Tym razem na wakacje pojechaliśmy na Podlasie, obierając na cel okolice Hajnówki. Wybraliśmy się z Warszawy dość wcześnie rano i dlatego na miejscu w Rutce koło Dubicz Cerkiewnych byliśmy jeszcze przed południem.
Restauracja regionalna ? Czy na pewno ?
Złaknieni nowych smaków udaliśmy
się
na poznawanie miejscowych potraw do restauracji regionalnej. Trochę
zdziwiłam
się,
że
za kuchnię regionalną
Podlasia jest uważana
soljanka i zupa szczi. Dla mnie to zupy typowo rosyjskie nie mające
nic wspólnego z tym terenem. No chyba, że
po okresie bieżeństwa
zostały
„ przywiezione „ z terenów ówczesnej Rosji i zaadoptowane do
miejscowych warunków z zastosowaniem miejscowych produktów. Być
może,
bo w tej solance nie było
ani oliwek, ani cytryny. Może
została
wzięta
pod uwagę
kuchnia mniejszości
rosyjskich staroobrzędowców
zamieszkujących
okolicę
Wodziłek,
ale o taką
znajomość
tematu nie posądzałabym
właścicieli.
Choć
oczywiście
mogę
się
mylić. Syrniczki, o
których zrobienie nie raz się
pokusiłam
i nawet opisałam
je na swoim blogu nie smakowały
tak jedwabiście
jak moje. Przepis na Syrniczki No cóż,
dobrze że
tą
kuchnię
reprezentowały
cepeliny vel kartacze, pochodzące
z rejonu Suwalszczyzny.

Słów kilka o kuchni Podlasia
Zatem rzec
trzeba kilka słów
o kuchni Podlasia. Należy
rozróżnić
teren Podlasia historycznego od terenu obecnego województwa
podlaskiego. W skład
obecnego województwa wchodzą
m.in. Ziemia Suwalsko- Augustowska, Ruś Czarna, historyczne Mazowsze ( m.in. okolice Łomży
). Część
historycznego Podlasia wchodzi w skład
obecnego województwa lubelskiego oraz mazowieckiego. Obecnie mówiąc
o kuchni podlaskiej bierze się
pod uwagę
teren obecnego województwa podlaskiego. Zatem spotykamy się
tu z całą
różnorodnością
kuchni mniejszości
narodowych, grup etnicznych i etnograficznych zamieszkujących
to województwo. Jest tu kuchnia litewska, rosyjskich staroobrzędowców,
Kurpiów, białoruskiej i ukraińskiej mniejszości,
Tatarów oraz oczywiście
kuchnia Poleszuków i mieszkańców
ziemi augustowsko –suwalskiej. Można
jednak znaleźć
w tej różnorodności
wspólne smaki, a są
one ziemniaczane! Ilość
sposobów jego przygotowywania i przyrządzania jest niesamowita.
Zaczynamy od sera...
Kulinarne
odkrywanie Podlasia z naszą
gospodynią Panią Kasią zaczęłam
od wieczornego robienia sera. Właścicielka kwatery prywatnej w Rutce na moje zapytanie o warsztaty kulinarne powiedziała,
że
już
dziś
mogę
zobaczyć
jak ona robi ser dla gości.
Najważniejsze,
to właściwa
temperatura podgrzania mleka oraz odpowiednia proporcja mleka
świeżego
oraz zsiadłego.
A to był
dopiero pierwszy dzień
pobytu.

Będę robić kiełbasę.
Ale na
następny
dzień
szykowała
się
wyjątkowa
gratka, bo mogłam
się
dołączyć
do robienia kiełbasy.
Mama pani Kasi już
od rana tłumaczyła zainteresowanej grupie złożonej
z dwóch panów ze Śląska
i mnie, tajniki robienia kiełbasy.
Jakie rodzaje mięsa
kupić
i jakie mięso
powinno przeważać.
Ważny
jest również
sposób rozdrobnienia poszczególnych rodzajów mięs, oraz czy lepiej je siekać
czy przekręcić
w maszynce do mielenia mięsa.
Rodzaj sitek do mielenia, hmm w zestawie do mojej maszynki nie ma
tylu sitek. Trzeba koniecznie dokupić
przy najbliższej
okazji. Ważne
są
przyprawy. Na Podlasiu często
stosowany jest pieprz ziołowy.
Zastępuje
niejednokrotnie pieprz czarny. Mięso
na kiełbasę
zostało
doprawione solą,
pieprzem czarnym, gorczycą
w ziarnkach oraz dużą
ilością
pieprzu ziołowego.
Istotnym składnikiem
był
czosnek, świeżo
przeciśnięty
przez praskę.
Mieszanie składników
odbyło
się
ręcznie
w wielkiej misie. Następna
czynność
wymaga umiejętności
napychania do osłonek
( flaczków wieprzowych ) gotowej masy kiełbasianej.
To już
praca dla dwóch osób. Jedna trzyma nadstawkę
z naciągniętym
flakiem, a druga wrzuca dość
szybko masę
do maszynki. Ważne,
by nie robić
przerw między
napychaniem, bo wówczas mogą
zrobić
się
pęcherze
z powietrzem w środku
kiełbasy.
