Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sos rybny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sos rybny. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2020

Klopski w sosie ostrygowym z rzepą




Poniżej na zdjęciu widnieje warzywo kupione na Szembeku jako duża rzodkiew.  Na kiszenie w stylu koreańskim.  Ale okrągła rzodkiew ? To chyba normalne.  No tak, okrągłe są rzodkiewki, ale daikon jest podłużny. Wielkie białe kule. Spróbowałam i wcale nie przypominały w smaku rzodkiewki. Bardzo mi odpowiada ten smak, dość delikatny. Okazało się jednak że jest to rzepa ! Od razu przypomniał mi się jeden z odcinków " Czarnej Żmii " - Wielka Rzepa i Wielka Polityka. Można powiedzieć, że tak na czasie, bo mają tam być wybory do Izby Lordów. Czarna Żmija miał szczwany plan ( jak zwykle ), ale Baldrick wydał wszystkie pieniądze na wielką rzepę. Jak oglądałam ten odcinek nie znałam smaku rzepy i nawet nie domyślałam się na jaki rarytas wydał pieniądze bohater.


1/2 kg mięsa indyczego
2 - 3 łyżki nasion sezamu
1 łyżka świeżo zmielonego czarnego pieprzu
łyżeczka skrobi ziemniaczanej
1-2 łyżki sosu rybnego
6-7 świeżych  grzybów shitake
1 pęczek szczypioru z cebulkami,
3-4 łyżki sosu ostrygowego
1 biała rzepa
olej rzepakowy do smażenia
olej sezamowy do serwowania

Mięso zmielić i połączyć ze skrobią ziemniaczaną, świeżo zmielonym pieprzem czarnym i sosem rybnym. Do mięsa dodać 1 łyżkę nasion sezamu, dokładnie wymieszać i formować małe klopsiki. Na małej ilości oleju przesmażyć pokrojone w ósemki cebulki ze szczypioru. Szczypior pozostawić do posypania serwowanego, gotowego dania. Gdy cebula lekko się zbrązowi, dodajemy pokrojone w paski shitake. Smażymy razem. Potem dolewamy około 1 szklankę wody oraz sos ostrygowy i zagotowujemy całość. Wkładamy delikatnie do tego  klopsiki. Gdy są już gotowe dodajemy w ostatniej chwili świeżo pokrojoną  w kostkę rzepę. Rzepa powinna pozostać lekko chrupka. Danie serwujemy np. z makaronem soba lub z makaronem ryżowym. Posypane obficie pokrojonym drobno szczypiorkiem i sezamem. Jak ktoś lubi może dodać trochę oleju sezamowego.



17 lutego 2018

Słodko-kwaśny przewodnik, na jaki czekaliście.



Nareszcie powstała książka, która powinna się pojawić kilka ładnych lat temu. " Słodko-kwaśna historia, czyli wszystko co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać ", została napisana przez Wietnamczyka  Ngo Van Tuonga oraz zilustrowana przez Dorotę Podlaską. Wietnamczykom Polska kojarzy się ze śniegiem. Dlaczego ? Sama byłam zdziwiona. 
Kiedy błądzący jak dziecko we mgle Polacy stawiali pierwsze kroki w sklepach z wietnamską żywnością. Taki znajdował się  na Stadionie, blisko dworca  Warszawa Stadion.  A w nim mnóstwo wszelkiej maści zieleniny, dziwne owoce i warzywa ( kto wie czy to rzeczywiście warzywa czy owoce ), słoiczki z różną zawartością, puszki i sosy w różnych buteleczkach. Oszałamiał ogrom nieznanego jedzenia, czułam dreszcz radości.

