Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia brytyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia brytyjska. Pokaż wszystkie posty

12 maja 2017

Street food nadal na topie ? Warsztaty.

Street food nadal jest na topie. Co ciekawe ten trend nadal rośnie. Skąd ja to wiem ? Można to było stwierdzić wybierając się w pewną sobotę na błonia Stadionu Narodowego w Warszawie. Odbywała się tam pierwsza, wiosenna impreza food truckowa w tym roku. Miał być duży wybór dań. Pogoda była piękna, sprzyjająca imprezom pod chmurką. Nie to co teraz ;).  Poszliśmy pieszo by złapać trochę powietrza po drodze. Zaniepokoiły już tłumy idące alejkami Parku Skaryszewskiego w kierunku Stadionu. Ale w Parku Skaryszewskim w taką pogodę dużo ludzi lubi spacerować. Gdy już wynurzyliśmy się z parku, trzeba było się przeciskać przez tłum, by przejść przez jezdnię. Potem już było tylko gorzej. Trucki kusiły cudownym zapachem. Aż nas skręcało. Syn poprosił o frytki. Ale gdyby to było takie proste... Podchodzę do samochodu i parę minut później j delektuję się soczystym hamburgerem, pyszną kanapką z szarpaną wieprzowiną czy frytkami. Do prawie każdego trucka była kolejka na kilkanaście osób, reszta podpierała wozy w oczekiwaniu na wydanie dania. Po lody tajskie stało chyba ponad 40 osób, kolejka wiła się i dochodziły ciągle nowe osoby. Doszliśmy prawie do końca alejki z wozami. Tam gdzie mieliśmy ochotę zjeść były okropne kolejki. Trudno się było przecisnąć, by wrócić do Ronda Waszyngtona. Ludzie, ludzie i ich rowery. Dziecko dopominało się jedzenia coraz bardziej. Nie było szans by w ciągu godziny coś zjeść. Jakiej godziny ? Małe dziecko tyle czasu nie będzie czekać. A i nam się od tych zapachów bardzo już chciało jeść. Na szczęście obok jest ulica Francuska i tamtejsze restauracje. I to wcale nie wyludnione. Podejrzewam, że duża część ich klientów, to niedoszli klienci food trucków, jak my. Zatem jak widzicie zainteresowanie ulicznym jedzeniem wcale nie maleje. Warto zrobić sobie coś pysznego w domu. Bo street food to nie znaczy fast food. Choć czasami można się pomylić.


W warszawskiej szkole kulinarnej dla dzieci i młodzieży Little Chef jedne z zajęć były poświęcone właśnie  kuchni STREET FOOD. Mój starszy syn w konkursie na małego szefa kuchni zdobył 2 miejsce i  wygrał m.in voucher na trzy zajęcia w tej szkole. Dzięki temu mógł uczestniczyć w świetnym warsztacie kulinarnym i poznał tajniki przygotowywania kilku dań street food. 


Zajęcia odbywają się na Mokotowie. Tematyka zróżnicowana i bardzo ciekawa. Zajęcia są dla różnych grup wiekowych dzieciaków, a niektóre warsztaty są rodzinne i mogą w nich uczestniczyć rodzice. Potem odbywa się wspólne smakowanie dań.


Smażone w głębokim tłuszczu kawałki ryby do dania " FISH & CHIPS", typowego angielskiego street food. Frytki za to pieczone w piekarniku, by danie nie było zbyt kaloryczne. Dzieci robiły również same domowy majonez. 


Smażone tofu do banh mi oraz sposób na robienie churros to wyciskanie ciasta przez rękaw cukierniczy na gorący olej. 



A oto pâté  do dania wietnamskiego, które bardzo lubię czyli do BANH MI. Pâté to rodzaj pasztetu, który w kuchni wietnamskiej znalazł się dzięki obecności francuskiej. Jest jednym z dodatków do Banh mi. Choć można tam dodać również duszony boczek, wołowinę czy tofu.