Gotowe kiełbasy
„poszły
„ do wędzenia.
Próbowaliśmy
je jeszcze gorące.
Żur mało znany...
Specjalnie
pod robioną
kiełbasę
nastawiłam
zakwas na żur.
Taka kiełbasa
własnoręcznie
robiona wymagała
odpowiedniej oprawy. Na zakwas w ten gorący
letni czas czekałam
tylko 3 dni. Co ciekawe w tutejszych okolicach żur
czy biały
barszcz nie jest potrawą
popularną
jak np. na Mazowszu czy w Małopolsce.
Po robieniu
kiełbasy
zaczęliśmy
robić
kiszkę
ziemniaczaną.
Miała
być
na obiad tego dnia. Mariaż
naszego zwykłego
szarego ziemniaka z podsmażonym
podgardlem, boczkiem, ewentualnie kiełbasą
i cebulką
wrzucony do kiszki wieprzowej i zapieczony daje niezwykły
efekt smakowy. Farsz w przeciwieństwie do tego w kiełbasie nie może szczelnie wypełniać osłonek. Osłonka powinna być grubsza niż ta do kiełbasy.
 |
Hajnówka. Targ w środy jest największy i najciekawszy.
Odkrycia mało regionalne, ale ciekawe
|
Do moich
najciekawszych odkryć
tego lata należała
zupa ze świeżych
ogórków gruntowych, którą
Pani Kasia robiła
dla swoich gości.
Orzeźwiająca
i bardzo ciekawa w smaku. Pyszna. Po lekkich przeróbkach (nie mam
termomiksu, w którym była
robiona) będzie
kolejną
zupą
jaka na stałe
zagości
na stole mojej rodziny, bo jest tego warta. Przepis na zupę ze świeżych ogórków.
Kolejnym odkryciem były
placki zakupione w Białowieży
do kawy. Placuszki z jabłka
z marchewką,
podawane z bitą
śmietaną, musem z żurawiny oraz borówkami amerykańskimi.
Smak niecodzienny i intrygujący.
Na targu w
Hajnówce można
było
dostać
wiele ciekawych produktów. W każdą środę odbywał
się
duży
targ. Przypadkiem trafiliśmy
tego dnia do tego miasta, a tu taka niespodzianka. Na jednym ze straganów
mój mąż
odkrył
MASELNICĘ! Taką
ze standardową nakrętką na słoik.
Już
na drugi dzień
postanowiłam
ją
wypróbować.
Masło
wyszło
znakomite, puszyste i pyszne. Nie ma to jak własnoręcznie zrobione masło, z mleka kupionego na miejscu w Rutce od pani, która wydoiła krowę z wieczora.
Powiew Rosji..
Na targu była
klęska
urodzaju na pomidory. Istne zatrzęsienie.
A ponieważ
były
bardzo tanie, zakupiłam
mnóstwo na sos do makaronu i na zupę.
Na targu stała
też
pani, chyba z Ukrainy. Mnóstwo słodyczy
ze słonecznikiem,
zarówno chałwa
jaki i „sezamki„ ze słonecznikiem.
Perfumy i maści
rozmaite. Potem się
okazało
że
zdiełano
je w Rosiji. W świetle
obecnej sytuacji geopolitycznej miałam
opory by jeść
te produkty ze słonecznika.
Egzotyka na Podlasiu. Jaja strusia afrykańskiego.
Jedną z atrakcji była wizyta na fermie strusi. Sporo radości sprawił nam tańczący struś. Główną atrakcją wieczoru była jednak jajecznica ze strusiego jaja. By się do niego dobrać, trzeba użyć wiertarki udarowej, pilnując, by opiłki skorupki nie dostały się do masy jajecznej. Z jednego jaja można zrobić jajecznicę dla 8-10 osób. Najlepsza jest na boczku.
Słonina najlepsza.
Jednak jajecznica ze strusich jaj to nie był smak który mnie zachwycił, pozostali biesiadnicy byli podobnego zdania. Największym hitem tej biesiady poświęconej raczej strusiom była zrobiona przez gospodynię słonina. Cudowna w smaku, rozpływająca się w ustach.
 |
| Na targu można dostać wszelkie pomoce by zrobić dobrą wędlinę |
Ciekawostką
jest to, że
dużo
mieszkańców
Podlasia robi własne
kiełbasy,
sery. Można
kupić
u gospodarzy jaja, ale liczone na kg co jest chyba uczciwsze, bo płaci
się
za wagę,
a nie za jajka, które każde może mieć inny kształt
i wielkość.
Można
kupić
warzywa prosto z pola, drób, baraninę, owoce, wyroby własnych
rąk.
Niestety, osoby takie nie reklamują
się.
Żeby
coś
kupić,
dobrze czasem zatrzymać
się
we wsi i zapytać
osoby starsze , które tam jeszcze siedzą
na ławeczkach
przed domami. W pozostałej
części
Polski już
się
tego nie doświadczy.