sklep na Stadionie


Ja do tego sklepu chodziłam jak na nieznaną, pełną przepraw, najeżoną nieznanymi przeszkodami przygodę. Odurzał z lekka zapach tego sklepu, z resztą dzisiejsze sklepy wietnamskie pachną podobnie. Nie wiem czy to wynik zmieszania wielu zapachów czy jakiś konkretny zapach jednego produktu. Sprzedawcy wówczas nic nie  mówili po polsku albo " to jest dobre " albo " nie umie zrobić ". Ten drugi tekst usłyszałam oglądając paczuszkę z  młodym,  zielonym ryżem. Wtedy oczywiście tego nie wiedziałam.  Już miałam odłożyć na miejsce, ale zobaczyłam wzrok sprzedającej i już wiedziałam że się nie poddam. Tam kupiłam mój pierwszy sos rybny, który tak mi wtedy śmierdział, że go wylałam. Już wtedy kupowałam tam duże paki ryżu jaśminowego i makaron ryżowy. Kupowałam zieloną kolendrę, którą znałam oraz pak choi, o którym przeczytałam w jakiejś ilustrowanej książce z przepisami na wok. Czułam że tam jest ogrom niesamowitych towarów, których ja nie byłam w stanie rozszyfrować. Nie wpadłam jeszcze wtedy na pomysł, by prosić o nazwę wietnamską na kartce. Na Stadion chodziłam wyłącznie na zakupy jedzeniowe do Wietnamczyków, nikt wtedy nie otworzył mi królestwa tamtejszego jedzenia. Widziałam budki z jedzeniem, nazwy po wietnamsku które mi nic nie mówiły. Bałam się wejść i zamówić cokolwiek.



Z żalem żegnałam zamknięcie Stadionu, bo miałam wrażenie że coś bezpowrotnie się kończy, że zniknie to miejsce i oczywiście mój sklep z żywnością. Mówiono już wtedy że większość kupców przeniesie się do Wólki Kosowskiej. Myślałam - gdzie to jest ? Jak zaczęłam pisać ten post to mi się przypomniało, że na studiach podyplomowych o tematyce społeczno- kulturowych problemy  wielokulturowości, jakie skończyłam kilka lat temu zrobiłam prezentację o naszych Wietnamczykach. Były tam zdjęcia ukradkowo robione na zwijającym się już stopniowo Stadionie i  zdjęcia z imprez z kompleksu świątyń na Zamojskiego.  Bywając w tamtych miejscach, których już nie ma,  miałam wrażenie że przenoszę się w inne miejsce na ziemi.


Potem nauczyłam się robić sama zakupy, znajdować zupełnie nieznane produkty, gotowe dania jak bunh chung, sałatkę z ze skórek czy sałatkę z flakami, zieleninę, warzywa i owoce. Raz nawet mięso kozy kupiłam i owoc gac, barwiący na czerwono np. ryż. Czasem uda mi się kupić ulubioną pastę mojego syna - mam tep chung. 


Albo kupowałam produkty z opisem np " jeść z ryżem " albo z napisami po wietnamsku co za dania można z danej rzeczy zrobić. Czasem w skrócie dostawałam cały przepis na jakieś danie.

suszona wieprzowina

Ugotowałam zupę z liści z drzewa, jak ją nazwał mój mąż. Ale znajomi i tak mnie pytają, ale jak ty tam to poznajesz, jak kupujesz, co z tego robisz.


Teraz mogę  im polecić książkę, którą już przeczytałam. Oprócz wspomnień Wietnamczyków, którzy związali swe losy z Polską, są tam opisane warzywa, owoce, zieleniny, gotowe produkty, sosy i inne smakowitości, które można dostać w sklepach wietnamskich. Ale nie jest to suchy opis, tylko barwna historia, okraszona różnymi zabawnymi dygresjami. Część opisująca produkty jest ujęta na zasadzie przewodnika. Jest tam też kilka typowych potraw wietnamskich, część już jest znana większości jak sztandarowa zupa PHO czy tzw sajgonki. Z książki dowiedziałam się kto taką nazwę wymyślił dla tego dania. Mało kto z Polaków wiedział że są to Nem. Większość do tej pory nie wie. I tak sobie myślę, że czas już najwyższy by Polacy dowiedzieli się o tym jaka społeczność mieszka obok nich. Że tekst " idę do Chińczyka" jest po prostu śmiechu wart, bo w większości pracują tam Wietnamczycy i oni dla nas gotują. Warto poznać oryginalną kuchnię wietnamską, bo dania typu kurczak słodko-kwaśny czy wieprzowina curry czy kurczak w cieście, to dania typu pol-viet i coś tam jeszcze azjatyckiego.  Na szczęście coraz więcej jest miejsc, gdzie można kupić takie dania. 