Banh mi to wietnamska bułka podłużna,  z mąki pszennej i ryżowej, wypełniona różną zawartością. Tutaj z pate lub smażonym tofu oraz innymi głównie warzywnymi dodatkami. Kolendra i sriracha na końcu. 


Bardzo mi się podobał sposób podania angielskiej przekąski w gazecie, tak jak to podawane to było i nadal jest często podawane w Wielkiej Brytanii. Z domowej roboty majonezem smakowały wybornie. Bo na warsztatach dla dzieci jest zasada, że dania przygotowane przez nich są później serwowane również swoim rodzicom. 


Churros, danie z kuchni hiszpańskiej  z ciasta parzonego, smażone w głębokim tłuszczu. Podawane zazwyczaj gorące z sosem czekoladowym. Wcześniej obsypane cukrem pudrem. 


Uczenie dzieci, zarówno tych najmłodszych jak i całkiem dużych gotowania to nie tylko zdobywanie wiedzy praktycznej ale też przyzwyczajanie ich do obowiązków domowych i świetna zabawa. 

26 marca 2017

Scones. Brytyjskie śniadania.

Cesca jako kobieta bez potomstwa, kiedyś zwana po prostu starą panną pasjonowała się literaturą, w której też występowały postacie podobne do niej. A może to ona się do nich chciała upodobnić ? W końcu też wybrała opiekowanie się dziećmi, których sama nie miała. Mary Poppins zjawiła się w Londynie, a tam zapewne w kuchni były robione bułeczki śniadaniowe SCONES, choć pochodzą ze Szkocji, to przyjęły się na całej wyspie. Pyszne zwłaszcza z domową konfiturą. Chciała je zrobić i Cesca, jednak zdobycie przepisu nie wydawało się proste w tamtych  czasach PRL. Przepisy szczególnie zagraniczne, były tak przekształcane że nijak nie przypominały już oryginałów. Po paru miesiącach przepis przyjechał z Edynburga razem z jednym naukowcem. W zamian obiecała upiec te bułeczki. Przepis był w oryginale. Występował tam jednak jakiś dziwny rodzaj mąki. Self raising flour. Co to jest ? Mąka swojej świadomości ??? Samoświadoma siebie mąka ? Cesca nie była przecież anglistką. Znów musiała poszukać pomocy i znów obiecała bułeczki. Kto by pomyślał ? To zwykła mąka pszenna z dodatkiem środków spulchniających? Naprawdę ? To nie chce im się nawet do mąki dodać proszku do pieczenia ? To ją zdumiało całkowicie. No to teraz trzeba zebrać składniki.  Tu obiecała bułeczki i tam też i w końcu mogła je zrobić. Tylko ile ona teraz tego będzie musiała upiec ???


Widziałam w kilku programach kulinarnych te bułeczki i miałam ochotę je zrobić. U mnie problem stanowiła taka foremka w ząbki. No, wiem można normalnie okrągłą zrobić, ale...Nie zamierzałam jednak zapożyczyć się bułeczkowo jak Cesca. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Raz przyszła do mnie Sąsiadka i spytała czy nie chcę takiego czegoś, bo ona od kogoś dostała i za bardzo nie wie do czego to konkretnie. A ja na pewno znajdę zastosowanie. I podała mi foremki do ciastek w pudełku. Jedno z nich było właśnie takie, jakiego potrzebowałam do scones. Składniki są proste i miałam je w domu. 

Przed pieczeniem


450 gr mąki pszennej
300 ml mleka lub maślanki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody
75 gr masła
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli

Ze wszystkich składników zagniatamy ciasto. Zostawiamy parę łyżek mleka. Ciasto powinno być plastyczne, nie zbite. Wałkujemy ciasto na grubość ok 2 cm. Wykrawamy okrągłe ciastka, najlepiej formą w ząbki, ale to nie jest konieczne. Układamy wykrawane formy na papierze do pieczenia. Nie układamy ściśle obok siebie.  Każda bułeczkę smarujemy mlekiem, przy użyciu pędzelka. Pieczemy około 15 minut w temperaturze ok 200 stopni C. Podajemy gorące najlepiej. Same, z konfiturą albo posmarowane masełkiem aż skapuje po palcach. Mniam....





19 listopada 2016

Parkin z Yorkshire. Angielski sposób na listopad.

U mnie tak czasem bywa (a może i często ), że kupię jakiś produkt, warzywo czy owoc, a potem szukam zastosowań i przepisów. Nie inaczej było tym razem. W znanym sklepie angielskim kupiłam czarną melasę i złoty syrop. Dwie buteleczki z płynami w pięknych kolorach późnej jesieni. Czarnym i herbacianym. Chociaż na naszych trawnikach i chodnikach te kolory się raczej wymieszały i tworzą zupełnie inne odcienie brązowo-bure. Bo złota polska jesień już odeszła. Jest mroczny listopad. Pora zwinąć się w kłębek pod ciepłym kocem, zrobić duży kubek gorącej herbaty i pogryzając jakieś dobre ciasto ( no powiedzmy jeden kawałek ) czytać mroczny szwedzki kryminał czy " Dolinę Muminków w listopadzie". Ta pora roku kojarzy mi się nie wiem czy słusznie ze Skandynawią. Przepis jednak nie będzie skandynawski, ale angielski. To placek. który był robiony początkowo w Yorkshire, obecnie na terenie północnej Anglii. Ma ciekawą, trochę lepką konsystencję. Na początku myślałam, że mi nie wyszedł, bo kleił się do rąk. Ale potem doczytałam, że to jego cecha. Jest robiony na bazie płatków owsianych z dodatkiem czarnej melasy.  Może być przechowywany nawet do 2 tygodni w szczelnym pojemniku, ale tego nie wiem, bo u nas szybko się ulotnił. Jest nieco podobny w doborze przypraw do piernika, ale nim nie jest. Podobno najlepiej go jeść dzień po upieczeniu lub nawet po tygodniu leżakowania bo z czasem robi się lepszy w smaku. Jednak w domu z dziećmi trudno byłoby trzymać się tych reguł, co widać na zdjęciu poniżej. Nie mogłam zrobić zdjęcia, bo młodszy syn co chwila sięgał rączką po ciasto. W końcu odpuściłam i wyszła sesja z ręką :)
Co ciekawe, dzisiaj znalazłam artykuł w theguardian, że to ciasto na LISTOPAD. Wtedy w niektórych krajach anglosaskich i nie tylko odbywa się Bonfire Night, czyli noc fajerwerków. Gdy placka zje się za dużo to wtedy trzeba się udać na oficjalne obchody, by spalić kalorie, pooglądać fajerwerki i ogrzać się przy ogniu. 


Składniki
100 gr mąki pszennej
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej 
100 gr masła
220 gr płatków owsianych
200 gr złotego syropu
70 gr ciemnego cukru
50 gr czarnej melasy
50 ml mleka ( może być roślinne )
2 jaja
2 łyżeczki imbiru w proszku
szczypta gałki muszkatołowej 
trochę czarnego pieprzu zmielonego
szczypta soli

W garnku należy na małym ogniu stopić masło, dodać do niego cukier, czarną melasę i złoty syrop. Nie doprowadzić do zagotowania się masy. Odstawić do wystygnięcia. W dużej misce wymieszać przesianą mąkę, sodę oczyszczoną, przyprawy oraz płatki owsiane. Do tego stopniowo należy dodawać mieszaninę z masła z cukrem, syropem i melasą. Aż składniki połączą się. Do tej mieszaniny dodajemy jajka lekko utrzepane z mlekiem. Wkładamy najlepiej do kwadratowej formy 20 x 20 cm wyłożonej pergaminem do pieczenia  i pieczemy około 1 godzinę 20 minut. U było gotowe wcześniej, bo miałam większą prostokątną formę. Po upieczeniu odstawiamy na 30 minut. Podawać najlepiej kolejnego dnia po upieczeniu. 



02 października 2016

Zapiekanka z dynią w stylu cottage pie.