My się
zatrzymaliśmy
wieczorkiem w jednej wsi, widzieliśmy jak kobiety w wiaderkami idą
na pole. Znaczy że czas na udój. Zapytaliśmy
o mleko. Zapytana pani od razu przy okazji pokazała
nam swoje kwatery i skierowała
do swojej siostry, która ma krowy, a więc
i mleko. I rzeczywiście
zakupione zostało
mleko, a także
jaja sztuk 19 (na kg) i dorodne cebule z pola (żółte,
czerwone i co ciekawe szalotki).
Czebureki warte grzechu
Zaproponowałam Pani Kasi by zrobiła czebureki. Ona sama jadła je kiedyś na Krymie. Ja je jadłam kiedyś w restauracji i zauroczona smakiem postanowiłam, że muszę spróbować je sama zrobić. No może nie całkiem sama. W przepisie Pani Kasi występowało mięso wieprzowe mielone. Ja jadłam czebureki z mięsem baranim, na sposób tatarski. Jadłam też kiedyś w Trokach koło Wilna kibiny, również z nadzieniem baranim na sposób karaimski. Z tym specjałem jest trochę roboty, ale efekt jest warty zachodu. Pyszne smażone w głębokim tłuszczu pierożki potrafią zauroczyć od pierwszego kęsa.
Pierwotne gotowanie, czyli kociołek ?
Instytucja
kociołka
jest bardzo ciekawa. By go jednak mieć,
trzeba by najpierw zakupić
jakąś
działkę,
gdzie by można
byłoby
go wykorzystywać.
Kociołek
zostanie zatem w sferze marzeń,
bo nie będę
do kociołka
nabywać
działki,
np. pod Warszawą
z przyczyn oczywistych. Ale posiadaczom takowych bardzo je polecam.
Smak potrawy przyrządzanej
na ogniu, ma zupełnie
inny smak niż
na gazie czy płycie
indukcyjnej. Nasza podlaska gospodyni zaproponowała,
że
zrobi „ Rudnicką
wyżerkę
„. Ochoczo zaproponowałam
jej pomoc, by poznać
choć
podstawy przyrządzania
tego typu potraw. Nie będę
zdradzać
niuansów, tylko kilka składników,
które zadecydowały
o cudownym smaku tego dania.

Boczek, ziemniaki, cebula, kapusta oraz
buraki. Ten ostatni dodatek bardzo mnie zafrapował,
gdyż
wydawało
mi się,
że
może
nie pasować
do reszty. Ale on znakomicie dopełniał
to danie nadając
mu lekkiej słodyczy.
Oprócz tych składników,
jeszcze przyprawy i smalec. Można
pokombinować
z warzywami korzeniowymi. Danie bardzo nam smakowało.
Może
namiastkę
uzyskam przygotowując
je w glinianym litewskim garnku, który przywiozłam
z Puńska?
Robiłam
już
w nim zapiekane potrawy litewskie ( czenaki ), ukraińskie
( żarkoje
) i bułgarskie
( ser po szopsku).
Tatar ? Nie, tylko tatarskie przysmaki :)
W
poszukiwaniu znanych już
nam trochę
smaków pojechaliśmy
do Supraśla.
To miejsce jest nam już
dobrze znane. Pierwszy raz byłam
tam na plenerze fotograficznym i mieszkałam
w miejscowym Monasterze. Potem byłam
razem z rodziną
i odkrywaliśmy
smaki tatarskie najpierw w Kruszynianach u Pani Żanety.
Potem ze zdziwieniem odkryliśmy,
że
mieszkając
w Supraślu
mieliśmy
kuchnię
tatarską
obok naszej kwatery. Wiedziona zafascynowaniem tą
kuchnią
wzięłam
udział
w warsztacie prowadzonym przez panią
Marię
(właścicielkę
Przysmaków Tatarskich) w Białymstoku.
Opisałam
to na blogu. Warsztat kuchni tatarskiej. Tym razem znów próbowaliśmy
nowych smaków. To lubię
najbardziej. Ale też
jedliśmy
Dżantyk
, czyli pieróg z serem i rodzynkami, który jest naszym ulubionym.
Obiekt pożądany. Pielmienica.
Ostatniego dnia przed odjazdem Pani Kasia zrobiła z moim skromnym udziałem małe pierożki
z farszem z płucek
i wieprzowiny. Co ciekawe były
robione przy pomocy pielmienicy, czyli specjalnego wzornika do
robienia pielmieni. Przy najbliższej
okazji postaram się
tą
foremkę
zamówić,
może
być
przydatna do robienia uszek do barszczu wigilijnego i do innych
pyszności.
Przedostatniego dnia zajadaliśmy
się
również
podlaską
babką
ziemniaczaną
z podgardlem. To była
najlepsza babka z wieprzowiną
jaką
jadłam.
Pani Kasia dodaje do niej trochę
kaszy gryczanej albo kaszy manny.
Mam nadzieję, że moja opowieść o kuchni podlaskiej Was zainteresowała. Chciałabym zasiać choćby nutkę ciekawości, by przyjechać tutaj i na miejscu spróbować tych wspaniałości :)