A tym którzy lubią gotować polecam wybrać się do jednego ze sklepów wietnamskich z żywnością i zaszaleć z książką w ręku. Sklepy są w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej, oraz w Warszawie na targowisku na Bakalarskiej i na Marywilskiej. Zazwyczaj robię zakupy w Wólce jadąc po drodze do rodziców. 
Korzystając z książki można sobie pozwolić na komfort nie błądzenia we mgle, jak to było mnie dane już ponad piętnaście lat temu. Warto kupić kilka składników i w domu ugotować coś wietnamskiego. Ja przymierzam się do ugotowania zupy bun bo hue, bo kiedyś spróbowałam i bardzo mi smakowała. Mam ochotę również kupić super gorzką balsamkę i nadziać ją mięsem, choć przyznam że chętnie bym spróbowała tego dania w jednej z restauracji. 


14 października 2017

Zupa z chryzantemą jadalną i klopsikami.

Jak zobaczyłam po raz pierwszy tą roślinę pomyślałam o jednym. Chryzantema kojarzyła mi się wyłącznie z polskim świętem Wszystkich Świętych. Ale to nie zwykła chryzantema, tylko jadalna.  Ta roślina jest dość często wykorzystywana w kuchniach azjatyckich i ma mnóstwo zdrowotnych właściwości. 
Chryzantemę jadalną kupiłam już po raz kolejny. Kiedyś zrobiłam z jej użyciem zupę z klopsikami z wieprzowiny z imbirem. Powstała też wtedy sałatka z tofu i imbirem na ostro i ciepło. Tym razem postanowiłam zrobić też zupę z klopsikami, ale tym razem z indyka, a bulion powstał eksperymentalnie z tego co miałam akurat w domu. Koniecznie musicie kiedyś wykorzystać potencjał jaki tkwi w korzonkach zielonej kolendry. Mają mnóstwo smaku. Ale takie kupowane w pęczkach. Te z doniczki nie mają takiego smaku ani zapachu. Zupa wyszła bardzo smakowita. 


Składniki
kilka korzonków zielonej kolendry
3 gałązki selera naciowego
1 pęczek dymki
1 kawałek glonów konbu
3 łyżki sosu rybnego
400 gr mięsa z indyka
2 łyżki czarnego sezamu
2 łyżki oleju sezamowego
2 garście chryzantemy jadalnej
250 gr makaronu chowmein
sól do smaku
sos chilli 

Gotujemy bulion na korzonkach zielonej kolendry, selerze naciowym, dymce i konbu. Mięso indycze mielimy, dodajemy do niego uprażone ziarna czarnego sezamu, olej sezamowy i sól do smaku. Mieszamy dokładnie i formujemy małe kuleczki. Kuleczki wrzucamy do wywaru, który gotował się co najmniej pół godziny. Dodajemy do zupy sos rybny i sól do smaku. Gotujemy, tak by kuleczki nie były surowe. 2/3 części chryzantemy dorzucamy do zupy, ale gotujemy ją potem najwyżej 10 minut w zupie, by nie zgorzkniała. Gotujemy makaron chowmain. Serwujemy zupę z  makaronem, dodając świeżej chryzantemy i  sosu chilli.


02 października 2017

Warsztat z Inessą Kim " Kimchi w roli głównej "


W zeszłą sobotę rankiem przemierzałam jeszcze senną Warszawę, by dotrzeć na warsztaty, które miały się odbyć  na Burakowskiej. Już na ulicy, niestety pełnej dziur powitał mnie kuszący zapach wypieków. Warsztat miała poprowadzić znana Wam już z moich opowieści Koreanka z Kazachstanu Inessa Kim.


Poznałyśmy się już dość dano temu na warsztatach z kuchni Koreańczyków Azji Środkowej, które prowadziła w ramach Historii Kuchennych w Teatrze Baza. Wtedy prowadziła też małe bistro w okolicach Alei Jana Pawła II w Warszawie. Obecnie można ją spotkać ze swoimi wyrobami na Slow Market nad Wisłą lub prowadzącą warsztaty kulinarne kuchni koreańskiej i nie tylko.


Tym razem mieliśmy wziąć na tapetę różne rodzaje  KIMCHI i dania robione z ich udziałem. 


Większości kimchi kojarzy się wyłącznie z potrawą z kapusty pekińskiej tj koreańską kiszoną na ostro kapustą pekińską. Tymczasem jest to nazwa ogólną pod którą może się mieścić nawet kilkadziesiąt warzyw kiszonych na sposób koreański. Mieliśmy zrobić kimchi z kapusty pekińskiej, z rzodkwi białej oraz z ogórka gruntowego.


Inessa przedstawiła nam swój sposób robienia kimchi. Tam gdzie się wychowała, a więc w Kazachstanie mniejszość koreańska robiła kimchi bez dodatku sosu rybnego oraz suszonych krewetek, gdyż tam ich po prostu nie można było dostać. Przez co wariant jej jest wegetariański. Wg receptury jej rodziny do kimchi nie dodaje się również mąki ryżowej oraz cukru.










Gdy już zrobiliśmy wszystkie zamierzone na warsztat rodzaje kimchi można było zabrać się za potrawy z użyciem kimchi. Na początek trochę już wygłodniali rzuciliśmy się za robienie placków z kimchi, które są dość prostym daniem. Do tej pory chrupaliśmy same kimchi, a to wzmaga apetyt. 




Potem Innesa pokazała naczynie w jakim przygotowuje się zupę kimchi. Ja przepis Inessy znam już od ponad roku i przyznam, że jest to zupa- hit naszej rodziny. Je ją ze smakiem nawet najmłodszy syn, łowiąc " kapustki " z zupy, bo lubi je najbardziej. 



Główne składniki oprócz kimchi to boczek, cebula, czosnek, pasta gochujang i tofu. Choć część osób robiła wegańską wersję tej zupy i też była świetna. 


Zupa w całej swej okazałości jest podawana zazwyczaj z ryżem w oddzielnej misce. Tym razem z uwagi na warunki na warsztatach ryż był podany razem. 




Na koniec zrobiliśmy jeszcze kimchi bokkeumbab, czyli ryż smażony z kimchi.  Smaczne, sycące danie, które jednak było przepełnieniem czary najedzenia. Bo ile można jeść ?


Warsztaty prowadzone przez Inessę jak zwykle smakowicie i rzeczowo. Kimchi to wszak jedna z najzdrowszych potraw świata. Warto je jeść często, szczególnie w okresie jesienno- zimowym, gdy nasza odporność może szwankować. Bo lepiej przeciwdziałać niż leczyć.

11 czerwca 2017

Szpinak wodny z czosnkiem smażony ( Rau Muong Xao Toi )

Szpinak wodny zwany też wilcem wodnym ( rau muong po wietnamsku ), to prawie nieznane u nas warzywo. Kilka razy widziałam te gałązki w sklepach z azjatycką żywnością i wahałam się czy je kupić. Tym razem skłonił mnie do tego przypadek. Dwa opakowania tej rośliny kupował Polak, spytałam go co będzie z tego robił. A on mi powiedział, że robi takie szybkie danie z patelni z czosnkiem, od kiedy wrócił z Chin. Tam je bardzo często jadł. Jak widać sposób przygotowywania tej rośliny po chińsku i wietnamsku jest podobny. 


składniki
1 pęczek szpinaku wodnego
4- 5 ząbków czosnku
1 łyżka sosu ostrygowego
1 łyżka sosu rybnego
cukier do smaku
olej do smażenia
sól 

Dzielimy gałązki szpinaku wodnego na 3 części każdy. Warzywa gotujemy krótko w osolonej wodzie. Wyjmujemy na sitko i płuczemy pod strumieniem zimnej wody. Na patelnię wlewamy olej rzepakowy i dodajemy zgniecione nożem ząbki czosnku. Chwilę smażymy, by czosnek wydobył smak, ale się nie przypalił. Dodajemy szpinak wodny, solimy do smaku, dodajemy cukier oraz sos ostrygowy i rybny. Smażymy około 3 minuty. Podajemy, jako przystawkę do dań mięsnych lub do ryżu. 



08 czerwca 2017

Birmańskie curry z okrą i jajkami.

Okra ? Co to jest ? Przecież to taki dziwny składnik , że nie można go kupić w Polsce. Tak, nawet słyszę to przekonanie w głosie osoby wiedzącej wszystko, o mnie też. Muszę ją bardzo rozczarować. Można kupić świeżą okrę zarówno w sklepach wietnamskich z azjatycką żywnością w Wólce Kosowskiej, w halach na Marywilskiej i na targowisku na Bakalarskiej, jak również w niektórych sklepach z indyjską kuchnią oraz w sklepach z afrykańskim jedzeniem. Pierwsze moje przygody z okrą były dość ciekawe. A okra była suszona, malutka i nawleczona na nitki. Gdyby je połączyć, miałabym niezbyt ładny naszyjnik. Nie bardzo wiedziałam co z tego maleństwa zrobić. To było gdzieś 17 lat temu. Dodałam okrę do do dania typu leczo. Smakowała tak sobie. To mnie trochę zniechęciło do dalszych zakupów. Aż do czasu gdy udało mi się kupić świeżą okrę. Moje dotychczasowe doświadczenia z tym warzywem pozwoliły mi na refleksję, iż najlepiej smakuje w daniach typu curry. Bardzo mi odpowiadało danie lady fingers masala, a w postaci curry z Birmy smakowało jeszcze bardziej.





1 duża garść świeżej okry
4 jajka ugotowane na twardo
4 duże pomidory
2 średnie cebule
4 ząbki czosnku
2-3 chili pokrojone
2 łyżki sosu rybnego
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/4 łyżeczki cayenne 
1/2 łyżeczki kurkumy
sól do smaku
olej do smażenia
pęczek kolendry

Na paru łyżkach oleju ( rzepakowego lub kokosowego ) smażymy jedną cebulę bardzo drobno pokrojoną, tak by się zeszkliła, ale nie zrobiła brązowa. Po tym czasie dodać zmiażdżony czosnek oraz pokrojone drobno chili. Trzeba uważać, by nie przypalić czosnku. Dodać przyprawy sypkie oraz bardzo drobno pokrojone pomidory. Gotować 15-20 minut, aż mieszanka zacznie tworzyć sos. Następnie dodać drugą cebulę, ale pokrojoną w cienkie krążki. Gotować kilka minut i dodać okrę pokrojoną na 2 części. Posolić i dodać sos rybny. Można dodać więcej sosu rybnego. Okra nie powinna się rozgotować. Dodajemy  jajka pokrojone na pół, tak by żółtka były na górze. Powinny się zagrzać. Podajemy posypane natką kolendry. Świetne z ryżem. 

Okra


01 czerwca 2017

Wietnamska zupa z musztardowca ( CANH CẢI )

Moja metoda na zakupy i gotowanie po wietnamsku nadal działa. Ważne, by zakupiony nie znany wcześniej produkt miał na opakowaniu opis po wietnamsku. Potem nie jest trudno znaleźć jakiś przepis na necie, a jak trwoga to zawsze pomogą znajomi wietnamscy i polscy, którzy podpowiedzą co i jak zrobić. Każdy taki nowy produkt, to jakby przygoda. Szukanie przepisów, porównywanie ich, wybieranie tego co ujmuje najbardziej, lub tego do którego mam większość składników, robienie, smakowanie tego dania i reakcja rodziny.  Zakupiony pęczek musztardowca ( rau cai cay ) chciałam właściwie wykorzystać. Już wcześniej miałam ochotę kupić to warzywo, ale wyglądało tak niepozornie. Przepis na tą zupę CANH CẢI  znalazłam na stronie Wietnamki Helen. W przepisie występuje wołowina, ale miałam akurat chude mięso z szynki.  Nie dodałam do marynaty do mięsa rosołu z kurczaka instant, bo nie stosuję w swojej kuchnia takich przypraw i dodatków. Dodałam więcej sosu rybnego. 


1 pęczek musztardowca ( rau cai )
ok. 200 gr wołowiny lub chudej wieprzowiny
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
1-2 ząbki czosnku
2 łyżki sosu rybnego
2 łyżki oleju rzepakowego
5 cm kłącza imbiru
sól do smaku

Mięso kroimy na cienkie plasterki. Marynujemy je z dodatkiem czarnego pieprzu, czosnku, sosu rybnego i połowie oleju rzepakowego. Marynujemy co najmniej 15 minut. Imbir obieramy i zgniatamy bokiem noża, by wydobyć jak najwięcej smaku. Smażymy mięso na łyżce oleju w garnku w którym będziemy gotować zupę. Do przesmażonego mięsa wlewamy wodę.  Musztardowiec kroimy na około 4 cm kawałki. Wcześniej należy dodać grubsze kawałki, a potem liście. Dodajemy też imbir oraz solimy do smaku lub dodajemy jeszcze sosu rybnego.  Gdy zielenina już jest miękka serwujemy gorące. Można dodać sosu chilii. 


13 marca 2017

Tofu w panko, czyli đậu phụ chiên xù z kolczochem w sosie. Wietnam na pałeczkach.

Wiedziałam, że kiedyś głównym bohaterem mojego wpisu będzie TOFU. Dla niektórych to główny składnik pożywienia. Znam takie osoby. Dla niektórych to coś co nie ma zapachu i smakuje jak tektura. Już robiłam dania z tofu, od kiedy mogę je kupić świeże u Wietnamczyków. Np te z pastą mam tep chung. Ale to zawsze tofu było dodatkiem. A tu tofu jest głównym składnikiem. Panierowane w domowym panko i smażone w głębokim tłuszczu. To đậu phụ chiên xù podane na lekko chrupkim kolczochu w smakowitym sosie. Takim daniem, tylko na innych warzywach zostałam poczęstowana w Viet Street Food Bistro na Saskiej Kępie. Oto link do mojej recenzji. Miejsce ze smakiem.  Kiedyś kupiłam z ciekawości  gotowe panko w torebce, nie wiedząc co to jest. Potem doczytałam, że to rodzaj panierki japońskiej, z grubo tartej bułki pszennej. Co ciekawe w składzie oprócz tej bułki było z pół tablicy Mendelejewa. Zakup kolejnej torebki w krzykliwych kolorach  jakoś mnie nie zachęcał, mimo ze już kilkakrotnie przymierzałam się do kupna. Sama zrobiłam w końcu to panko, może nie tak ortodoksyjne jak potrzeba, ale za to zdrowsze niż kupne. A teraz przejdźmy do tajemniczego jejmościa KOLCZOCHA. To warzywo jest z dyniowatych, choć w istocie jest podobne w smaku i teksturze do kalarepki. Warto kupić jak się uda znaleźć. Kolczochy kupiłam w Wólce Kosowskiej, już nie po raz pierwszy. Ale możecie zamiast go dodać fasolkę szparagową czy szparagi w odpowiednim sezonie. 



2 kawałki tofu naturalnego( ok 360 gr )
2 łyżki mąki pszennej do panierki 
1 bułka pszenna bardzo grubo  starta
olej do smażenia głębokiego
1 jajko
świeżo zmielony pieprz
sól 

1 kolczoch lub 1 kalarepka
2 małe ząbki czosnku
1 szklanka bulionu mięsnego lub warzywnego
1 płaska łyżka mąki pszennej do sosu
3 łyżki sosu rybnego (opcja )
1 łyżka sosu ostrygowego 
1 łyżka słodkiego sosu sojowego indonezyjskiego ( lub łyżeczka cukru )
2 łyżki sosu sojowego jasnego
olej do smażenia


zielenina do dekoracji i smaku ( kolendra, szczypior )


Tofu kroimy w kostkę, taką na jeden kęs. Solimy i pieprzymy do smaku. Obtaczamy w mące pszennej, panierujemy w rozbełtanym jajku, następnie w bułce tartej i smażymy na głębokim oleju na złoto. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu.
Kolczoch kroimy w podłużne paski. Chwilę przesmażamy na oleju, dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę. Chwilę smażymy i dolewamy bulion z rozmąconą łyżką mąki oraz dodajemy sosy. Nie należy się zbytnio sugerować przepisem w doborze tych sosów, to mój dobór, z przewagą sosu rybnego. Można dodawać je wg swojego smaku. Warzywa powinny pozostać chrupkie, a nie rozgotowane.
Na porcję warzyw z sosem wykładamy kostki usmażonego tofu. Posypujemy zieleniną. U mnie akurat zabrakło. 




20 grudnia 2016

Korea na ostro. Soegogi-daegaguk.

Od czasu zakupienia pół kilo koreańskich płatków papryki i wielkiego opakowania pasty gochujang, kombinuję jak je twórczo i smacznie wykorzystać. Tym razem postanowiłam zrobić zupę koreańską, ale na bazie wołowiny.  Zupa jest ciekawie robiona, bo marynuje się w mieszance przypraw już ugotowane mięso. Dodam, że pierwszy raz zrobiłam tą zupę z już ugotowanego rosołu na sposób klasyczny. Zostało mi sporo ugotowanej wołowiny. Nie miałam oleju paprykowego, dlatego skorzystałam z sezamowego. To świetny sposób na wykorzystanie rosołu na drugi dzień. Sposób dość drastyczny, bo ostry.  Na pewno dobry dla zwolenników kuchni azjatyckiej. 


Składniki
około 400 gr mostka wołowego
30 ziaren czarnego pieprzu
2 duże pory ( biała część )
2 małe rzepy
4 litry wody
sól do smaku

Mieszanka przypraw do mięsa
2 ząbki czosnku
2 czubate łyżki papryki w płatkach
5 łyżek sosu rybnego
2 łyżki oleju paprykowego lub sezamowego

Mięso namoczyć w zimnej wodzie kilka minut. Do garnka z wodą włożyć mięso, obraną i pokrojone na pół rzepy, ziarna pieprzu. Gotować aż mięso będzie zupełnie miękkie. Studzimy je i rwiemy na włókienka. Mieszankę dodajemy do mięsa. Można kilka minut marynować. Rzepę i por  kroimy na słupki. Do przecedzonego wywaru z mięsa dodajemy mięso, rzepę i por. Gotujemy, by por zmiękł. Doprawiamy solą do smaku. Serwujemy gorącą.

Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione