Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

08 września 2019

Flaki



Flaki to danie sztandarowe mojego męża. Odkąd po raz pierwszy zdecydował się by je zrobić,  są u nas daniem goszczącym regularnie. I przyznam są naprawdę znakomite.  A ja przecież nie przepadam za podrobami. Kiedyś flaki jadłam tylko na uroczystościach rodzinnych, w moim domu rodzinnym ich się nie robiło. Na początku mąż dodawał trochę za dużo marchewki i korzenia pietruszki, przez co danie było trochę za słodkie. Teraz słodkość jest idealna, a dodatek świeżego imbiru podkręca je odpowiednio.  Gęś pilnuje miski, ale w daniu nie ma gęsiny. Ot gąska ochroniarz. A jeszcze ciekawostka na temat flaków. Jak byliśmy na Białorusi, tamtejszy Polak z miejscowości Baranowicze który nam wynajmował mieszkanie powiedział, że na flaki to on jeździ do Warszawy. Tam mieszka jego syn teraz. My też czasem wpadamy na Pragę, do lokalu " Pyzy, flaki gorące ".


1 kg flaków wołowych
2 marchewki
1 korzeń pietruszki 
około 1 cm imbiru świeżego
1 średnia cebula
1/4 dużego selera
4-5 suszonych grzybów
1,5 - 2 litry bulionu z kości wołowych i 70 dag wołowiny
kilka ziarenek pieprzu
3-4 ziarenka ziela angielskiego
2 duże liście laurowe
olej rzepakowy do smażenia
sól do smaku 
1,2 łyżki mąki pszennej ( opcja )
szczypta gałki muszkatołowej
świeżo zmielony czarny pieprz
2 łyżeczki przyprawy do flaków ( opcja )
majeranek
papryka słodka w proszku
papryka ostra w proszku 


Flaki płuczemy, a następnie 1,5 godziny gotujemy je w wodzie. Odlewamy wodę. W nowej wodzie gotujemy jeszcze godzinę. W tym czasie gotujemy rosół wołowy na kościach i mięsie oraz grzybach. Po odlaniu wody wkładamy flaki do rosołu i dodajemy pieprz w ziarenkach, liście laurowe oraz ziele angielskie. Dodajemy marchewkę, seler i pietruszkę starte na tarce po kilku minutach.  Na oliwie smażymy cebulę pokrojoną w drobną kostkę. Do tego dodajemy mąkę pszenną i robimy zasmażkę. Można dodać samą cebulę przesmażoną, jak nie chce się dodawać zasmażki. Do gotujących się flaków dodajemy pokrojoną w drobne paski lub szarpaną wołowinę z rosołu. Doprawiamy przyprawami i chwilę razem gotujemy, by smaki się przegryzły.  Podajemy gorące !




01 września 2019

Zupa w stylu koreańskim z udonem

Wrzesień powitał nas upalnie. Jeszcze nie czas na zawiesiste, gęste zupy. Ale można już powoli przygotowywać się na jesień, może w kolorze grzybowym. W zeszłym tygodniu byliśmy na spacerze i miałam wrażenie, że ta jesień mimo panującej aury już powoli następuje. Moja ulubiona pora roku. Polska złota jesień, babie lato czy po amerykańsku indian summer. Tym razem chciałam zaproponować coś w azjatyckim klimacie, jaki lubię. Już od kilku dni nic takiego nie jadłam. W czasie szkolenia w Krakowie chciałam spróbować tamtejszego ramenu, ale nie było mi to dane. Zatęskniłam za tymi smakami. Czytanie w hotelu o kuchni koreańskiej mi nie pomogło. Tylko zaostrzyło apetyt. Takim sposobem na blogu ląduje przepis na lekką zupę w stylu koreańskim z grzybami shitake, grubym pszennym makaronem udon i zieleniną. Powiedzmy, że prawie jesienną... jedzoną metalowymi pałeczkami. Są takie koreańskie.


Wywar
szponder wołowy
kości wołowe
5 cm imbiru
1 cebula
2- 3 ząbki czosnku
2-3 grzyby shitake
3-4 łyżki sosu sojowego ( do smaku )

Dodatki
4 porcje makaronu udon
szczypiorek
sezam prażony
olej sezamowy
pak choi lub szpinak

Na kościach i mięsie gotujemy wywar co najmniej 2-3 godziny. Dodajemy 1 cebulę pokrojoną w kawałki i uprażoną na suchej patelni oraz imbir pokrojony w kawałki, również uprażony na suchej patelni. Do tego dorzucamy czosnek oraz grzyby shitake. Gdy wywar jest już gotowy dodajemy sos sojowy. Podajemy z ugotowanym makaronem udon i dodatkami jak: szczypior, szpinak lub pak choi, sezam prażony. Miękkie mięso możemy dodać również. Polewamy do smaku olejem sezamowym.





05 sierpnia 2019

Kago Praga by Alon na Pradze


Kabayaki set
Pewnego dnia mąż powiedział, że zaprasza mnie na sushi na Pradze, do nowego miejsca na Jagielońskiej. Przyznam, w takim miejscu nie spodziewałam się takiej restauracji. Gdy weszliśmy okazało się, że w środku siedzi moja koleżanka Innesa ze swoim mężem i córką. Co za niespodzianka ! Niestety byli już po deserze, a my mieliśmy dopiero zaczynać. Ucięliśmy miłą pogawędkę. Zazwyczaj spotkamy się tylko we dwie. O Inessie Kim już Wam pisałam i to nie raz. Poznałyśmy się na warsztacie kuchni Koreańczyków z Azji Centralnej.  Od tamtej pory utrzymujemy kontakt i spotykamy się na rożnych eventach i prywatnie. Chwilę przed nami był tam sam właściciel i rozmawiał z kim. Alon Than to mistrz Świata Sushi z Tokio z 2015 roku. Właściciel mojej ulubionej ostatnio miejscówki Matcha Bistro & Bar. I jest mężem Alicji Than z którą poznałam się kilka lat temu na warsztacie kuchni tajskiej.

Wtedy byłam tam pierwszy raz, potem pojechaliśmy drugi raz z okazji moich imienin. To dobre miejsce do świętowania i celebracji różnych rocznic. Wnętrze postindustrialne w starej kamienicy świetnie się wpasowało do klimatu tej części Warszawy. Trzecia wizyta łączyła się ze spotkaniem towarzyskim. Zaproponowałam to miejsce na spotkanie koleżankom z pracy.



 

Zacznę od potrawy, która wydawało się że będzie oczywista i mało odkrywcza. Bardziej interesował mnie sposób jej podania.  A to właśnie to danie sprawiło mi największą przyjemność.  To sałatka z krewetkami na ryżu, zawinięta w plaster ogórka ( gunkan) Powiem coś czego nigdy nie mówię, bo wydaje mi się szalenie pretensjonalne. Petarda ! Delikatna sałatka z tobiko - ikrą z ryby latającej. W zasadzie zamówiłam tą przystawkę zamiast czegoś słodkiego. Miałam ochotę na coś małego i smakowitego. I właśnie to dostałam.

Gunkan -sałatka z krewetek

Teraz wspomnę o słodyczach. Niech będzie nieco pokrętnie. Można zamówić ciasto dnia, to niespodzianka. Lody są serwowane w różnych postaciach, w tempurze, moschi. Są też podawane lody matcha. Tych ostatnich nie jadłam, za to poprosiłam o latte matcha i je dostałam, choć nie było ich w karcie, co bardzo cenię. 


Lody moschi


Lody w tempurze


Bardziej niż sushi lubię ramen. Warto spróbować tam  ramenu miso lub ramenu koreańskiego, jak się lub konkretne smaki. Ramen miso smakował nawet mojemu mężowi, który za tym daniem nie przepada. Shoyu ramen  jest podawany z surowym łososiem i olejem truflowym. Całkiem niezły, choć oleju jakoś nie wyczuwałam. Wolę jednak miso ramen, który jadłam poprzednim razem.

Miso ramen

Tatar z tuńczyka

Tatar z tuńczyka niesamowicie smakowity. Do tej pory najlepszy tatar z ryby jadłam u Rewińskiego w Kołobrzegu. Tatar z łososia. Ten tutaj jednak był przyprawiony subtelnie i zarazem wyraźnie. Rozpływał się w ustach. Jestem ciekawa smaku tatara z łososia.


Zupa wonton
Koleżanki podczas wizyty postanowiły popróbować zup i sushi. Każda z nas zamówiła po innej zupie i po rolce sushi. Zupa wonton tam serwowana po raz pierwszy mi smakowała. Do tej pory jakoś nie miałam szczęścia spróbować jej i być zadowoloną. 

Czas napisać co nieco o samym sushi. Rodzinnie zazwyczaj bierzemy duże zestawy na ciepło, z uwagi na syna, ale też z uwagi na upodobania. Bardzo nam smakuje. Wybór rodzajów sushi jest imponujący. Każdy znajdzie coś dla siebie.



nigiri hotate i nigiri hamachi

Podczas trzeciej wizyty zamówiłam hotate- małża św.Jakuba oraz hamachi- z serioli. Małże mnie nie zachwyciły, ale ryba była dość ciekawa. Zamówiłam te akurat nigiri, bo wcześniej nie jadłam tych gatunków. Jednak najlepiej smakują mi rolki w tempurze i inne na ciepło. Wiedza zdobyta na studiach SGGW zrobiła swoje. 





Miejsce to jest smakowite i mam jeszcze kilka potraw do wypróbowania. W oko wpadła mi jagnięcina z jakimś ciekawym dodatkiem, temaki i inne dania i przekąski które jeszcze wpadną mi w oko. Dobrze, że takie dobre sushi jest po naszej stronie Wisły.


01 marca 2019

Old Friends Kimchi



Na promocji nowej polskiej marki OLD FRIENDS KIMCHI w Food Lab Studio było pysznie i ciekawie. O wspaniałych właściwościach kimchi chyba nie muszę wam pisać. Produkt występuje w czterech wersjach. Dwie są wegańskie, bez sosu rybnego, a dwie klasyczne. Występują one w wersji łagodnej i pikantnej. Próbowałam wszystkich czterech wersji. Najbardziej smakowała mi wersja pikantna wegańska. W skład wchodzi kapusta pekińska, marchew, biała rzodkiew, czosnek, imbir oraz oczywiście gochugaru, czyli koreańskie płatki chilli. W wersji wegańskiej nie występuje sos rybny. 
Na imprezie było serwowane kilka fajnych potraw. Kapuśniak z kimchi, bao i ziemniaki z kimchi. Najbardziej mi smakowały te bułeczki bao serwowane z boczkiem. Każde danie było w wersji wegetariańskiej i mięsnej. Było też kilka nowych wersji kimchi do spróbowania. 


Gwiazdą imprezy Kimchi Lunch Party był oczywiście Grzegorz Łapanowski, którego poznałam już dawno temu w związku z działalnością w ruchu Slow Food. 


Kimchi jest mi znane od dawna, robię je  zazwyczaj sama w różnych wersjach. Pobierałam nauki również u naszej królowej kimchi, czyli Innesy Kim. Ona również była na imprezie inaugurującej nową markę, pokazując jak się robi domowe kimchi. Parę słów o kimchi opowiedziała Magdalena Tomaszewska - Bolałek, autorka kilku publikacji na temat kultury kulinarnej. 


Kimchi jakie dostałam wykorzystałam do zrobienia zupy kimchi według przepisu Inessy. Takie kimchi można jeść same, jako dodatek do różnych potraw. Ja dodaję do placków koreańskich czy ryżu z kimchi. Świetna też jest nasza zarzucajka z dodatkiem kimchi. U mnie na blogu odnośnie kimchi jest dużo inspiracji. Teraz możecie sobie kupić kimchi gotowe i przyrządzić coś smacznego. 


20 maja 2018

Aromatyczny gulasz warzywny vel duszone warzywa




Tak wiem, że nazwa gulasz w zasadzie jest zastrzeżona dla węgierskiej potrawy z mięsa, papryki i cebuli. Ale nazwa duszone warzywa brzmi jakoś mało ciekawie. Jak zwał tak zwał, ale powstała bardzo smaczna, aromatyczna warzywna potrawa i to jednogarnkowa.  A wszystko zaczęło się od batata, którego kupiłam w zasadzie bez zastanowienia, myśląc że zrobię z niego zupę. Ale potem okazało się, że zup było dość dużo w ostatnim czasie, a  miałam ochotę zrobić coś innego. Koleżanka w pracy podsunęła pomysł na bataty pieczone w piekarniku z przyprawami. Ja jednak wiem, że moje chłopaki raczej nie lubią na obiad słodkich dań, a to jednak słodkie ziemniaki i niezależnie od tego co nimi nie robić samodzielnie występując smakują za słodko. Miałam jeszcze w lodówce kilka pak choi, świeży imbir, paprykę, cebulę, czosnek i mnóstwo różnych przypraw. Pomysł ze pieczonymi batatami mnie zainspirował po drodze z pracy do domu. Przypomniał mi się gulasz afrykański mafe, jaki robiłam kiedyś na warsztatach. Dokupiłam jeszcze kilka warzyw po drodze i tak powstało to pyszne danie. Gdyby nie dodatek małej ilości masła do robienia, byłaby to potrawa wegańska. 
Będę na pewno jeszcze eksperymentować ze składem warzyw. W sezonie letnim wskoczą tam inne warzywa. Spróbuję też zrobić je z bakłażanem. 





1 batat
1 kg ziemniaków
2 duże cebule
3 ząbki czosnku
1 cukinia 
1 papryka czerwona
6 pak choi
1,5 cm kawałka imbiru 
2-3 łyżki oleju rzepakowego
1/2 łyżki masła ( opcja )
1 czubata łyżka wędzonej papryki
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki chilli lub ostrej papryki 
po 1/4 łyżeczki mielonej gorczycy, kolendry i kozieradki
świeżo zmielony czarny pieprz
sól do smaku
kiełki chia lub inna zielenina do posypania. 


Obieramy bataty i ziemniaki. Kroimy na dość duże kawałki. Cebulę w krążki, czosnek rozgniatamy nożem i siekamy. Imbir obieramy i drobno siekamy. Paprykę kroimy w kostkę dość dużą. Z pak choi odkrawamy jasną część i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy olej zmieszany z masłem i partiami krótko smażymy batata, ziemniaki, cebulę, czosnek, imbir i paprykę. Warzywa wkładamy do garnka i zalewamy wodą tak, by warzywa trochę wystawały. Dodajemy jasną część pak choi. Doprawiamy solą do smaku, pieprzem, wędzoną papryką, kminem rzymskim, kozieradką, gorczycą i kolendrą. Gotujemy do miękkości ziemniaków. Dodajemy wtedy zielone części pak choi oraz cukinię pokrojoną w kwadraty. Gotujmy chwilę i podajemy gorące posypane kiełkami lub inną zieleniną. 



11 marca 2018

Wegańska zupa z makaronem ramen


Jakiś czas temu, po obejrzeniu filmu o ramenie zawzięłam się że go zrobię. Tzn. bazę  i wywar, bo weszłam w posiadanie dobrych klusek ramen i trzeba było poeksperymentować. Dwa rameny mięsne wyszły poprawne, choć mnie nie zachwyciły. Kolejny ramen, tym razem wegański wyszedł już całkiem niezły, ale ostatnim postanowiłam się szybko podzielić. Bo wyszedł niezwykle smakowity i taki jaki chciałam by wyszedł. 



0,5 l wywaru z warzyw
4 porcje ramenu 
100 gr tofu
2 ząbki czosnku
2-3 cm korzenia imbiru
4 -6 pak choi
1 dymka
3 łyżki oleju 
1 łyżka jasnej pasy miso
4 łyżki sosu sojowego jasnego
2 łyżki mirinu
3 łyżki tahini
2 łyżki octu ryżowego
olej chilli do podania
lub sos chilli 

Tofu kruszymy widelcem. W miseczce mieszamy miso, sos sojowy  ( 2 łyżki ) oraz mirin dokładnie. Na gorący olej wrzucamy zmiażdżony czosnek oraz starty, obrany wcześniej imbir. Chwilę smażymy i dodajemy rozgniecione tofu. Razem smażymy, dokładnie mieszając.  Następnie dodajemy mieszankę sosów. Dokładnie mieszamy, tak by powstała jednolita masa.  Zestawiamy z ognia. Pak choi kroimy na pół i blanszujemy. Dymkę kroimy ukośnie.  W naczyniu mieszamy bazę zupy : tahini, sos sojowy ( 2 łyżki ), ocet ryżowy oraz olej chilli. Podgrzewamy ramen oraz wywar warzywny by były gorące.
Do każdej miski wlewamy parę łyżek bazy zupy, uzupełniamy gorącym wywarem, dodajemy porcję makaronu, wkładamy porcję pak choi oraz 2-3 łyżki tofu. Posypujemy dymką i skrapiamy olejem chili lub sosem chili. 

15 stycznia 2018

Smażone kłącze lotosu z wieprzowiną

Kłącze lotosu. Czy to nie brzmi intrygująco ? Podłużne z malowniczymi dziurkami. Po zakupieniu w sklepie chińskim w Wólce Kosowskiej kłącza lotosu zupełnie nie miałam pomysłu na to co z niego zrobić. Ale teraz po zrobieniu dwóch dań wiem, że jeszcze będę z nim eksperymentować. Bo to bardzo wdzięczny obiekt. Ładny, smaczny i fajnie wygląda na talerzu. Przepis wypatrzyłam na jednym z japońskich blogów, jednak trochę go zmieniłam. Przekąska ta była hitem na imprezce sylwestrowej. Oprócz dania głównego, czyli zupy z żeń-szeniem z jujubą i kurczakiem. 


1 kawałek kłącza lotosu
20 dag mięsa wieprzowego
1 pęczek dymki ( szczypior )
2 cm kawałka imbiru
2 łyżeczki mirinu
1/2 łyżeczki jasnego miso
2 łyżki skrobi ziemniaczanej
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka cukru brązowego
olej do głębokiego smażenia
kiełki do podania


Kłącze lotosu obieramy i kroimy w plasterki, dość cienkie ale nie takie by nie łamały się. Dymkę kroimy bardzo drobno. Mięso wieprzowe zmielić. Dodajemy do niego pokrojoną dymkę, starty imbir, 1 łyżeczkę mirinu, 1 łyżkę skrobi ziemniaczanej i pastę miso. Dokładnie mieszamy, najlepiej rękoma. Następnie bierzemy jeden plaster kłącza lotosu i kładziemy na niego łyżkę nadzienia. Dokładamy drugi plaster. Ściskamy tworząc kanapkę, tak by w otworach pojawiło się nadzienie. Przygotowane w ten sposób kanapki odkładamy na bok.
1/4 szklanki wody przegotowanej i ostudzonej, sos sojowy, cukier oraz 1 łyżkę mirinu wlewamy do garnka. Gotujemy. 1 łyżeczkę skrobi ziemniaczanej rozpuszczamy w 2 łyżkach wody. Dodajemy do gotowanego sosu, zagęszczając go. Gotujemy chwilę tak by składniki połączyły się i powstał gładki, przezroczysty sos. Powinien być gorący.
Kanapki z kłącza lotosu, przygotowane wcześniej panierujemy w skrobi ziemniaczanej i smażymy na głębokim oleju. Odsączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu. 
Układamy na talerzu i polewamy gorącym sosem. Serwujemy niezwłocznie, posypane ulubionymi kiełkami.

30 listopada 2017

Fioletowe kimchi z kapusty pekińskiej i pora

Gdy zobaczyłam fioletową kapustę pekińską pomyślałam, że muszę ją koniecznie kupić, choć ten fioletowy kolor wzbudził we mnie wątpliwości. Taki wykwit natury czy efekt kombinacji genetycznej? Okazuje się że kapustka jest bardziej znana jako czerwona kapusta pekińska, a nasiona pochodzą z firmy holenderskiej. Kupiłam ją z myślą o tym, by zrobić z niej coś wyjątkowego. Ale chciałam by w potencjalnym daniu był widoczny kolor tego warzywa. Wpadłam na pomysł by zrobić klasyczne kimchi z kapusty pekińskiej, ale brakowało mi kilku składników. Nie miałam mąki ryżowej oraz marchewki, dlatego nie ma ich w moim kimchi. Postanowiłam też dodać więcej pora, bo akurat miałam taki duży, dorodny w domu. Nie chciałam też by płatki chili gochugaru zdominowały kolorem kiszonkę, dlatego dołożyłam ich zdecydowanie mniej niż zwykle. To był taki eksperyment i udał się nad wyraz. Wyszło pyszne. Wykorzystałam kiszonkę do smażonego makaronu kimchi. Część zostało pożarte, mimo że nie dojrzało dostatecznie. Ale taki jest los kimchi. 



1 średnia fioletowa kapusta pekińska
ok 1/2 szklanki soli morskiej
1 por ( biała część)
2-3 cm imbiru
2 ząbki czosnku
1/3 szklanki płatków chili ( gochugaru )
1/2 szklanki sosu rybnego
1/2 łyżeczki cukru

Kroimy kapustę na pół, a następnie na kawałki wielkości 2 cm i poszczególne warstwy przesypujemy solą. W wyparzonym słoiku układamy dobrze ubijając poszczególne warstwy. Zakręcamy słoik lub zamykamy wek i odstawiamy na kilka godzin. Następnie na sitku przelewamy wodą kapustę, pozbawiając jej nadmiaru soli. Pora kroimy w cienkie słupki, imbir ścieramy na tarce. A czosnek przeciskamy przez praskę. W dużej misce mieszamy warzywa ( w tym kapustę pekińską ) z płatkami chilli, cukrem oraz sosem rybnym, najlepiej rękoma ( w rękawiczkach ). Wkładamy do wyparzonego słoika i odstawiamy na co najmniej 2-3 dni w temperaturze pokojowej. Potem można jeszcze potrzymać w tej temperaturze, lub schować do lodówki, by przerwać proces kiszenia. Ważne by podczas kiszenia zawartość była przyciśnięta i nie wystawała ponad płyn z kiszonki. 

18 października 2017

Hongkongu smak. Gotowanie w międzynarodowym gronie.

Po raz kolejny spotkaliśmy się w ramach Cook'nLearn  by razem gotować. Zapowiadało się ciekawie, bo tym razem miała królować kuchnia chińska, bo uczestnikami mieli być studenci chińscy. Zasadą jest bowiem to że taka jest kuchnia dnia jak główni gotujący. Ale takiej dużej grupy chińskiej się jednak nie spodziewałam. Trudno było docisnąć się do stołu, bo studenci z Hongkongu ochoczo obierali, kroili, gotowali i smażyli. Nie mogłam się dowiedzieć co oni właściwie gotują. Dużo ryżu i różne dodatki. Obserwowałam ich poczynania i nagle mnie oświeciło. Zapytałam czy to nie CONGEE ? Usłyszałam prawie okrzyk. Tak, to congee. To azjatycka ryżanka z rożnymi dodatkami serwowana na śniadanie.  A na słodko zaserwowali bataty gotowane w słodkiej wodzie z imbirem. Powiem że to danie mnie zaskoczyło. jest jadane na rozgrzanie. Deser bardziej ostry niż słodki. Potem jeszcze były robione knedle ze śliwkami, ale już nie doczekałam, bo musiałam wcześniej wyjść. Knedle wyszły podobno świetne !  





















02 października 2017

Warsztat z Inessą Kim " Kimchi w roli głównej "


W zeszłą sobotę rankiem przemierzałam jeszcze senną Warszawę, by dotrzeć na warsztaty, które miały się odbyć  na Burakowskiej. Już na ulicy, niestety pełnej dziur powitał mnie kuszący zapach wypieków. Warsztat miała poprowadzić znana Wam już z moich opowieści Koreanka z Kazachstanu Inessa Kim.


Poznałyśmy się już dość dano temu na warsztatach z kuchni Koreańczyków Azji Środkowej, które prowadziła w ramach Historii Kuchennych w Teatrze Baza. Wtedy prowadziła też małe bistro w okolicach Alei Jana Pawła II w Warszawie. Obecnie można ją spotkać ze swoimi wyrobami na Slow Market nad Wisłą lub prowadzącą warsztaty kulinarne kuchni koreańskiej i nie tylko.


Tym razem mieliśmy wziąć na tapetę różne rodzaje  KIMCHI i dania robione z ich udziałem. 


Większości kimchi kojarzy się wyłącznie z potrawą z kapusty pekińskiej tj koreańską kiszoną na ostro kapustą pekińską. Tymczasem jest to nazwa ogólną pod którą może się mieścić nawet kilkadziesiąt warzyw kiszonych na sposób koreański. Mieliśmy zrobić kimchi z kapusty pekińskiej, z rzodkwi białej oraz z ogórka gruntowego.


Inessa przedstawiła nam swój sposób robienia kimchi. Tam gdzie się wychowała, a więc w Kazachstanie mniejszość koreańska robiła kimchi bez dodatku sosu rybnego oraz suszonych krewetek, gdyż tam ich po prostu nie można było dostać. Przez co wariant jej jest wegetariański. Wg receptury jej rodziny do kimchi nie dodaje się również mąki ryżowej oraz cukru.










Gdy już zrobiliśmy wszystkie zamierzone na warsztat rodzaje kimchi można było zabrać się za potrawy z użyciem kimchi. Na początek trochę już wygłodniali rzuciliśmy się za robienie placków z kimchi, które są dość prostym daniem. Do tej pory chrupaliśmy same kimchi, a to wzmaga apetyt. 




Potem Innesa pokazała naczynie w jakim przygotowuje się zupę kimchi. Ja przepis Inessy znam już od ponad roku i przyznam, że jest to zupa- hit naszej rodziny. Je ją ze smakiem nawet najmłodszy syn, łowiąc " kapustki " z zupy, bo lubi je najbardziej. 



Główne składniki oprócz kimchi to boczek, cebula, czosnek, pasta gochujang i tofu. Choć część osób robiła wegańską wersję tej zupy i też była świetna. 


Zupa w całej swej okazałości jest podawana zazwyczaj z ryżem w oddzielnej misce. Tym razem z uwagi na warunki na warsztatach ryż był podany razem. 




Na koniec zrobiliśmy jeszcze kimchi bokkeumbab, czyli ryż smażony z kimchi.  Smaczne, sycące danie, które jednak było przepełnieniem czary najedzenia. Bo ile można jeść ?


Warsztaty prowadzone przez Inessę jak zwykle smakowicie i rzeczowo. Kimchi to wszak jedna z najzdrowszych potraw świata. Warto je jeść często, szczególnie w okresie jesienno- zimowym, gdy nasza odporność może szwankować. Bo lepiej przeciwdziałać niż leczyć.

Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione