaną i zrobiłam fafernuchy. Należy rozróżnić Kurpi Puszczy Zielonej oraz Kurpi Puszczy Białej.  Koło Łomży spotykamy tych pierwszych. Jakiś czas już nie byłam w tym przepięknie położonym na skarpie Narwi skansenie. Kiedyś tam była gospoda z przysmakami kurpiowskimi. 

W tym roku  w ramach Radomskiego Kalejdoskopu Kulturowego zorganizowano spotkanie z kulturą Kurpi w restauracji  " Gospoda Jaskółeczka ". Na początku był pokaz robienia racuchów z kaszy gryczanej. Dla mnie to raczej kotleciki. To świetny sposób na wykorzystanie kaszy gryczanej, która nam została w nadmiarze. Udostępniam przepis ze strony jaskoleczka.pl. 


– 2 szklanki kaszy gryczanej
– 150 dag twarogu, najlepiej półtłustego
–2 cebule, pokrojone w drobną kostkę
– 2 średniej wielkości jajka
– 3 łyżeczki soli
– 2-3 łyżki bułki tartej
– 1 łyżka koperku, drobno posiekanego
– 2 ząbki czosnku
– 1 łyżka majeranku
– sól, pieprz , olej do smażenia i bułka tarta do obtoczenia
Do garnka wlewamy 5 szklanek wody, solimy, zagotowujemy. Do wrzącej wody dodajemy kaszę, gotujemy na sypko (ok. 12 minut), studzimy. Cebulę smażymy, aż się zeszkli. Studzimy. Połowę ilości kaszy mielemy razem z twarogiem. Do zmielonej kaszy z twarogiem dodajemy kaszę nie zmieloną, ostudzoną cebulę, czosnek przeciśnięty przez praskę, jajka, bułkę tartą, posiekany koperek i przyprawy. Wyrabiamy na gładką masę. Jeśli masa będzie za mało gęsta, możemy dodać jeszcze bułki tartej lub łyżkę mąki ziemniaczanej. Z masy formujemy kotleciki, obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju, aż będą rumiane. Podajemy gorące, najlepiej z surówką z kiszonej kapusty lub z sosem z pieczarek

A potem mogliśmy spróbować pysznego rejbaku, słodkiej zupy fasolowej z suszonymi, wędzonymi śliwkami oraz fafernuchów. Fafernuchy to słodkie ciasteczka na bazie marchewki. Ja uwielbiam wypieki na bazie marchewki. 





A potem czas na ucztę duchową i  folklor kurpiowski. 


03 sierpnia 2019

Pierogi z jagodami




Zanim poznałam mojego obecnego męża nie jadłam zbyt wielu pierogów z owocami. Czasem moja babcia Ania robiła pierogi z jabłkami i cynamonem, jak się okazało że ciasta na pierogi z wołowiną zostało za dużo. Z dzieciństwa nie pamiętam pierogów z truskawkami czy z jagodami. Teraz gdy jest sezon, obowiązkowo je robimy. W czerwcu pierogi z truskawkami, a w sierpniu te z jagodami. Najlepiej od razu duże ilości, które jednak znikają prawie od razu. Kiedyś zrobiliśmy chyba 125 pierogów z truskawkami i tez prawie wszystkie "poszły" od razu.  Ciasto robi mój mąż, zazwyczaj z dodatkiem jajka. Tym razem po warsztacie z Joasią Jakubiuk namówiłam go do takiego bez jajka. Tylko mąka pszenna i gorąca woda. Wyrabiał robot, więc można było dodać gorącą wodę. Przy wyrabianiu rękoma polecam raczej wodę ciepłą, by nie poparzyć rąk. Warto je zrobić, chociaż raz w sezonie. I lepiej większą ilość, bo po co potem się denerwować, że jest ich jak na lekarstwo.



ok 1/2 kg mąki pszennej (pierogowej najlepiej )
ok 1 szklanka gorącej wody
szczypta soli
6- 7 garści jagód 
2 łyżki cukru
śmietanka ( opcja )

Z mąki pszennej z odrobiną soli i wody wyrabia się elastyczne ciasto. Czasem trzeba dodać trochę więcej mąki lub wody, w zależności od mąki jakiej używamy. Ciasto powinno trochę odpocząć w samotności. W międzyczasie trzeba umyć w gorącej wodzie jagody, osączyć je z wody i zasypać cukrem. Następnie osączyć na sicie z nadmiaru soku, jaki się wytworzy. Można go potem dodać np. do śmietanki, jak kto tak lubi podawać pierogi. W krążkach zamykamy farsz, zalepiamy i wrzucamy do gotującej się wody. Delikatnie. I zmniejszamy gaz. Jak wypłyną, gotujemy jeszcze z 5 minut i wyjmujemy cedzakiem z wody na durszlak. Podajemy gorące ze śmietanką lub bez.