Dostałam kilka dyń i to takich co można je jeść ze skórką. Już wiecie o jakie mi chodzi ? No wiadomo, że chodzi o hokkaido. Jest świetna do wielu dań, tylko nie do zupy. Zastanawiałam się co z niej  zrobić. Odpowiedź przyszła sama. Miałam przeciśnięte przez praskę ugotowane ziemniaki. Zamierzałam zrobić z nich kluski śląskie, ale po pierwsze nie miałam w domu grama mąki ziemniaczanej i nie miałam do czego, bo przecież nie do papryk faszerowanych czy rosołu. I tak przypomniało mi się angielskie danie - zapiekanka z mielonego mięsa z ziemniakami. Cottage pie czy shepherd's pie.  Na szczęście nie zrobiłam jeszcze farszu do papryk. Miałam więc świeżo zmielone mięso z karkówki. I ser cheddar w lodówce, a zioła w ogródku jeszcze zielone. Nie wszystkie oczywiście. 


Składniki

8 średnich ziemniaków
1 mała dynia hokkaido
20 dag mielonej karkówki
1 duża cebula
2 łyżki masła
1/4 szklanki mleka lub 2 łyżki śmietany 
1 łyżeczka kminu rzymskiego
olej rzepakowy do smażenia
50 gr sera cheddar
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
świeży tymianek 

Ugotowane, ostudzone lekko ziemniaki przeciskamy przez praskę. Dodajemy do nich mleko lub śmietanę  oraz masło. Ucieramy na gładką masę.  Na patelni przesmażamy cebulę pokrojoną w kostkę. Dodajemy dynię ( bez obierania ) pokrojoną w większą kostkę. Dorzucamy jeszcze kminu rzymskiego. Smażymy około 10 minut. Zdejmujemy z patelni. Przesmażamy mięso, aż lekko zbrązowieje. W żaroodpornej formie układamy warstwami, ziemniaki, mięso i dynię, tak by na wierzchu była dynia. Posypujemy wierzch startym serem cheddar oraz listkami świeżego tymianku. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 180 stopni C przez około godzinę. Podajemy gorące. 


27 sierpnia 2016

Slow Market w Warszawie.


Fish and Chips i widok na Most Świętokrzyski

Masz wolną sobotę lub niedzielę i brak chęci do gotowania ? Zdarza się również mi. Wtedy najlepiej udać się tam gdzie wybór dań i ich różnorodność jest duża. Slow market w Warszawie nad Wisłą. Można posiedzieć na leżaczku nad wodą przegryzając co nieco. A my pojechaliśmy, by po raz kolejny skosztować dań Inessy, a przy okazji zobaczyć co tam jeszcze inni serwują. Inessa prowadziła warsztat Kuchni Koreańczyków w Azji Środkowej, który opisałam na blogu. Byłam też na warsztacie kuchni koreańskiej, który prowadziła. Do niedawna prowadziła też Bistro Kim. I jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. 

Inessa Kim

Pierożki

Placki po koreańsku

kimchi


To były dania Inessy, a poniżej inne  dania serwowane w tym urokliwym miejscu.



Danie serwowane przez Kuchnię Konfliktu

I jeszcze ostatni rzut oka na część marketu, gdzie można spożyć zakupione posiłki, zza stołu Inessy.

17 czerwca 2016

Brytyjskie inspiracje. Zupa- krem z rukwią wodną.


Kiedyś w książce z brytyjskimi przepisami znalazłam przepis na zupę z rukwią wodną. Wtedy nie znałam tej roślinki. Tylko ze słyszenia. Byłam bardzo ciekawa jej smaku, ale nigdzie nie mogłam trafić na ten składnik. Od tego czasu upłynęło kilka lat. Roślina ciągle była w strefie marzeń. A tu podczas ostatniej wizyty u Majlertów patrzę i oczom nie wierzę. RUKIEW jak malowana. Małe gałązki z drobnymi listkami i małymi białymi kwiatuszkami. Chwyciłam woreczek i wrzuciłam łapczywie 4 garście rukwi do niego. No i wrócił pomysł na tą zupę. To jest inspiracja tym brytyjskim przepisem, bo trochę w nim zmieniłam. Wersja brytyjska jest na maśle, z dodatkiem creme fraiche i gałki muszkatołowej. I brak w niej cytryny czy octu ryżowego. Mi brakowało czegoś kwaśnego w tej zupie. Z premedytacją dodałam octu ryżowego,  by smak cytryny nie zdominował smaku zupy. Chciałam by najbardziej czuć było smak głównego składnika. Rukiew wodna ma smak nieco zbliżony do smaku kiełków słonecznika oraz rzeżuchy zarazem.  Spodziewałam się raczej czegoś podobnego do szpinaku. Zdecydowanie lepszy smak, konkretny i bardzo dobry. Już nie mogę się doczekać, by znów to kupić.



Składniki
4 garście rukwi wodnej
10 średnich ziemniaków
1 biała cześć pora
1  młoda cebula
1 duża łyżka masła
3 łyżki oleju rzepakowego
sól do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
ocet ryżowy lub sok z cytryny

Ziemniaki obieramy i kroimy w ćwiartki. Cebulę kroimy w ósemki, a pora w krążki. Na patelni rozgrzewamy olej z masłem i na tym przesmażamy ziemniaki, ale tak by się nie zrumieniły. Dodajemy pora i cebulę po 2-3 minutach. Po około 10 minutach smażenia i pilnowania oczywiście składniki przekładamy do garnka i zalewamy wodą, tak by woda była 2-3 cm ponad. Gotujemy do miękkości ziemniaków. Wtedy dodajemy 3/4 liści rukwi wodnej, twarde gałązki odrzucamy. Gotujemy 5 minut i miksujemy. Następnie dodajemy resztę listków i gotujemy kolejne 5 minut. Ważne by nie gotować zbyt długo zupy po dodaniu rukwi. Zupę dosalamy do smaku. Dodajemy sporo świeżo zmielonego pieprzu. Już na talerzu dodajemy 3-6 kropli octu ryżowego lub soku z cytryny. I dodajemy sporo pieprzu. 


06 listopada 2015

Szkocka zupa ogonowa. Oxtail soup.

Ogony wołowe to produkt, którego nie znałam wcześniej. Pierwsze ogony wołowe kupiłam w Wólce Kosowskiej w sklepie z wietnamskimi produktami. Kupiłam nie wiedząc zbytnio co z nimi zrobić. Jakiś czas wcześniej czytałam o rzymskiej zupie ogonowej. Ale ostatecznie zainspirował mnie mundur brytyjski. Tak, mundur brytyjski z czasów II Wojny Światowej i polscy żołnierze z 2 Korpusu Polskiego w niego ubrani. Co mogli jeść jak już byli w Wielkiej Brytanii ? Może szkocką zupę ogonową. To danie bardzo smakowite, zawiesiste, odżywcze i sycące. Zupa dość gęsta, jak danie jednogarnkowe. Bardzo mięsna i zarazem warzywna w smaku. W sam raz na jesień.  



Składniki
1 ogon wołowy
3 łyżki mąki pszennej do oprószenia mięsa
2 średnie cebule
2 łodygi selera naciowego
2 marchewki
2 białe pietruszki
olej lub smalec do smażenia
2 łyżki koncentratu pomidorowego
około 2 litry wody
1 liść laurowy
łyżeczka pieprzu czarnego w ziarenkach
gałązka estragonu lub tymianku
2-3 goździki
parę łyżek wytrawnego sherry
świeżo zmielony pieprz czarny
sól do smaku

Ogon wołowy podzielony na części około 5-6 cm oprószamy mąką pszenną i obsmażamy na gorącym tłuszczu, aż mięso się porządnie zrumieni. Osączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu. Na tłuszczu podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę na lekko złoto. Dodać mąkę która pozostała do cebuli.  Mięso zalać wodą. Dodać listek laurowy , pieprz czarny w ziarenkach, suszone zioła i goździki. Potem dodać pokrojone w krążki marchewki i pietruszki, pokrojone w kawałki łodygi selera naciowego oraz cebulę. Gotować razem 3-4 godziny. Mięso powinno być miękkie i łatwo odchodzić od kości. Gdy tak nie jest gotować, aż uzyska taką konsystencję. Wtedy wyjąć z zupy, oddzielić mięso od kości i dodać do zupy. Posolić. Dodać koncentrat pomidorowy i sherry. Podawać gorącą. 


14 stycznia 2015

Czarne masło z Jersey oraz lody z czarnym masłem i melasą

Pierwszy raz o czarnym maśle z Jersey usłyszałam podczas jakiegoś programu kulinarnego. Szybko na kartce zapisałam nazwę, by później sprawdzić co to takiego. Czarne masło to rodzaj przetworu z cydru jabłkowego, jabłek oraz przypraw. Jego nazwa to " Black Butter " lub " Le Niere Buerre". Po sporządzeniu należy go przechowywać po warstwą masła ponad 3 miesiące. Spory obszar w Jersey w Wielkiej Brytanii stanowiły sady owocowe. Tam produkowano najwięcej cydru. Do dziś krajem w którym pije się najwięcej cydru jest Wielka Brytania. Ale Polska ją skutecznie goni :) Przepis pojechał do USA, ale tam specyfik po jakimś czasie został nazywany masłem jabłkowym. Co ciekawe w kuchni mennonitów jest również znane masło jabłkowe robione z jabłecznika ( tak nazywany był cydr w Polsce, bo nazwa cydr jest wtórna ) oraz jabłek i cynamonu. Taki przepis znalazłam w książce Wojciecha Marchlewskiego " Mennonici. Życie codzienne od kuchni ". 
Czarne masło robiono  w Wielkiej Brytanii podczas długich wieczorów zimowych. Kobiety obierały mnóstwo jabłek, a mężczyźni zbierali drewno i dbali by ogień palił się nieprzerwanie przez 2 dni. Pierwotnie dodawano głównie lukrecję  i ziele angielskie oraz cytryny. W moim przepisie nie ma cytryn, ani lukrecji. Mój przypomina bardziej amerykańską wersję. 

Czarne masło 




 Składniki

750 ml cydru jabłkowego słodkiego
1, 3 kg jabłek ( raczej słodkich )
2 laski cynamonu
2-3 ziarnka ziela angielskiego
parę  goździków
parę łyżek cukru ( jak lubimy )
masło klarowane

Cydr jabłkowy w garnku, nie zakrytym pokrywką redukujemy do połowy. Następnie do tak zredukowanego płynu dodajemy obrane, odpestkowane i pokrojone jabłka w ósemki. I razem dusimy. Tak by jabłka stały się tak miękkie, by można je było przetrzeć. Trwa to ponad godzinę.  Przecieramy je na sicie. Do masy dodajemy przyprawy oraz cukier i dusimy jeszcze z godzinę. Można więcej. Ja dusiłam na małym ogniu sporo więcej. Im więcej tym lepiej. Trzeba pilnować, by masa się nie przypaliła. Gdy chcemy je przechować dłużej, a najlepsze jest po 3 miesiącach to wtedy wkładamy je do małych słoiczków i polewamy cienką warstwą sklarowanego masła. 

Lody z czarnym masłem i melasą


Składniki

330 ml śmietany 30 procent
350 ml mleka skondensowanego niesłodzonego
5 łyżek czarnego masła
1 łyżka czarnej melasy ( opcjonalnie )

Miksujemy śmietanę z mlekiem skondensowanym przez parę minut i dodajemy czarne masło i czarną melasę. Melasa nadaje smak lekko wędzonych śliwek. Można pominąć ten składnik. Masa robi się gęsta i puszysta. Wkładamy do zamrażarki w zamykanym pojemniku, specjalnym do niskich temperatur. Zamrażamy. Po godzinie wyjmujemy i miksujemy. Najlepiej proces powtórzyć kilka razy. 



Banany w cieście po wietnamsku

Moja ulubiona słodka przekąska z barów wietnamskich. Niektórzy mówią  że to danie z ich czasów studenckich. No, ja chyba ich podczas studiów...

Wasze ulubione