01 sierpnia 2019

Warsztat kuchni podlaskiej z Joanną Jakubiuk.



Kisiel owsiany z owocowym dodatkiem


Byłam na świetnych warsztatach kulinarnych i na dodatek w przepięknym miejscu. Już wcześniej miałam iść na warsztaty do Villi Intrata na terenie należącym do pałacu w Wilanowie. Byłam zachwycona tym miejscem. Chyba będę odwiedzać Wilanów częściej.
 



Z Joasią Jakubiuk znamy się od kilku lat, kiedy to w ramach akcji Slow Food oprowadzała nas po Hali Mirowskiej w ramach Sezonowej Akcji Zakupowej. tym razem Joasia była naszą przewodniczką po kuchni podlaskiej, której jest ambasadorką. Na spotkaniu dowiedziałam się, że podobnie jak ja jest dlatego że wrócili. To historia Bieżańców, czyli uchodźców z ziem polskich na tereny rosyjskie. Głównie to byli prawosławni, ale też część katolików. Moi pradziadkowie trafili na tereny Mińszczyzny, do Kojdanowa, obecnie Dzierżyńska. Ale wrócili, podobnie jak przodkowie Joasi.

Zapisując się na ten warsztat jeszcze nie wiedziałam jakie będzie menu. Jednak po cichu liczyłam,że będą to zaguby. Od kiedy zjadłam moje pierwsze pierogi z farszem surowych ziemniaków w Mostach Liwskich, jestem nimi oczarowana. Potem zjadłam odpowiednik podlaski tych pierogów w Drohiczynie. Ale trochę inaczej przygotowane, ugotowane, a potem podane opieczone.  I okazało się, że na warsztacie będziemy je robić od podstaw. I nie tylko. Zaczęliśmy od wstępu na temat ziemniaka, kuchni podlaskiej i kuchni Joasi. A potem zaczęliśmy gotowanie. Zaczęliśmy od zrobienia pasztetu śledziowego. Potem robiliśmy kisiel owsiany. Przyznam, że wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. To bardziej przypomina budyń niż kisiel, ale tylko z wyglądu. W smaku dominuje smak kwaśnawy, drożdżowy. Był kiedyś przygotowywany na Wigilię z cukrem lub gruszewnikiem ( kompotem z suszu, w którym przeważały gruszki )
Zakwas na kisiel owsiany

Potem robiliśmy sałatkę ziemniaczaną, bardzo prostą, z ziemniaków i cebuli z olejem oraz pieprzem ziołowym. Była robiona w domu Joasi na czas postu w Wielki Piątek. Wiernych  prawosławnych tego dnia obowiązuje ścisły post. Poleca się nawet całkowite powstrzymywanie od posiłków aż do wieczora, lub do zakończenia uroczystości z adoracją płaszczenicy ( całun z ikoną Chrystusa w grobie ).
Sałatka ziemniaczana z cebulą.
Brosaniki, czyli kluseczki z ziemniaków. Formowane małą łyżeczką. Nazwa wzięła się od rosyjskiego brosat  (бросать ) znaczy rzucać. Wrzucane po ugotowaniu do gorącej okrasy z cebulą i boczkiem. Przepyszne, choć kaloryczne.


Brosaniki wrzucane do okrasy. Nie odwrotnie.
Na patelni był przygotowywany farsz na najlepsze pierogi świata z ziemniakami tartymi z boczkiem i cebulą. Albo klasycznie są podawane w formie pierogów albo w formie ugotowanej rolady z ciasta pierogowego z farszem. To właśnie zaguby.
 
Podczas gotowania  zagubów pałaszowaliśmy już sałatkę ziemniaczaną i brosaniki. Zajrzałam jeszcze jak gotują się te zaguby. Podobnie jak czeskie knedliki pszenne. 

Brosaniki w okrasie

Pasztet po wyjściu z pieca
 

Warsztat nam  się trochę przedłużył, dzięki barwnym opowieściom Joasi. O ziemniaku, o Podlasiu, o jej historiach rodzinnych. Było przepysznie i bardzo inspirująco.


18 czerwca 2019

Chłodnik z rzodkiewek

Z Radomia przyjechało całkiem sporo rzodkiewek. Organicznych oczywiście, z listkami, a niektóre nawet z wkładem mięsnym ;). Z listków można zrobić pyszne pesto. Przepis na blogu. A co z tymi mniej lub bardziej okrągłymi czerwonymi główkami ? Mój tata kiedyś je smażył z rożnymi dodatkami z całkiem niezłym skutkiem. Ja raz zrobiłam curry. Ale miałam ochotę na coś orzeźwiającego w te upalne dni. Pomyślałam o chłodniku. Jeśli macie organiczne rzodkiewki można dorzucić kilka listków. Zrobiłam trochę więcej tego chłodnika. Jak został potraktowałam jako sos do sałaty do obiadu. 



1 pęczek rzodkiewek
500 ml kefiru 
2 małe ząbki czosnku
parę szczypiorków 
sól do smaku

Rzodkiewki z listkami miksujemy z kefirem, dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę oraz solimy do smaku. Podajemy schłodzony w lodówce przez co najmniej godzinę ze szczypiorkiem   

06 maja 2019

Prywatka PRL i jadalne muchomory



Czasy PRL. Dla każdego inne. Moje to koniec lat siedemdziesiątych, całe osiemdziesiąte i końcówka PRL. Potrawy które przygotowywaliśmy wspólnie były z różnych okresów PRL. Dziwne kanapeczki, skomplikowane w składzie koreczki, zwierzątka wycinane z ogórka, dania budżetowe i domowe słodkości. Wszystko podyktowane dostępnością ówczesnych składników. Ja pamiętam ogromne kolejki w sklepie z wędlinami, albo zupełne pustki z powodu braku towaru. Najbardziej lubiłam kiełbasę toruńską i wędzony boczek. Były na kartki. Pamiętam też zabawy w sklep. Najważniejszym narzędziem pracy sprzedawczyni były nożyczki do wycinania kartek. A najlepiej jak się miało taką sprzedawczynię w rodzinie. Żyć nie umierać. A jaki ruch w sklepach się robił jak coś " rzucili ". Kupowało się wtedy czasem zupełnie dziwne rzeczy, np. austriackie rajstopy w kolorze turkusowym. 





Zadaniem mojej grupy było przygotowanie dania głównego. Robiliśmy pomidory nadziewane ryżem z ziołami i następnie pieczone w piekarniku. Trochę zmieniliśmy recepturę. Więcej zieleniny i dodatkowo żółty ser. A jak pamiętam żółty ser też nie był taki łatwy do dostania. Kupowałyśmy go z mamą po zakupach w delikatesach przy Żeromskiego w Radomiu. Cieniutko krojony żółty ser, który położony na języku prawie się rozpływał. Jadłyśmy go po plasterku wracając do domu. W Delikatesach pachniało zazwyczaj paloną kawą. Duży sklep dwupoziomowy w starej kamienicy. Na górę prowadziły szerokie schody. Styl przedwojenny, ale to mogę dopiero teraz stwierdzić. 



Jeden z  uczestników zrobił nawet mityczne muchomorki z książki Marii Terlikowskiej " Kuchnia pełna cudów". Kupiłam niedawno tą książkę. Chociaż ja miałam książkę tej autorki " Kuchnia z niespodzianką ". To była moja pierwsza książka kucharska. Dostałam ją od cioci Bożenki. Niestety gdzieś się zagubiła. Może uda mi się ją kupić.


Bardzo dobre muchomory  
10 jajek ugotowanych na twardo,
10 ładnych niedużych pomidorów,
trochę twarożku
sól
jarmuż do przybrania półmiska ( lub inna zielenina )
Wygląd jak powyżej.


Wodzianka, jak sama nazwa wskazuje zupa na wodzie ze smażoną cebulą i dużą ilością kminku. Podawana z przesmażonym chlebem. Przyznam, smak mnie nie powalił. Duża ilość kminku dodatkowo mnie zniechęciła. Nie znałam tej zupy wcześniej. 



Wielkim powodzeniem cieszył się napój słowiański. Przygotowywała go grupa od słodyczy. Robili tort pischinger oraz blok czekoladowy. Oba dania nie były robione w moim domu. Zamiast bloku czekoladowego z ciasteczkami Mama robiła czekoladę domową. Przepis jest na blogu. Ze słodyczy kupnych najlepsze było ptasie mleczko, draże waniliowe, lody bambino i lody owocowe hortex. 






Tutaj możecie obejrzeć zdjęcia uczestników tej prywatki. Prowadząca przyniosła fajne ciuszki z epoki do przebrania. Wskoczyłam w coś jakby podomkę w kwiatuszki. Jak zabawa to zabawa. Gotowaliśmy przy muzyce z różnych lat PRL. Było git !


Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione